czwartek, 22 sierpnia 2013

Show me, doctor. Show me how...

Grunt to dyscyplina. Zbilansowana dieta z komplementów i świeżo schwytanych spojrzeń. Codzienna porcja ćwiczeń mięśni mimicznych - tych od dźwigania kącików ust do góry. Masaż uszu porcją dobrej muzyki. Efekt? Widoczny już po kilku dniach! Żaden krem nie działa tak na cerę. Żadne soczewki nie podrobią tego błysku w oczach. W żadnym spa nie odpocznę tak dobrze jak w poczuciu własnej siły i wartości.

Powinnam zostać akwizytorem. 


niedziela, 18 sierpnia 2013

Gramy w Hankę!

Tym razem moja opalenizna pozostawia wiele do życzenia - spalony nos, z którego za kilka dni zacznie pewnie schodzić skóra; białe ślady po kostiumie. Ot życiowe dylematy - zostać na ręczniku i pilnować ładnej, równej opalenizny, czy skorzystać z lekcji windsurfingu? Głupie pytanie!
M. i W. śmigali z wiatrem, robiąc szybkie zwroty i machając mi z oddali. Mój instruktor zaopatrzony w deskę i wiosło wyglądał trochę jak wenecki śpiewak z gondoli, płynąc za mną leniwie, wydając komendy i podnosząc na duchu, kiedy chybotliwym krokiem dreptałam w miejscu, próbując zrobić zwrot i nie wylądować w wodzie. Za to dopping pozostałych instruktorów z brzegu - bezcenny. Chociaż ja sama czułam się jak paralityk - to jednak jak najlepszy w historii pierwszolekcyjny paralityk!  

Do zapamiętania:
Banany z grilla są niedobre.
Za to marschmallows z grilla - pycha! Koniecznie wg przepisu H.: znajdź brudny patyk na ziemi, nabij na niego pianki i piecz nad płonącą podpałką (stosunek podpałki do brykietu 1:1)
 
***

- Ale serio, czemu tu jesteście? Próbuje zrozumieć wasz fenomen.
- Dlaczego fenomen?  Jesteśmy tu z tego samego powodu, dla którego wy tu przyszliście. 
- Ale my się przynajmniej ocieramy o pewną logikę?
- Jaką?
- Tą sprzed tysięcy lat. Tą, która sprawiła, że nasz gatunek nie wymarł.
- A my po prostu uważamy, że kobiece ciało jest piękne. Dlatego tu jesteśmy. Ze względów estetycznych.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Miesiąc

Wpakowały się na tylne siedzenie z wielkimi plecakami i jeszcze większymi uśmiechami na twarzach - radośnie zdumione biegiem wydarzeń. One - chwilę wcześniej wyszły z dworca i podeszły do pierwszego lepszego samochodu. My - miałyśmy jechać w zupełnie innym kierunku. Razem - miałyśmy więcej wspólnych tematów niż którakolwiek z nas mogłaby przypuszczać. Wysiadły na wylocie na "ajłej, Krakoł". Mam nadzieję, że dotarły bezpiecznie do celu dzięki kolejnym takim "przypadkowym" spotkaniom.
Zabawne, jak wiele dobrych i zaskakujących wydarzeń ma miejsce, kiedy odpuszczasz. Puściłam stery, zamknęłam oczy. Dryfuję. Czuję, że płynę w dobrym kierunku. Pozwoliłam, by ktoś inny zajął się pisaniem scenariusza. Wygląda na to, że posadzono na moim miejscu prawdziwego profesjonalistę z doświadczeniem, talentem i nieprzeciętną wyobraźnią. Chylę czoła i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Teraz już wiem, że wszystko bedzie dobzie ;)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Tiramisu

