Żeby dwoje chciało na raz. Ja chcę. I Ty chcesz. Ja chcę inaczej. Ty chcesz inaczej. Chcemy. I dalej nie działa. Jak bardzo mam zrezygnować z bycia sobą, żeby działało? I czy dasz mi gwarancję, że wtedy będzie działać bez zarzutu? Czy będę szczęśliwa, że działa? Czy jeszcze wtedy... będę?
sobota, 22 grudnia 2012
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Please connect the brain back!
"No weź się ogarnij" - H. kucnęła obok i z niesmakiem obserwuje, jak mylę przyciski na skanerze. Notatki zostały wydrukowane... miałam je zeskanować. W ciągu ostatnich kilkunastu dni coś wyżarło mi połowę mózgu. Zapomniałam odebrać dziewczyny z przystanku, zapomniałam fartucha i książek z szatni, zapomniałam portfela do sklepu, telefonu na zajęcia, zamknąć drzwi od domu, zapomniałam, że kluczyki do samochodu jednak przydają się w samochodzie i może nie powinnam chować ich do torebki... może powinnam zacząć chodzić z karteczką na szyi - z nazwiskiem, adresem, telefonem do mamy w razie, jakby ktoś znalazł mnie gdzieś... zapomnianą już na dobre. Przemęczenie? Stres? Pitu pitu. Nie bardziej niż zwykle. Jak wytłumaczyć utratę dawno wypracowanych, podświadomych odruchów: włączania świateł w samochodzie, zamykania drzwi na klucz? Jak uzasadnić nagły początek i gwałtowny przebieg? Kochany Mikołaju, na święta chcę z powrotem mój mózg - poukładany, ogarnięty, sprawny i wypoczęty.
sobota, 8 grudnia 2012
Please connect the charger
Snuję się po spożywczym z pesymistyczną myślą w głowie: nie będę nigdy perfekcyjną panią domu - z pomysłem na wartościowy, smaczny obiad 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Wczoraj były lasagne, wcześniej kurczak, a jeszcze wcześniej zapiekanka. I ryż. I zupa. Ukłon, dziękuję, repertuar wyczerpany. Ciekawe jak długo można żywić się pizzą i kanapkami.
wtorek, 4 grudnia 2012
A mój miś na miód w uchu. I pewnie ma tam pszczoły.
Wychodząc rano, odsłoniłam rolety. Dopiero weszłam, i już muszę zasłonić je z powrotem. Ktokolwiek podbiera moją porcję światła i dnia, proszony jest o jej natychmiastowe zwrócenie!
Pakuję prezenty w przerwach między dermatologią a farmakologią. Słucham "Last Christmas" w drodze na zajęcia. Dzieci kichają i smarkają na mnie, kiedy bandażuje łapki ich chorym misiom. Ilekroć schodzę wieczorem do piwnicy, podchodzę do stojącej w kącie deski snowboardowej. Podnoszę, oglądam, odstawiam z powrotem. Codziennie rano z niepokojem spoglądam na jezdnię przez okno w sypialni. Uff... jeszcze nas nie zasypało. Mogę jechać spokojnie. Codziennie wieczorem pytam Cię, co przyniesie mi 6. grudnia święty Mikołaj. Codziennie zasypiam, zastanawiając się, co może być "większe od Myszy, bardzo użyteczne, częściowo plastikowe"...
Pakuję prezenty w przerwach między dermatologią a farmakologią. Słucham "Last Christmas" w drodze na zajęcia. Dzieci kichają i smarkają na mnie, kiedy bandażuje łapki ich chorym misiom. Ilekroć schodzę wieczorem do piwnicy, podchodzę do stojącej w kącie deski snowboardowej. Podnoszę, oglądam, odstawiam z powrotem. Codziennie rano z niepokojem spoglądam na jezdnię przez okno w sypialni. Uff... jeszcze nas nie zasypało. Mogę jechać spokojnie. Codziennie wieczorem pytam Cię, co przyniesie mi 6. grudnia święty Mikołaj. Codziennie zasypiam, zastanawiając się, co może być "większe od Myszy, bardzo użyteczne, częściowo plastikowe"...
wtorek, 27 listopada 2012
Mogę jutro przyjechać?
Bo widzisz, dopiero niedawno, kiedy o mały włos nie straciłam kilku bardzo cennych rzeczy, zdałam sobie sprawę, jaką cholerną jestem szczęściarą. I jak cholerną musiałabym być frajerką, żeby nie ruszyć dupy z mojego tronu i nie powalczyć o te kilka rzeczy. Do tej pory siedziałam tylko na tym tronie, z wyuczonym uśmiechem przyjmując
grzecznie wszystkie dary i łaski, jakby to była jakaś oczywistość. Wiem,
że nie brzmi to dobrze.Wiem, że ruszenie dupy wyszło na dobre, nareszcie wiem, czego chcę, czego potrzebuję, a bez czego mogłabym żyć. Powolutku przekonuję się do tych śmielszych decyzji, nie można całe życie być Szwajcarią.
wtorek, 20 listopada 2012
Kurczak-robotnica i kurczak-truteń
Wracaliśmy w ciemnościach listopadowej niedzieli - do domu, do rzeczywistości, do siebie. Rozmawialiśmy szeptem, na tylnym siedzeniu drzemał przecież P. Nawigacja pogubiła się i nie znalazła autostrady, którą jechaliśmy. Nie wygraliśmy nic ze zdrapek kupionych na stacji benzynowej. Nie doszliśmy, jak to jest z tym znoszeniem jajek. Widzieliśmy sarni zadek przy drodze. Zatankowaliśmy paliwo za 5.69, a na kolejnych stacjach było już za 5.54. Podróże kształcą, rozmowy zbliżają. Wierzę, że będzie dobrze.
niedziela, 11 listopada 2012
Przeprowadzka
Wciąż żal mi tamtego miejsca, tamtej mojej internetowej przestrzeni. Żal zostawiać coś po 7 latach, wciąż miło wraca się do archiwum, do tych notek z przed kilku lat, chociaż teraz wydają mi się trochę przesadzone, egzaltowane albo wręcz gówniarskie i niedojrzałe. Mam nadzieję, że zadomowię się także tutaj. Ktoś zajął moją nazwę, musiałam wymyślić nową. Nie cierpię wymyślać nowych nazw, haseł i tytułów. Dziś krótko - przeprowadzka. Wstępna, szybka, zdecydowana, może innym razem rozejrzę się bardziej, posprawdzam wszystkie kąty, zajmę się aranżacją i takimi tam.
Byłam: ego.blog.pl
Byłam: ego.blog.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)