sobota, 31 grudnia 2016

Fuck you 2016

Chciałabym żeby już tak zostało. Chciałabym już nic nie tracić. Włosów z głowy, snu nocą, poczucia bezpieczeństwa. Homeostazy.

***

- Gdzie czujesz się bardziej u siebie? Już tutaj czy jeszcze tam?
Pokazałam mu wielkiego siniaka na udzie. - Widzisz? To stamtąd. Szłam w nocy po ciemku do łazienki. Wiesz, tutaj mam już swoją rutynę, swoje ścieżki, swój program dnia. Swoje mieszkanie. Tam mam jeszcze wszystko inne.

niedziela, 6 listopada 2016

Erstversorgung

Włóczykij przystanął: zrobiło mu się trochę przykro. Tak, Muminek, który czekał na niego i okropnie tęsknił. Muminek, który siedział w domu i czekał, i podziwiał go, i zawsze mu mówił: "Naturalnie, musisz być wolny. Jasne, że musisz wyruszyć w drogę. Jasne, rozumiem - czasem musisz być sam". Lecz jednocześnie oczy Muminka robiły się chmurne z rozczarowania i bezradnej tęsknoty.



Przejdę obok. Uśmiechnę się. Nie powiem nic. Szkoda słów. Szkoda energii na drżenie rąk. Szkoda czasu na wyjaśnienia. Przecież tylko przechodziłam obok. Szłam dokąd indziej.


środa, 12 października 2016

Creme de la creme

Wracałam nocą taksówką do domu. W ciszy, z ustami fioletowymi od czerwonego wina. Obserwując świat przez własne odbicie w szybie taksówki. 
Wiesz, samoświadomość to bardzo niebezpieczne i bardzo modne słowo. Niebezpiecznie kuszące. Wielkie, wypukłe i dostojne. Być świadomym samego siebie to znaczy poznać siebie od podszewki.  A to zmusza do postawienia siebie w centrum wszechświata. Nie chwilowo. Poznawanie jest przecież procesem. Wymaga czasu, uwagi, energii, eksperymentów, teorii, założeń, wniosków i w końcu pisanych na nowo definicji. A jeżeli jest się dynamicznie eksperymentującym ze sobą samym centrum wszechświata, to siłą rzeczy jest się też dynamiczną siłą, intensywnie oddziałującą na to, co krąży dookoła. Wszystko co krąży wokół staje się więc częścią mniej lub bardziej udanych eksperymentów. Prywatnym laboratorium. Materiałem, który musi zostać zużyty, by teoria mogła zostać potwierdzona lub obalona. Wszystko w imię wyższego dobra, jakim jest osiągnięcie przez centrum stanu samoświadomości i w efekcie samospełnienia. Czasem tylko zdarza się, że przy okazji całe laboratorium pójdzie z dymem. Ale kto by się tym przejmował. Unia na pewno odpowiednio dotuje tak ważne projekty.     
      

poniedziałek, 19 września 2016

sterbendes Schwein

"Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem" - mawiał zawsze T. Żyjemy wprawdzie w czasach, gdy babci z wąsami krytykować nie wypada. Tolerancja, gender i te sprawy. Żyjemy też w czasach, w których babcię można by wysłać na specjalistyczną terapię hormonalną, wyhodować jej wąsy, wyprać jej mózg i wmówić, że jest dziadkiem. Można. Tylko po co?    

poniedziałek, 12 września 2016

Stehplatz

Cierpliwie oswajam noce, które sieją zamęt w zbyt szerokim łóżku. W ciszy głaszczę je delikatnie, aż zasypiają obok mnie na miejscu bez poduszki. Wiesz, najsmutniejsze jest chyba to, że nikt się nie zdziwił. Ani szczoteczka do zębów, która nagle ma całą szklankę na umywalce dla siebie. Ani haczyk na ścianie, na którym nikt już nie wiesza kluczy. Ani sąsiadka z dołu, że na sznurku wiszą już tylko różowe i błękitne skarpetki. 