(...) "Fajna Laska. Mężczyźni zawsze uważają, że to zdecydowany komplement, prawda? Jest fajną laską. Oznacza to, że jestem seksowną, błyskotliwą, dowcipną kobietą, która uwielbia piłkę nożną, pokera, świńskie dowcipy i bekanie, która bawi się w gry video, pije tanie piwo, lubi orgietki we troje i seks analny, i wpycha sobie do gęby hot dogi i hamburgery, jakby była ochoczą ofiarą największego na świecie kulinarnego gwałtu zbiorowego, ale udaje jej się o dziwo wciąż nosić rozmiar XS, ponieważ fajne laski są przede wszystkim seksowne. Seksowne i wyrozumiałe. Fajne Laski nigdy się nie wściekają, one tylko uśmiechają się z pewnym rozczarowaniem, ale też miłośnie, i pozwalają swoim mężczyznom robić, co im się podoba. Masz mnie gdzieś? Nic nie szkodzi. Jestem Fajną Laską.
Mężczyźni rzeczywiście sądzą, że taka dziewczyna istnieje. Może dają się oszukiwać dlatego, że tak wiele kobiet chce się pod nią podszywać. Bardzo długo Fajna Laska działała mi na nerwy. Widziałam różnych facetów - przyjaciół, współpracowników, obcych - którzy dostawali bzika na punkcie tej udawaczki. Korciło mnie, by usadzić tych kolesi i spokojnie powiedzieć: Nie jesteś na randce z prawdziwą kobietą, jesteś z kobietą, która widziała zbyt wiele filmów; ich scenariusze napisali nieporadni społecznie mężczyźni, pragnący wierzyć w to, że taka kobieta istnieje i mogłaby ich pocałować. Mam ochotę chwycić takiego nieszczęśnika za klapy albo torbę powiedzieć: Ta suka tak naprawdę nie lubi chili dogów - nikt aż tak za nimi nie przepada! A Fajne Laski są jeszcze bardziej żałosne: one nawet nie udają, że są kobietami, którymi chcą być, one udają kobiety, jakich pragną mężczyźni."

"Zaginiona Dziewczyna"
Gillian Flynn

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Tylko nie wychodź za Niemca"

Na parapecie leży cała sterta szwabskich filmów do obejrzenia. Zaczęłam od najprostszego. Jak zwykle mogłam liczyć na wsparcie H.:
- Jak tak tego słucham z pokoju obok to mam wrażenie, że Piotrusia Pana już trzy razy rozstrzelali...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Co było w pociągu, zostaje w pociągu.

A. zapytała mnie, czy uważam, że jesteśmy już stare. Że pewne rzeczy już nie wrócą, że przegapiłyśmy jakiś etap. I gdyby nie fakt, że akurat płynęłyśmy żabką przez środek jeziora, pewnie postukałabym ją palcem w czoło. Nigdy wcześniej nie bawiłam się tak dobrze, nie spałam tak spokojnie, nie trzymałam pleców tak prosto i nie śmiałam się tak głośno.

Weekend u K. przerósł moje najśmielsze oczekiwania. 3 dni pełne wrażeń. Atrakcje, które mogę z dumą wpisać na listę "done" z pominięciem listy "must do":
Prowadziłam wóz strażacki! Całe trzy metry w przód i trzy metry na wstecznym, ale mniejsza o szczegóły. Liczy się sam fakt odpalenia silnika, dosięgnięcia nogą sprzęgła i wbicia pierwszego biegu. No i pisk G. z tylnego siedzenia. Bezcenne.
Zapakowałam się w pełny strój strażaka - wielki, ciężki przesiąknięty potem i dymem. "No teraz to was tylko po sandałach rozpoznaję"
Bawiłam się na prawdziwym śląskim Polterabend - na zbitym z desek parkiecie udało mi się rozkleić obie podeszwy, podlać wódką pobliski żywopłot i nie zgubić strażackiej czapki.
Skakałam na trampolinie, która nocą stała się naszym obserwatorium spadających gwiazd. "Jak myślisz, powinnam patrzeć się stale w jeden punkt, czy obserwować całe niebo, żeby było większe prawdopodobieństwo?"
Tańczyłam do muzyki z telefonu G., wracając nocą z kręgielni przez puste, wiejskie ulice. "Ej, A. wstawaj z asfaltu. Tu moja ciocia mieszka".
Pobiłam rekord w najszybszym powrocie do brzegu rowerkiem wodnym. Dopingowane przez stado końskich much, pedałowałyśmy, jakbyśmy walczyły o żółtą koszulkę w tour de france.

Dzięki, K.!