Nigdy nie rozmawialiśmy rano. W czasach, kiedy jeszcze T. regularnie podrzucał mnie samochodem - najpierw na Nankiera - w drodze na Traugutta, potem na Kruczą - w drodze na Weigla. 20 minut milczenia z polityczno-gospodarczym bełkotem radia Tok FM w tle. Nie, nie przeszkadzało mi to milczenie. Tylko trochę żal mi było T. Myślami był już dawno w pracy i chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy, jego mimika i ręce odgrywały już mające dopiero nastąpić rozmowy, decyzje i sytuacje. Nie chciałam przeszkadzać w tym mentalnym przygotowaniu, udawałam, że nie widzę, jak marszczy brwi, sznuruje usta i bębni palcami w kierownicę.
I chociaż w studenckim życiu zaczyna doskwierać monotonia i bezsensowność niektórych zajęć, brak zaangażowania ze strony prowadzących i ciągły niedobór nowych wyzwań i możliwości zrobienia czegoś samodzielnie - pewnie zatęsknię za nim szybko, kiedy okaże się, że zamiast porannej porcji muzyki na cały regulator, potrzebuję ciszy, skupienia przed całym dniem podejmowania trudnych i odpowiedzialnych decyzji.
czwartek, 28 lutego 2013
czwartek, 21 lutego 2013
Runny nose
Zgubiłam czapkę. A w sklepach nie uświadczysz już zimowych ciuchów. Na dworze -5 stopni, w galeriach wiszą już szorty i wiosenne sukieneczki. Wybrałam sobie najgorszy moment na zgubienie czapki. Zarzuciłam na głowę jedną pętlę szalika. Prowizorka, ale niech będzie. Chwilę później wyminął mnie chłopiec w białym fartuchu i szpitalnych butach. "zimno?" uśmiechnął się. "zimno mi jak na ciebie patrzę".
Spektakl? Dobry. Nie rewelacyjny. Ale dobry. Może faktycznie jesteśmy jeszcze "za młodzi". Może i dobrze. 70 minut tuż pod sceną, z ciepłem Twojej ręki na moim kolanie. I chociaż drażniła mnie mimika "Lisy" i chociaż pani obok ciągle chichotała w najmniej oczekiwanych momentach, kilkakrotnie coś ukłuło głęboko na dźwięk wypowiedzianych kwestii. Ktoś wreszcie nazwał trafnie to, co w mojej głowie jest tylko garścią myśli zaczynających się od "a z drugiej strony...". Wypowiedział na głos najskrytsze obawy a zarazem podbudował i uspokoił.
(...)" Nie chcesz już ze mną żyć, ponieważ ze mną żyjesz. Nie jestem już twoją ucieczką, jestem twoim więzieniem, obijasz się o mnie, znosisz mnie."
(...)" „Mieć” zaufanie. Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem. Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje."
(...)" Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością."
Spektakl? Dobry. Nie rewelacyjny. Ale dobry. Może faktycznie jesteśmy jeszcze "za młodzi". Może i dobrze. 70 minut tuż pod sceną, z ciepłem Twojej ręki na moim kolanie. I chociaż drażniła mnie mimika "Lisy" i chociaż pani obok ciągle chichotała w najmniej oczekiwanych momentach, kilkakrotnie coś ukłuło głęboko na dźwięk wypowiedzianych kwestii. Ktoś wreszcie nazwał trafnie to, co w mojej głowie jest tylko garścią myśli zaczynających się od "a z drugiej strony...". Wypowiedział na głos najskrytsze obawy a zarazem podbudował i uspokoił.
(...)" Nie chcesz już ze mną żyć, ponieważ ze mną żyjesz. Nie jestem już twoją ucieczką, jestem twoim więzieniem, obijasz się o mnie, znosisz mnie."
(...)" „Mieć” zaufanie. Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem. Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje."
(...)" Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością."
Subskrybuj:
Posty (Atom)