niedziela, 4 września 2016

Insomnia

Serce pękło. Zawsze mi się wydawało, że jak kiedyś pęknie, to z hukiem. A ono tylko westchnęło cicho. Zmęczone zaakceptowało swój los. I tyle.    

czwartek, 11 sierpnia 2016

Reebok

Regina Spektor śpiewa: "Taking steps is easy. Standing still is hard." W rzeczy samej is hard. 
Napisałam już do Ciebie dziesiątki pustych listów. Podjęłam dziesiątki ostatecznych, sprzecznych decyzji. I dziesiątki działań, których efektów brak. W efekcie siedzę wciąż w tym samym punkcie. Odkręciłam dziś kaloryfer w pustym mieszkaniu. I chociaż kalendarz uparcie twierdzi, że jesteśmy w pierwszej połowie sierpnia, ja mam wrażenie, jakby minęło sto lat. Siedzenia w tym samym punkcie. Za oknem znowu pada deszcz a ja znów w przypływie gniewu, próbuję zrobić jakiś rozpaczliwy krok do przodu albo wstecz. Byleby nie czekać już dłużej. Na co czekamy? Na którą porę roku? Ale gdzieś w półkroku tego kroku, w piątym zdaniu listu, gdy rozchlapię wokół siebie trochę mojego gniewu, wtedy jakby mi znowu lżej. I znów znajduję w sobie odrobinę siły i spokoju, by usiąść z powrotem. Nie wiem jak długo tu posiedzę. Zrozumiesz? Na razie jestem. Za oknem i tak pada. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

"words are very unnecessary, they can only do harm"

Posadziłam kolejną pestkę awokado. Siedzi z dupką zanurzoną w szklance wody i wygrzewa się na słońcu na parapecie. Pestka wakacyjna. Codziennie sprawdzam, czy przypadkiem nie kiełkuje. Trochę się niepokoję, czy sobie z nią poradzę bez czułej i profesjonalnej opieki H. i T. Z pierwszego awokado wyrosło piękne małe drzewko. Niekoniecznie dzięki mnie. Raczej wbrew mnie.

***

Wiesz, nie słyszę ciszy. Nie zauważam jej. Nie przeszkadza mi. Zdałam sobie sprawę, że będąc sama ze sobą, nieustannie ze sobą rozmawiam. Moje własne myśli zagłuszają ciszę. Nie potrzebuję muzyki w tle. Może przyjdzie taki moment, że zacznę w myślach śpiewać sama do siebie. Wtedy zagłuszacze okażą się konieczne.


wtorek, 5 lipca 2016

Maestra

Na dworcu głównym w Bielefeld jest taka mała księgarnia. A w rogu tej księgarni stoi takie małe korytko z książkami potrąconymi przez życie. Takimi, których nikt nie kocha bo mają uszkodzone okładki  albo brakującą stroną.  Ja chętnie przygarniam takie książki do siebie. Po pierwsze dlatego, że kosztują 3 euro czyli mniej niż kawa i kanapka w piekarni naprzeciwko. Po drugie dlatego, że mam poczucie, że robię cos dobrego dla świata,  adoptując  te niekochane książki. Taki dobry, książkowy uczynek. Dziś jednak mimo najszczerszych chęci + 30 minut zbędnego czasu w oczekiwaniu na kolejny pociąg, nie udało mi się wygrzebać z korytka nic do przygarnięcia. Wraz z nadejściem lata księgarnie zalała kolejna fala kiczowatych, plażowych romansideł. Co drugie z nich jest bestsellerem, co trzecie dumnie pręży na okładce niezwykle euforyczne opinie mniej lub bardziej znanych krytyków.  Taki typ książek dla tych, którzy czytają tylko na plaży i tylko z nudów. Z radośnie barwną okładką i trochę mniej barwną fabułą opisaną mało barwnym słownictwem.  Raz już się nabrałam , optymistycznie oczekując ciekawej i głębokiej analizy psychologicznej człowieka w „50 twarzach Grey’a”.  Dzisiaj zajrzałam do korytka,  przekopałam się przez kilka tytułów i recenzji i ostatecznie kupiłam kawę i kanapkę w piekarni naprzeciwko.            


