niedziela, 29 czerwca 2014

Aftermath

"(...) Ambivalence suggests strong feelings... in opposition. The prefix, as in "ambidextrous," means "both." The rest of it, in Latin, means "vigor." The word suggests that you are torn... between two opposing courses of action."

Dr Wick
"Girl Interrupted" 



Za moim oknem wśród gałęzi utknął mały różowy balonik z przyczepioną na sznurku białą karteczką. Dawno nic nie rozpraszało moich myśli tak bardzo, jak ta różowa rozpaczliwa szamotanina na wietrze. I ta tajemnicza biała karteczka zawieszona na drzewie jakieś 10 metrów nad ziemią. 

sobota, 28 czerwca 2014

Amanece

- O! A co to za wiersz masz na ścianie?
- To jest fragment psalmu. O miłości.
- Psalmu??
- No tak.
- To jest to od Jezusa??!

***

Szaro-bury, deszczowy dzień "po". Wczorajsze świeżo odkryte zamiłowanie do barmaństwa przypłaciłam dzisiejszym potężnym bólem głowy i ogólnym poczuciem niemocy.
- Ale dlaczego jeszcze tu jesteś? Nie miałaś tylko pomagać przy sprzedaży kuponów przez pierwszą godzinę?
- Miałam, ale bawię się tu świetnie! Zostaję!
I tym sposobem spędziłam imprezę po niewłaściwiej stronie baru. Bilans? Przesiąknięte piwem buty. Poklejone sokiem palce i włosy. Para okularów i dwie świecące pałeczki  znalezione rano na biurku. Jeden drink, który wylądował na podłodze. Jeden drink, który wylądował w całości na spodniach jakiejś dziewczyny. Nie wiem ile drinków, które wypiłam "gratis". Nauczyłam się jak obsługuje się dyspozytor i jak poradzić sobie z pianą od piwa. Nauczyłam się też tańczyć z kilkoma kubeczkami piwa w rękach. Nie nauczyłam się jeszcze, żeby zaopatrzyć się na noc w butelkę wody mineralnej. Ale jak to mawia T.: "Jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz".

czwartek, 26 czerwca 2014

Sine qua non?

W kuchni obowiązuje oficjalny zakaz wspominania o tym, że został tylko miesiąc do końca.  Zabawne jak bardzo nie chciałam tu przyjeżdżać. Zabawne, jak bardzo bardzo nie chcę teraz wracać do domu.

Została godzina do egzaminu. D. i S. w panice przeglądają ostatnie notatki, a ja znudzona czytaniem niemieckiego kodeksu karnego, mrużąc oczy chłonę widok za oknem - potężna, nieruchoma sylwetka Audimax, flagi RUB drżące na wietrze, wędrówka chmur i zieleń ogrodu botanicznego w oddali. Mój ostatni naukowy dzień w bibliotece. Za chwilę będę już po ostatnim egzaminie. Z czystego przyzwyczajenia powiedziałabym "uff", ale to chyba trochę nietaktowne w obecnej sytuacji.

***

Zakochałam się w twórczości pana Przybory. Twórczość o tematyce cudownie przyziemnej, banalnej, codzienniej i uniwersalnej, a jednak ujęta od zupełnie innej strony. Twórczość z przekąsem i z przymrużeniem oka. Zabawa słowami i wysublimowana gra skojarzeń. Twórczość niby na żarty, ale chwyta za serce. Twórczość na każdą okazję - tak więc przy okazji przygotowywania prezentu dla T., znalazłam kilka "perełek" na zupełnie inne okazje.

   Było lato. Nasz pociąg nam uciekł.
Zapytałam: "Co robić z tym czasem?".
Powiedziałeś: "Mam takie uczucie,
jakbym zdążył na panią tym razem".
I już było po naszej przesiadce
na ten pociąg wzajemny, obłędny,
którym dotąd pędzimy przez stacje
dni upalnych i nocy płomiennych.
Mówisz: "Wkrótce weźmiemy ślub", lecz
ja o jedną chcę prosić cię rzecz:

Na wypadek gdyby to
nie skończyło się małżeństwem -
napisz, proszę, mi piosenkę moich marzeń -
w tej piosence będzie mną
ktoś, kim może ja nie jestem,
z kim we dwoje będzie dobrze ci się starzeć.
Na wypadek, gdyby nam nie wyszedł ślub -
parę zwrotek śpiewających mi podaruj.

Przestań kochać mnie na chwilę i tak mnie
lub -
jak w piosence będziesz lubił mnie na starość.

