niedziela, 27 października 2013

"Stupid situation"

Wracałam przez park pełen liści, rozczochrana, z resztkami makijażu na oczach, a drzewa kołysały mi się nad głową, szumiąc złowrogo. Poprzedni dzień zakończył się o 4.00 nad ranem piekielnie drogą taksówką ze szpitala do domu. Przynajmniej wcześniej udało mi się przejechać ambulansem i porozmawiać trochę po niemiecku na izbie przyjęć. Lekarka wyglądała tak, jakby to ona wyszła właśnie z dobrej imprezy i najchętniej położyłaby się na kozetce obok D., żeby trochę się zdrzemnąć.
- Ile ona wypiła?
- Trochę wódki około 20.00. Potem podobno jeszcze parę piw.
- Ta... "trochę wódki".
- Naprawdę tylko trochę, ja wypiłam tyle samo i nic mi nie jest.
- Ale ty chyba nie jesteś z Cypru, co?
- No nie... z Polski.
Obrzuciła mnie spojrzeniem tak teatralnie wymownym, że pożałowałam, że to powiedziałam.

Dzisiejszy dzień rozpoczął się natomiast o 9.00 - kanapkami z nutellą, kawą podwędzoną jednemu ze współlokatorów i kontemplacją dźwięków wydawanych przez wiatr, który z wielkim cierpieniem przeciskał się między budynkami i wprawiał drzewa w dziki taniec. Stałam na balkonie i tak bardzo nie chciało mi się wracać przez park pełen liści do swojego pokoju.

sobota, 19 października 2013

Gib mir in dieser schnellen Zeit, irgendwas das bleibt

Wystarczył mi miesiąc, żeby złamać wszystkie zasady, które przywiozłam tutaj ze sobą w walizkach. Czyste, wyprasowane, złożone w kostkę, odpowiednio zabezpieczone przejechały ponad 800 kilometrów tylko po to, żebym mogła teraz wyrzucić je do kosza. Nie bardzo wiem zresztą do którego kosza powinny trafić. Segregacja śmieci nie uwzględnia złamanych zasad. Nie sądzę, żeby w obecnym stanie stanowiły jeszcze materiał odnawialny. Mam też nadzieję, że nikt się o nie nie pokaleczy. Sama nie wiem, czy powinnam czuć wyrzuty sumienia, rozejrzeć się za nowymi, czy po prostu spróbować żyć bez nich przynajmniej przez pewien czas. To już wyższa matematyka - więcej niewiadomych niż wiadomych, a ja od matematyki wolałam zawsze trzymać się jak najdalej. Na razie zgłaszam więc nieprzygotowanie, mocno wierząc w to, że każde równanie matematyczne można jakoś rozwiązać. Może kiedyś się nauczę.  

poniedziałek, 14 października 2013

Osita Mamacita

Tak oto kończą się wakacje - o 5.00 nad ranem w ciszy i ciemności wyciągam z szafy zimowy płaszcz i szykuję sobie kawę na drogę. Wychodzę po cichu i szerokim łukiem obchodzę ciemny, pusty park. Tym razem nie pójdę na skróty. Metro, dworzec, autobus, deszcz. Gdy docieram do szpitala jest jeszcze ciemno. Gdy wracam - zaczyna ściemniać się z powrotem. Z nowym nabytkiem w postaci chirurgii niejakiego pana Müllera, wracam do pokoju wykończona i dumna z siebie. Tak, rozmawiałam z pacjentami. Tak, po niemiecku! Tak, na dzisiaj mam już dość. I... tak, muszę jeszcze zapoznać się z tym, co pan Müller napisał w swojej książce... po niemiecku.

czwartek, 3 października 2013

El rastrillo

Rozmawiać a porozumiewać się. Ubogie słownictwo nadrabiamy gestykulacją i mimiką. Czasem rysujemy coś na kartce, czasem wypowiadamy słowo we własnym języku, mając nadzieję, że może w innym brzmi chociaż podobnie. Za granicą zawsze jesteśmy na początku tymi głupszymi. Nie rozumiemy wysublimowanych gierek słownych, nie dostrzegamy ironii, nie opowiadamy dowcipów i nie zawsze śmiejemy się z dowcipów innych. Po kilku tygodniach potrafimy natomiast czytać z ludzkiej twarzy, z rąk, spojrzeń, tonu głosu. Widzimy i wyczuwamy więcej. Nie miałam pojęcia, jak ogromna część naszej komunikacji odbywa się niewerbalnie. Jak wiele można zrozumieć, nie rozumiejąc ani słowa.

***

Życiowe motto A. natchnęło mnie do poszukiwania innej strony siebie. Tej bardziej beztroskiej. Mniej skomplikowanej. Mniej uwikłanej i bardziej świadomej. Nie sądziłam, że to takie proste. Przyjemnie niezobowiązujące i odkrywcze. Nie przypuszczałam, że tak można. Że ja tak mogę. Że mogę tak bardzo polubić moje kolejne ego.