piątek, 29 sierpnia 2014

kurczak po seczuańsku

Zawsze chciałam biegać tak jak T. W dniu, w którym poszliśmy po raz pierwszy razem na stadion i po trzech okrążeniach prawie wyplułam swoje płuca; obiecałam sobie, że kiedyś pobiegniemy gdzieś razem w dłuższą trasę. Tak, żeby T. nie zanudził się przy okazji na śmierć, a moje płuca nadal pozostały na swoim miejscu. Brzmi sprawiedliwie? No to pobiegliśmy. Kilka dobrych lat później, spontanicznie, bez konkretnego planu ani celu.
- Wiesz, że w tym roku musimy jeszcze obiec naszą wyspę dookoła?
- Ile to jest?
- Jakies 12 - 13 km. - Sprawdziłam. Mapy Google twierdzą, że 15km i wolę trzymać się tej wersji. 15km brzmi jakoś tak bardziej majestatycznie.
- Ok, ale potem ja kupię sobie taki porządny zegarek z GPS-em i zacznę się przygotowywać do półmaratonu.
- Ok. A ja jak już będę stary to kupię sobie taki wózek z dużymi kołami i porządną amortyzacją i będziesz mnie tu wozić biegiem po tych trasach. Zgoda? - wyobraziłam sobie T. w jego nieśmiertelnych skarpetkach od garnituru, goglach i tej przedwojennej, skórzanej czapce pilota, którą trzyma na dnie szafy na specjalne okazje; siedzącego na rozpędzonym wózku z ramionami rozpostartymi niczym skrzydła samolotu i tym szelmowskim uśmiechem, którym obdarowuje ludzi, biegnących z naprzeciwka. Tak! Zgoda! Musimy to kiedyś zrobić!
Tym sposobem ustaliliśmy kolejne plany i cele - te na najbliższy rok i na najbliższe kilkadziesiąt lat. Nie lubię pustki, która pozostaje po nowo pobitych rekordach. Zawsze warto mieć w zanadrzu kolejne kilka celów do osiągnięcia.

***

nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo

przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki

bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas

Jan Twardowski

wtorek, 26 sierpnia 2014

Kawa. Dwie kawy. Trzecia kawa. Cztery kawy.

Dialogi prawdziwe:

- To naprawdę takie proste? Po prostu idziesz do klubu i wychodzisz z dziewczyną? Co jej zazwyczaj mówisz?
- To nie ma znaczenia co jej mówię. Jak laska chce z tobą wyjść z klubu to po prostu wyjdzie. Czasami robi na nich wrażenie, jak mówię, że jestem w połowie szwedem/ szkotem/ kimkolwiek.
- I co? Jedna noc i tyle? Nie odzywasz się potem? Czy utrzymujecie jeszcze jakiś kontakt. Czy może to zależy od tego jak było?
- Nie. Nie rozumiesz. Mężczyźni dzielą dziewczyny na dwa podstawowe typy: są dziewczyny na jedną noc i są takie jak ty. Takie jak ty zostają albo naszymi najlepszymi przyjaciółkami albo naszymi żonami. Albo najpierw jednym potem drugim.
Wypiłam spory łyk kawy.
- No cóż. Mogę Ci jedynie obiecać, że rozpatrzę twoją propozycję, ale niczego nie obiecuję.
Śmiech.
- Chodziło mi po prostu o to, że to od dziewczyny zależy, czy bez skrupułów rzucę jakimś tanim tekstem i będę liczył na szczęście, czy będzie mi naprawdę zależało i będę przy niej ostrożny jak saper w akcji.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Nie ma to jak zjechać sobie po schodach na tyłku z samego rana.

Cicho! Sza! Nie przeszkadzaj! Dorośli rozmawiają. O swoich uczuciach, pragnieniach, smutkach i potrzebach. Usiądź i podziwiaj ten spektakl. Patrz, jak pięknie opakowali wszystkie swoje słabości i lęki w pełne triumfu uśmiechy. Patrz, jak starannie dobierają gesty, z jaką lekkością cytują mądre sentencje - jakby rzeczywiście nadawały sens ich życiu, jak żonglują spojrzeniem i maskują niedoskonałości. Cicho! Sza! Nie przeszkadzaj! Bo jeszcze pogubią się w swoich kwestiach. A przecież tak skrupulatnie przygotowali się do swoich ról. Odgrywali te sceny w samotności przed lustrem na milion sposobów. Śnili o nich, czekając na dzień, w którym będą mogli wreszcie odegrać je na scenie. Jeden jedyny spektakl, z którego nic nie wynika. L'art pour l'art. Ukłon! Brawo! Kurtyna! Dziękuję! Dobranoc!