W tej piosence na urodę tego dnia,
co w tej rzeczce tak nam pięknie wtedy tonął,
będziesz ze mną razem patrzał, choćbym ja
wcale już nie była wtedy z tobą...
Na wypadek gdyby to
nie skończyło się małżeństwem -
pozostanie mi piosenka zamiast szczęścia.
W tej piosence będzie mną
ktoś, kim chyba ja nie jestem,
ktoś szczęśliwy od miłości do zamęścia.
Na wypadek gdyby nam nie wyszedł ślub -
twoje zwrotki mi o szczęściu zaśpiewają.
No a teraz choć przez chwilę ty tak mnie
lub -
jak w piosence będziesz lubił mnie, kochając.
Lub mnie, lub mnie, lub mnie, lub!

sobota, 21 czerwca 2014

Zabawa w CSI

Teatrzyk Zielona Gęś

ma zaszczyt przedstawić
widowisko 
"Zasady leczenia przekaźnikowego"
czyli tzw. 
"Terapię transferową"

Akt I
Lekarz I:
Co panu dolega? 
Pacjent:
Noga. 
Lekarz I:
Noga? Wobec tego pójdzie pan na Oddział N. 
Pacjent:
Ba, kiedy właśnie nie mogę chodzić. 
Lekarz I:
A, rzeczywiście. No to pana zaniosą. 

Akt II
Lekarz II:
Co panu dolega. 
Pacjent:
Noga. 
Lekarz II:
A która? 
Pacjent:
Lewa. 
Lekarz II:
Świetnie. Obywatela Czerwiaczek, zanieście obywatela pacjenta na Oddział NL. 

Akt III
Lekarz III:
Co panu dolega? 
Pacjent:
Noga lewa. 
Lekarz III:
W porządku, ale czy ból ma charakter nerwowy, czy fizyczny? 
Pacjent:
Nerwowy. 
Lekarz III:
Cudownie. Przenoszę pana na oddział cierpiących nerwowo na lewą nogę, czyli na Oddział NLN. 

Akt IV
Pacjent:
Zaczyna mnie lekko boleć głowa. 
Lekarz IV:
Byczo. Nareszcie będzie można nieco powiększyć statystykę oddziału dla chorych umysłowo. 

Akt V
Lekarz V:
Smutno wygląda ten pacjent. Czy pan może tęskni do innego życia? 
Pacjent:
O, tak, niezmiernie. 

Epilog:
Zajeżdża wytworny ekwipaż Zakładu Odpoczynkowego "WIECZNOŚĆ-AETERNITAS" i Pacjent wyzwolony od trosk, ale za to zaopatrzony w kilka tysięcy diagnoz, odjeżdża w znanym kierunku. 
K U R T Y N A
zapada na zawsze 

Konstanty Ildefons Gałczyński
1947

środa, 18 czerwca 2014

Prinzessin

Tym razem było inaczej niż zwykle.
Tym razem lampiony wylądowały na pobliskich drzewach, zamiast polecieć w niebo.
Tym razem nie potrafiłam sformułować konkretnych życzeń przed zdmuchnięciem świeczek - w głowie zapętliła się tylko jedna niesprecyzowana myśl. Świeczki zostały zdmuchnięte, a myśl pozostała - wciąż niesprecyzowana, wciąż wprowadzająca chaos i niepokój.
Tym razem zostałam pozytywnie zaskoczona. Wielokrotnie.
Tym razem pożegnanie było znacznie trudniejsze.
Tym razem egzamin był ciężki, ale biegło mi się łatwiej.
Masz rację. Na wszystko przychodzi czas. Wystarczy cierpliwie na niego poczekać. Świadomie i z ufnością, bez popędzania i przewidywania. Dać się pozytywnie zaskoczyć. Wielokrotnie.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Pietruszka i mała zielona fasolka

Mundial trwa w najlepsze i jak zwykle wszyscy mają komu kibicować, a nasi chłopcy nie grają... w ostatnim czasie jestem więc rozdarta pomiędzy postawą patriotyczną, a zamiłowaniem do zdarcia sobie gardła podczas wieczornych transmisji. Oraz pomiędzy testami z neurologii, a ogródkami piwnymi z telebimami. Tak więc raz owinięta meksykańską flagą krzyczę: "puta", gdy bramkarz przeciwnej drużyny wybija piłkę; innym razem z niemieckimi barwami na policzku bulwersuję się, gdy portugalczycy faulują; jeszcze innym razem śmieję się razem z holendrami z klęski hiszpanów. A skoro miłość do ojczyzny nie zobowiązuje mnie do kibicowania własnej drużynie - mogę dowolnie wybierać sobie swoich faworytów pod względem ilości dostarczanych bramek, koloru koszulek bądź aparycji piłkarzy. I z rozbawieniem oglądać, jak pozostali przeżywają klęski i zwycięstwa swoich drużyn, jakby chodziło o ich własne życie.