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Freibad

- Ok, z mojej strony to wszystko. Mają państwo jakieś pytania? Nie? W takim razie proszę poczekać na pielęgniarkę, zaraz zaprowadzi państwa na oddział. - mówię i wychodzę na korytarz przez automatyczne drzwi. Jest 5:20 nad ranem. Trzecia noc z rzędu. Podchodzę do E. która przygotowuje opaskę na rękę dla dziecka i dokumenty do podpisania dla rodziców.
- Użalam się nad sobą czy moje dyżury rzeczywiście zawsze są gorsze od innych? J. swoje cztery nocki spokojnie przespała. 
- No. Bo ty same nieszczęścia przyciągasz. Dobrze, że to twój ostatni dyżur. Trochę spokoju będę miała. 

***

Siedzę na ławce na publicznym kąpielisku.  32 stopnie. Godzina do zamknięcia. Gdzieś na horyzoncie zbierają się już złowrogo ciemne, ciężkie od deszczu chmury. Za kilka godzin zaczną pomrukiwać ostrzegawczo, około północy rozpętają jedną ze straszniejszych burz, jakie widziałam. Siedzę na ławce i obserwuję z oddali tłum ludzi - dorosłych spacerujących z kubeczkami piwa, pary całujące się gdzieś w kątach basenu, dzieci bawiące się z wrzaskiem w wodzie, rodziny leżące na kocach na trawie. Trochę tak, jakbym przyglądała się simsom z gry komputerowej. Przewidywalne ruchy, gesty, mimika, schematy zachowań i interakcji. Tylko drabinki z basenu nie można wyjąć.  

poniedziałek, 30 maja 2016

Brückentage

Siedziałam na trawie w letniej sukience. Powietrze pachniało grillem i palonym ziołem. Niekoniecznie w tej kolejności. Pomyślałam jak bardzo brakuje mi dużego miasta. Tłumów młodych ludzi nad Odrą w ciepły wieczór. Gwarnych knajpek i barów otwartych do rana. Dużych centrów handlowych. Kolejki do tej słynnej lodziarni, do której jeszcze nie dotarłam.
Siedziałam na trawie w letniej sukience. Przez małą dziurkę gdzieś na koniuszku serca kropelka po kropelce uciekały resztki smutków. Uzupełniałam je piwem żeby się bilans zgadzał. Najważniejsze to żeby się bilans zgadzał.
W zasadzie nic się nie zmieniło. Każdego ranka wyglądam przez okno w poszukiwaniu sylwetki Hermana na wzgórzu. Czasem nie widać go jeszcze spod gęstej porannej mgły. Wychodzę ze szpitala i powietrze też pachnie grillem. A czasem świeżo skoszoną trawą. Pilnuję, żeby się bilans zgadzał. Żeby smutki nie gromadziły się w sercu w zbyt dużych ilościach. Od czasu do czasu trzeba je wypocić dla zdrowia. Małe dziurki z reguły szybko się goją. Tą w prawym uchu regularnie maltretuję, gdy przypominam sobie, żeby założyć kolczyki. Tą na koniuszku serca lepiej zostawię w spokoju.          

