Wracałam przez park pełen liści, rozczochrana, z resztkami makijażu na oczach, a drzewa kołysały mi się nad głową, szumiąc złowrogo. Poprzedni dzień zakończył się o 4.00 nad ranem piekielnie drogą taksówką ze szpitala do domu. Przynajmniej wcześniej udało mi się przejechać ambulansem i porozmawiać trochę po niemiecku na izbie przyjęć. Lekarka wyglądała tak, jakby to ona wyszła właśnie z dobrej imprezy i najchętniej położyłaby się na kozetce obok D., żeby trochę się zdrzemnąć.
- Ile ona wypiła?
- Trochę wódki około 20.00. Potem podobno jeszcze parę piw.
- Ta... "trochę wódki".
- Naprawdę tylko trochę, ja wypiłam tyle samo i nic mi nie jest.
- Ale ty chyba nie jesteś z Cypru, co?
- No nie... z Polski.
Obrzuciła mnie spojrzeniem tak teatralnie wymownym, że pożałowałam, że to powiedziałam.
Dzisiejszy dzień rozpoczął się natomiast o 9.00 - kanapkami z nutellą, kawą podwędzoną jednemu ze współlokatorów i kontemplacją dźwięków wydawanych przez wiatr, który z wielkim cierpieniem przeciskał się między budynkami i wprawiał drzewa w dziki taniec. Stałam na balkonie i tak bardzo nie chciało mi się wracać przez park pełen liści do swojego pokoju.
- Ile ona wypiła?
- Trochę wódki około 20.00. Potem podobno jeszcze parę piw.
- Ta... "trochę wódki".
- Naprawdę tylko trochę, ja wypiłam tyle samo i nic mi nie jest.
- Ale ty chyba nie jesteś z Cypru, co?
- No nie... z Polski.
Obrzuciła mnie spojrzeniem tak teatralnie wymownym, że pożałowałam, że to powiedziałam.
Dzisiejszy dzień rozpoczął się natomiast o 9.00 - kanapkami z nutellą, kawą podwędzoną jednemu ze współlokatorów i kontemplacją dźwięków wydawanych przez wiatr, który z wielkim cierpieniem przeciskał się między budynkami i wprawiał drzewa w dziki taniec. Stałam na balkonie i tak bardzo nie chciało mi się wracać przez park pełen liści do swojego pokoju.