wtorek, 27 listopada 2012

Mogę jutro przyjechać?

Bo widzisz, dopiero niedawno, kiedy o mały włos nie straciłam kilku bardzo cennych rzeczy, zdałam sobie sprawę, jaką cholerną jestem szczęściarą. I jak cholerną musiałabym być frajerką, żeby nie ruszyć dupy z mojego tronu i nie powalczyć o te kilka rzeczy. Do tej pory siedziałam tylko na tym tronie, z wyuczonym uśmiechem przyjmując grzecznie wszystkie dary i łaski, jakby to była jakaś oczywistość. Wiem, że nie brzmi to dobrze.Wiem, że ruszenie dupy wyszło na dobre, nareszcie wiem, czego chcę, czego potrzebuję, a  bez czego mogłabym żyć. Powolutku przekonuję się do tych śmielszych decyzji, nie można całe życie być Szwajcarią.

wtorek, 20 listopada 2012

Kurczak-robotnica i kurczak-truteń

Wracaliśmy w ciemnościach listopadowej niedzieli - do domu, do rzeczywistości, do siebie. Rozmawialiśmy szeptem, na tylnym siedzeniu drzemał przecież P. Nawigacja pogubiła się i nie znalazła autostrady, którą jechaliśmy. Nie wygraliśmy nic ze zdrapek kupionych na stacji benzynowej. Nie doszliśmy, jak to jest z tym znoszeniem jajek. Widzieliśmy sarni zadek przy drodze. Zatankowaliśmy paliwo za 5.69, a na kolejnych stacjach było już za 5.54. Podróże kształcą, rozmowy zbliżają. Wierzę, że będzie dobrze.

niedziela, 11 listopada 2012

Przeprowadzka

Wciąż żal mi tamtego miejsca, tamtej mojej internetowej przestrzeni. Żal zostawiać coś po 7 latach, wciąż miło wraca się do archiwum, do tych notek z przed kilku lat, chociaż teraz wydają mi się trochę przesadzone, egzaltowane albo wręcz gówniarskie i niedojrzałe. Mam nadzieję, że zadomowię się także tutaj. Ktoś zajął moją nazwę, musiałam wymyślić nową. Nie cierpię wymyślać nowych nazw, haseł i tytułów. Dziś krótko - przeprowadzka. Wstępna, szybka, zdecydowana,  może innym razem rozejrzę się bardziej, posprawdzam wszystkie kąty, zajmę się aranżacją i takimi tam.
Byłam: ego.blog.pl