poniedziałek, 23 maja 2016

Pan tu nie stał

Izba przyjęć,  późny wieczór. Na leżance siedzi ośmiolatek z lewą ręką gabarytów sporego melona. Nie wie co to było ale było żółto -czarne i miało żądło. Na krześle obok siedzi matka z około trzyletnią córką. Zadaję kilka standardowych pytań w trakcie badania. Wyuczone ruchy,  wyuczona kolejność, wyuczone zwroty - wywiad,  badanie,  dokumentacja,  wenflon,  leki. Mój rytuał przerywa trzylatka,  która teatralnym szeptem pyta mamę :
- A czemu ta pani tak śmiesznie mówi?!
Matka czerwienieje, zerka na mnie zaniepokojona:
- Normalnie,  kochanie. Po niemiecku.
- Po mojemu niemiecku - dorzucam i szczerzę się do matki, która oddycha z ulgą. "Król jest nagi "- myślę sobie.


poniedziałek, 16 maja 2016

Piacere

Krótki, intensywny, napędzany czarną, gęstą kawą urlop. Włoskie słońce zarumieniło mi policzki i czubek nosa. Włoskie uliczki wygniotły na stopach kilka pęcherzy. Włoskie piosenki wsiąkły głęboko pod skórę. Włosko-niemieckie rozmowy wyostrzyły zmysły i doprowadziły wątki myślowe do kilku ciekawych konkluzji. Mogę wracać do pracy. 
   

czwartek, 28 kwietnia 2016

9

Patrzę na Ciebie jakby przez szybę,  która po każdej gwałtownej burzy i każdym przelotnym deszczu pokrywa się nową warstwą kurzu i brudu. I widzę Cię coraz mniej wyraźnie. Coraz gorzej widzę,  czy to jeszcze Ty. 

piątek, 1 kwietnia 2016

Nasennebenhöhlenentzündung

Środek nocy... coś koło 22:00 Szczęk kluczy w drzwiach. "Jak można wracać tak późno z pracy" - pomyślałam sobie, wystawiając nos z pod kołdry.
A. wszedł ostrożnie do pokoju, próbując w ciemności namierzyć, gdzie zaczyna się łóżko.  
- Hej, jak się czujesz?
- Koszmarnie. Przespałam cały dzień. Rozsadza mi głowę.
- Zadzwoniłaś do M.?
-... Nie. Napisałam jej ale zajęta była chyba bo nie odpisała.
- E....to jest nieodpowiedzialne! Jesteś coraz bardziej chora! Powinnaś brać leki! Zapytać M. co masz brać. Albo pójść do lekarza!
- Sama jestem lekarzem! - wychrypiałam z wyrzutem - sama sobie z tym poradzę!
A. z triumfem odkrył kawałek kołdry i wybuchnął śmiechem: - Proszę! Pani doktor! To jakaś nowa terapia? Leżenie w łóżku ze wszystkimi przytulankami, które mamy w domu?

niedziela, 20 marca 2016

65

Skończyłam książkę. Zamknęłam i położyłam na kolanach. I zapadła cisza. Podniosłam wzrok, rozejrzałam się po pokoju. Cisza, białe ściany, milcząca gitara w kącie, milczący A. przy komputerze. Podniosłam książkę z kolan. Otworzyłam jeszcze raz na ostatniej stronie. I co? I już? Naprawdę koniec? Wszystkie literki przeczytane? I co teraz? Co zrobić z tą ciszą? 

czwartek, 17 marca 2016

Trashroom

Siedzieliśmy w super-bio-vega-organicznym-barze chłepcząc bio-fit-vega-organiczną zupę z pieczonej marchewki z dodatkiem kokosa, imbiru, czerwonego pieprzu i czegoś jeszcze. Cokolwiek to było, na pewno było zdrowe-fit-bio-cud-miód-malina. Najlepszą reklamą owej zupy byli zresztą sami właściciele baru  - radosna, energiczna parka pod sześćdziesiątkę w trampkach i plecionych bransoletkach na nadgarstkach. Na pewno jedli taką zupę codziennie!
Ku naszemu zdumieniu słońce wciąż trzymało się kurczowo nieba, obdarowując nas jeszcze odrobiną różowego światła. Miło z jego strony. Dzięki temu miałam wrażenie jakbym wyszła z pracy wyjątkowo wcześnie i miała jeszcze przed sobą całe popołudnie.