środa, 20 sierpnia 2014

Pavlova

Szybko mówię. Szybko chodzę. Szybko piję kawę. Podobno też szybko jeżdżę. Szybko się nudzę, szybko zmieniam nastroje i szybko się irytuję, ale też szybko przebaczam. Na szczęście szybko przystosowuję się i uczę. Szybko się regeneruję i szybko goję rany. Niestety też szybko siwieję, szybko się upijam i wciąż nie biegam tak szybko jakbym chciała. To tak w szybkim skrócie.   

sobota, 16 sierpnia 2014

Ordinary love

Cos w tym nocnym powietrzu zapowiadało już kolejną porę roku. Cos lekko szczypało z nos, łaskotało w krtani, pachniało deszczem. Nie spodziewasz się tego powiewu chłodu, kiedy na chwilkę uchylasz okno w cichą, sierpniową noc. Z początku nie możesz sobie przypomnieć, z czym Ci się kojarzy. Znajome, ale jakby odległe wrażenie, które wpełzło pod osłoną nocy przez uchylone okno do mojego pokoju.
W cichą, sierpniową noc wiatr uniósł mój szept dokładnie tam, gdzie go zaadresowałam. Lepiej i sprawniej niż Poczta Polska. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Spadła rano wraz z deszczem, obudziła mnie głośnym bębnieniem o szybę. Po chłodnym jesiennym powietrzu nie zostało dzisiaj ani śladu.  

środa, 13 sierpnia 2014

Flaschengeist

Noc spadających gwiazd. Nie widziałam ani jednej. Nic nie szkodzi. To przecież i tak ściema bo to nie gwiazdy tylko meteoryty. Nie wiem czy meteoryty potrafią spełniać życzenia. Chyba nie mam do nich na tyle zaufania, żeby powierzać im moje. Widziałam za to wschód słońca nad Odrą. O 5.30 nad ranem spacerowaliśmy z resztką wina w butelce i wszystko wydawało mi się niesamowicie zabawne: ludzie, którzy wyszli pobiegać rano, straszenie gołębi, które wcale się nas nie bały, nieudolne próby dorzucenia kamieniem aż do rzeki i pomysł oddania telefonu pod zastaw w zamian za kolejną butelkę wina. Zdrowy kontrast po nocy pełnej poważnych rozmów, trudnych pytań i ważnych tematów. Tylko sen zgubił się gdzieś w międzyczasie. 

wtorek, 5 sierpnia 2014

WhatsApp

"Ty to jednak nie jesteś normalna. Jedziesz przez dwa kraje, osiem godzin w samochodzie w dżinsach i sandałkach na koturnie".

Znów jestem tu. Tak jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżała.
Historia zatoczyła krąg. Ostatniej nocy siedzieliśmy w tej samej pizzerii, jadłam tą samą pizzę, czułam ten sam niepokój i łaskotanie w żołądku. Tylko tym razem obsługiwał nas kelner z Kolumbii, nie stresowałam się, że muszę złożyć zamówienie po niemiecku, wino było lepsze i przy naszym poprzednim stoliku było nam trochę za gorąco, więc siedliśmy bliżej wyjścia.
- Masz, kup jakieś dobre wino dla swoich kolegów na pożegnanie.
- T. za 10 euro to ja kupię 5 butelek wina na pożegnanie.
Tak też zrobiłam.
W naszej kuchni przy świetle świec słuchaliśmy Myslowitz i trochę się upiłam.
M. kaszlała tej nocy jeszcze gorzej, a R. nie chrapał wcale tak głośno, jak zapowiadał.
Zostawiłam walizkę pod biurkiem D.
I przespałam pół drogi do domu na tylnym siedzeniu w samochodzie.
I tym sposobem znów jestem tu.
Znów jeżdżę moją czerwoną strzałą (nie, T., nie zapomniałam jak się jeździ!).
Znów biegam nad Odrą. I jakoś mi tak nudno bez wszystkich tych zakrętów, zmian krajobrazów, owiec, królików, wielkich drapieżnych ptaków krążących mi nad głową, bez wzniesień i spadków terenu.
Znów gotuję obiad dla czterech osób. Tylko tym razem w zepsutym piekarniku i potem muszę się tłumaczyć, dlaczego upiekłam te ziemniaki (przecież to tyle kalorii!)
Znów rozrzucam swoje rzeczy na dole, zapominam czegoś z góry i nieustannie kursuję po skrzypiących schodach pomiędzy moimi dwoma domami.

Wrócę. Tam. Tylko dokończę tu parę spraw, pozałatwiam co trzeba. Nie przyzwyczajajcie się. Towar eksportowy.