sobota, 28 marca 2015

Bema Cafe

Siedząc sama w salonie, czuję się jak krokodyl z bajki o Piotrusiu Panie. Biedny gad połknął kiedyś  budzik, który nieprzerwanie tykał mu w brzuchu. W moim salonie tykają równocześnie 3 zegary. Każdy w innym tempie, każdy na inną nutę. Każdy bije też co pół godziny swoją własną melodię - jeden po drugim, jakby przedrzeźniały się nawzajem. To równomierne tykanie z trzech stron salonu monotonnie i uparcie wierci trzy małe dziurki z trzech stron mojej głowy. W efekcie świeżo przyswojona wiedza wpada do głowy jedną dziurką i natychmiast znajduje ujście dwoma pozostałymi. Uwielbiam produktywne sobotnie popołudnia w moim salonie.

***

K. maltretowała widelcem resztkę tarty na swoim talerzu, zerkając na mnie z niedowierzaniem, pomieszanym z odrobiną niepokoju, szczodrze doprawionym dezaprobatą.
- ... bo z drugiej strony, myśląc czysto logicznie, analitycznie i  ze zdrowym rozsądkiem...
- No nareszcie wróciłaś! - zachichotała i odłożyła wreszcie widelec z powrotem na talerz.
Przytuliła mnie mocno na pożegnanie i pomaszerowała w swoją stronę. Domyślam się, co siedziało jej w głowie. Znacznie bardziej skomplikowana i poplątana okazała się zawartość mojej własnej.           

wtorek, 24 marca 2015

10:47

Nie wiem, który to był kilometr. Las szumiał przyjaźnie, niebo było niebieskie, kroki pewne, oddech równy, myśli czyste i spokojne. Gdzieś tam spadał własnie samolot. 

poniedziałek, 16 marca 2015

Interakcje

H. wpadła do kuchni, by triumfalnie oznajmić, że sprawdziła dietę dopasowaną do jej grupy krwi i okazało się, że jej pomysł na zostanie weganką nie był żadną fanaberią bo ani H. ani jej erytrocyty nie trawią mięsa, mleka ani jajek. W jej krwi powinny zatem krążyć same warzywa i owoce, a jej organizm po prostu domagał się tego, co dla niego najzdrowsze - stąd cały pomysł, żadne tam uleganie przejściowej modzie.
Z ciekawości zajrzałam więc, co specjaliści od wszystkiego wywróżyli z moich czerwonokrwinkowych antygenów. Zajrzałam i pożałowałam. Bo o ile całkiem chętnie wzbogaciłabym moją dietę o więcej świeżych warzyw i owoców, o tyle nie wyobrażam sobie zrezygnować ze WSZYSTKIEGO co jeść i pić uwielbiam na rzecz... mięsa. I w zasadzie tylko mięsa. Moja błękitna krew domaga się krwi! Nie mleka, nie jogurtów, nie płatków owsianych ani nawet jajek. Moja krew chce mięsa. Codziennie. Na śniadanie, obiad i kolację. No ewentualnie jak do tego mięsa kawałek jakiejś zieleniny wpadnie to też łaskawie strawi. Ale bez stejków ani rusz.
Zastanawiający jest jedynie fakt, dlaczego wszechwiedzące i prorocze erytrocyty H. dały radę skontaktować się z podświadomością i ostrzec ją przed niebezpieczeństwem niewłaściwego odżywiania, podczas gdy moje milczały przez 25 lat, tolerując grzecznie moją mało drapieżną dietę. A może moje erytrocyty świadomie dążą do samozagłady, pozwalając mi faszerować się bezkarnie nabiałem i owocami? Jedno jest pewne - stu lat jak jakieś zasuszone chińskie babcie nie dożyję. 

sobota, 14 marca 2015

Żonkile

Pod żyrandolem z pustych butelek po piwie, przy dźwiękach latynoskich hitów, jedliśmy enchiladas ("jak to się wymawia? M., to ty zamów. Ej, a może burrito? Czym to się różni od chimichangas i burrito? Jedno i drugie jest w tortilli...") i popijaliśmy kolorowe drinki z parasolkami. Sam Zorro w czarnej masce i pelerynie pojawił się przy naszym stoliku dwa razy i z  dzikim okrzykiem rzucił nam przed nos sernik, a potem urodzinową czekoladową babeczkę i uciekł. Patrzyłam na K. - jak świecą jej się oczy, jak ze śmiechem odgarnia na bok grzywkę i potrząsa bransoletką na nadgarstku. Jak raz po raz zerka na telefon i uśmiecha się do ekranu. Może tak powinno być. Radośnie, nieskomplikowanie, otwarcie, naiwnie i naturalnie. 
"Wszystko dobrze? Dobrze się czujesz?" 

wtorek, 3 marca 2015

Grappa alla prugna

O słowa trzeba się troszczyć. Raz wypowiedziane nie znikną w magiczny sposób. Raz wypuszczone na wolność idą w świat, szybko dziczeją i nie pozwalają się już z powrotem ujarzmić. Bywa, że jak pasożyty zadomawiają się w głowach innych ludzi, hałasując, wiercąc dziury i nie dając spokoju. Świeżo wypowiedziane słowa najlepiej szybko napełnić pełnowartościową mieszanką uczuć i działań. Gdy są  puste w środku, odlecą jak liście z pierwszym podmuchem wiatru i tyle je było widać.