W nagłym przypływie romantyzmu (który również przypisuję działaniu tej szamańskiej zupy), pomyślałam sobie jak dobrze mieć Cię u boku, jak wiele energii i siły mi dodajesz. Grunt to umieć spożytkować tą energię właściwie. Nie latać jak ćma wokół zapalonej żarówki, tracąc tylko siły na latanie w kółko. Podlecieć, ogrzać się i z błyskiem w oczach odlecieć by być silną i odważną ćmą. Drogę do żarówki znajdę przecież zawsze z powrotem, jej światło widać dobrze nawet z daleka. Gdy wrócę mogę opowiedzieć o wszystkich moich przygodach i sukcesach. Po to dajesz mi przecież siłę. Żebym mogła być silna. Nie zależna. Rozumiesz? Nie? To zjedz jeszcze trochę zupy...        


piątek, 11 marca 2016

Kreditkartenautorisierungsformular

- Jak to się właściwie nazywa po angielsku? Po polsku mówimy "łamańce językowe"
- Po angielsku i po hiszpańsku "wykręcacze językowe".  Tylko na polskim możesz złamać sobie język.  

***

- Skąd masz tego kwiatka?
- Dostałam w szpitalu.
- Czemu? Od kogo?
-... Dzisiaj jest Dzień Kobiet! 
- Tak? A to jakaś nowa moda?
- Nie... to międzynarodowe święto... jak Dzień Dziecka. 
Kilka minut w gęstej ciszy. A. po namyśle wstaje, podchodzi i daje mi buziaka w czoło.
- Hm... no to gratulacje... że jesteś kobietą...
<kurtyna>



niedziela, 28 lutego 2016

Hermannsdenkmal

Miałam miskę truskawek. Sztucznych, perfumowanych, plastikowych, piekielnie drogich. Najlepszych na świecie!
Miałam ciepło słońca na twarzy. Ciepło fioletowego kocyka na kolanach. Ciepłe cappuccino na stoliku. I Twoją ciepłą dłoń na mojej dłoni.
Miałam te przyjemne ciarki. Uchwyciłam to dziwne zjawisko, które obserwuję w Twoich oczach. Własnie wtedy kiedy pochylasz się nade mną. Przez ułamek sekundy patrzysz tak bardzo inaczej.
Miałam udany weekend.  

niedziela, 14 lutego 2016

Chewbacca

Walentynkowy wieczór. A. wcina w kuchni kanapkę na stojąco. Przychodzę do niego - w jednej ręce dymiące żelazko, w drugiej moja najlepsza satynowa koszulka nocna z wypaloną pośrodku dziurą.
- O nie... ale po to co prasowałaś?
- Żeby ładnie wyglądać!
- Może tego się nie prasuje...
- Zawsze prasowałam! Ale porządnym żelazkiem! Zobacz jakie to jest podrapane i zardzewiałe! Musimy kupić nowe. I nową piżamkę dla mnie...
- Nie martw się. To żelazko i tak chciałem wyrzucić. Kosztowało jakieś 3 euro.
- A to spoko. Piżamka tylko 10 razy więcej... - dramatycznym gestem wrzucam ją do kosza na śmieci.
-Mhm... a tak przy okazji to ładnie pachniesz. - płynne zagranie. Nieźle.
- Dzięki. Ty pachniesz jak... szynka z jalapeño.
- No! Jak prawdziwy meksykanin w walentynki!  