***

"Przyjaźń nie jest tylko dla ciebie. Czasem jest też dla drugiej osoby."
Przepraszam, znamy się?

"Just keep swimming"
Dori

środa, 11 czerwca 2014

"You are not paying attention"

Zazdroszczę Ci tego dachu. Możliwości siedzenia na nim i podziwiania nieba, okolicznych ogrodów, wież kościołów w oddali. Podobno najlepiej pije się tutaj piwo, ale ja wolę po prostu siedzieć. Przebiec się ciasnymi, zielonymi ścieżkami Freiburga, a potem usiąść tutaj i złapać oddech. Wtopić się na chwilę w nieruchomy świat, który odetchnął właśnie po zachodzie słońca. Ja też odetchnęłam. Mój komputer też odetchnął. Przy takich temperaturach nawet postawiony na dwóch książkach w pobliżu wiatraka, rozgrzewa się do czerwoności i bojkotuje dalszą współpracę. A ponieważ ja również przez cały dzień rozpływam się na krześle - to kiepsko ta nasza współpraca wygląda.

***

- Skoro jedziemy na południe, to zachód jest tam. A słońce będzie na zachodzie więc musimy usiąść po lewej stronie.
- Ty i te twoje czarodziejskie teorie...
A jednak miałam rację.
Czasem miewam rację. Ale mieć wiedzę to jedno, a przekonać kogoś co do słuszności swoich racji - to już zupełnie inna historia.
Zastanawiam się, z jakim skutkiem będę kiedyś przedstawiać swoje racje pacjentom, skoro jedno twoje pełne niedowierzania spojrzenie, gasi mój cały zapał do dalszego tłumaczenia i przekształca je w nieśmiałe usprawiedliwianie się z wygłoszonych teorii. Zastanawiam się, dlaczego tak na mnie działasz.

środa, 4 czerwca 2014

Lodówki, dziury i różne takie

- Ojej, a czemu takie długie hasło?
- Bo to jest kilka wyrazów napisanych bez spacji
- Ooo! Ja nie umiem takich skomplikowanych haseł wymyślać! A co to właściwie znaczy?
- Że nie umiem wymyślać haseł...

***

"Rób tak, żebyś ty czuła się z tym dobrze" - mawia H., kiedy dopadają mnie społeczno-towarzyskie wyrzuty sumienia.
Wciąż pracuję nad ulepszeniem metody uzyskiwania i podtrzymywania dobrego samopoczucia. Wciąż zbyt wiele czynników zewnętrznych wpływa na ten proces negatywnie. To trochę tak, jak z teorią przepuszczalności błon komórkowych. Wystarczy pozbyć się kilku zbędnych kanałów, przez które na drodze dyfuzji przenikają masowo negatywne czynniki zewnętrzne. Aktywne wypompowywanie ich z powrotem na zewnątrz za pomocą pomp jonowych kosztuje mnie zbyt dużo energii.
Uniezależniam się.  

***

W połowie kolejnego testu z psychiatrii, H. niespodziewanie zbombardowała mnie całą serią zdjęć wygrzebanych gdzieś z otchłani dawno zapomnianych czasów... a w zasadzie z czasów, kiedy jeszcze niewiele się zapamiętywało i poza nocnikiem, smoczkiem i mamusiowymi/tatusiowymi ramionami, niewiele było do szczęścia potrzebne. Po kilku salwach śmiechu przeplecionych salwami wzruszenia i kilku łez, które wsiąkły w kartki testu, zaczęłam się zastanawiać do której z chorób psychiatrycznych zostałabym zakwalifikowana, gdyby ktoś teraz znalazł mnie, na zmianę płaczącą i śmiejącą się do monitora komputera. 

niedziela, 1 czerwca 2014

Challenge accepted

Jan Brzechwa
Żaba

Pewna żaba
Była słaba
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.
Doktor włożył okulary,
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał,
No, i wreszcie tak powiada:
"Pani zanadto się poci,
Niech pani unika wilgoci,
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie,
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija,
Niech pani kałuże omija,
Niech pani nie myje się z rana,
Niech pani, pani kochana,
Na siebie chucha i dmucha,
Bo pani musi być sucha!"
Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha - będę sucha!"
Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się długo, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.
A doktor drapie się w ucho:
"Nie uszło jej to na sucho!"