środa, 10 lutego 2016

Maria Fernanda

"A heart isn’t something like a steak that spoils and rots.
 It’s like a big mac…it gets old, but it lives forever."
Ricki
Ricki and the Flash




sobota, 6 lutego 2016

Rheuma faktor

Weekendy wyjęte z życia. Dni przespane do połowy w ślepej masce Zorro na twarzy . Noce przedreptane pustymi szpitalnymi korytarzami. I wiatr, który śpiewa upiorne kołysanki, gdy próbuję zdrzemnąć się chwilkę w pokoju na czwartym piętrze. I przesadnie różowe, spóźnione wschody słońca. Poniedziałkowe długie poranne kąpiele, podczas których topię w gorącej wodzie zapach stresu i gęsią skórkę. I twoje rozczochrane włosy, kiedy otwierasz mi drzwi w sobotnie poranki. Dzień dobry. Dobranoc. Dobry wieczór.    

niedziela, 31 stycznia 2016

skoda superb combi

Wspólne składanie mebli ikea powinno być stałą częścią kursów przedmałżeńskich. Nic tak nie łączy jak wspólna zaduma nad instrukcją montażu. Nic nie dzieli bardziej niż śrubka przykręcona w niewłaściwym miejscu. Mało która sfera wspólnego życia wymaga tak precyzyjnej współpracy, komunikacji, cierpliwości i perfekcyjnej organizacji. I ta satysfakcja, gdy z kilku kartonów wniesionych na drugie piętro resztkami sił, powstaje szafa. I stół. I krzesła. I szafka do łazienki. I to poczucie, że budujemy nasze wspólne życie razem, własnymi piekącymi od śrubokrętu rękoma... właściwie to tylko mnie ręce pieką... A. postanowił być sprytniejszy i następnego dnia kupił elektryczną wkrętarkę...     

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Paderborn

Zimne piwo zimą najlepiej jest pić pod kołdrą. Najlepiej w zestawie z gorącą pizzą i dobrym filmem akcji na dużym ekranie. Pełnia sobotniego szczęścia. Dla mniej wybrednych przedstawiamy wersję alternatywną: bez dużego ekranu (bo duży ekran wprawdzie jest, ale baterii do pilota zabrakło), z letnią pizzą (bo wybieranie filmu zajęło zbyt dużo czasu) i z kiepskim filmem (bo jak widać "najbardziej popularne" nie zawsze oznacza najlepsze).

***

- Widzisz, w moim domu nie wolno było naklejać nic na meble, wieszać plakatów na ścianie i palić zapachowych świeczek. A teraz spędzam całe dnie w sterylnych, białych szpitalnych pomieszczeniach. Chcę, żeby ten dom był ciepły i przytulny. Z zasłonami w oknach. Poduszkami na kanapie. Miękkim dywanem na podłodze. Kilkoma świeczkami w kącie.
- Widzisz, w moim domu panował chaos. Ciągle coś się psuło, ciągle coś się kupowało, nic do siebie nie pasowało i zawsze był bałagan. Chcę, żeby w tym domu był porządek. Minimalistyczny porządek. Biel i drewno. Żadnych zbędnych przedmiotów.

Zobaczymy czy z pomocą ikei uda nam się pogodzić jakoś te sprzeczne oczekiwania. Dobrze, że do urządzenia mamy aż 4 pokoje.
    

  

wtorek, 12 stycznia 2016

Kindernotaufnahme

Obierałam pomarańcze na sałatkę owocową. Sok lał mi się po rękach, pryskał na kuchenny blat i podłogę.  Obok A. kroił kiwi, siejąc przy tym znacznie mniejsze spustoszenie.
- Podzielę się z tobą moim postanowieniem noworocznym. Będę pracować nad swoimi emocjami. Żeby one nie pracowały nade mną. Rozumiesz? Żebym to ja trzymała kontrolę a nie one. Żeby nie popadać w skrajności i nie być tak labilną. Żeby mieć w sobie więcej spokoju i radości. Niezależnie od tego, jak mi minął dzień. Mówię ci to po to, żebyś kopnął mnie w tyłek, kiedy zobaczysz, że idę w dokładnie odwrotnym kierunku.

Nie kopnął. Nie wrócił jeszcze z pracy. Wróci pewnie późno, zmęczony. Z głową pełną swoich problemów i zmartwień. W zasadzie wystarczy, że się przytuli na dobranoc. Od jutra będę silna.