środa, 24 września 2014

zum Kuckuck

W ramach walki z własnymi słabościami i lękami, wjechałam dzisiaj windą na 49. piętro skajtałera. Po drodze dwa razy zatkały mi się uszy, na górze trochę trzęsły mi się nogi, nie udało nam się zrobić sobie porządnego zdjęcia, nie podeszłam do szyby tak blisko jak D. Ale wjechałam. Byłam, widziałam, zwyciężyłam - parafrazując jednego rzymianina.
Dla równowagi poprzednią noc spędziłam zwinięta w kłębek na kanapie. Bo w moim łóżku był wielki pająk. No dobra, może nie taki wielki. Ale był. Tyle wystarczyło, by to on zwyciężył. 
Walka walką. We wszystkim należy mieć umiar.    

poniedziałek, 15 września 2014

Zion

" Czemu nic nie piszesz? Nic się nie dzieje?".
Wręcz przeciwnie. Dzieje się. I to dużo. Zdecydowanie za dużo by relacjonować na bieżąco. Potrzeba mi było odrobiny dystansu czasowego, rozmowy z M. przy niskobudżetowej opcji kawy i wreszcie ciszy mojego mieszkanka, żeby nazwać i uporządkować wszystkie symptomy, oddzielić je od skutków ubocznych i poszukać patogenezy całego procesu. Prostej, banalnej zależności. Im więcej nowych wrażeń, doznań, emocji i doświadczeń kumulujesz w sobie; im bardziej otwierasz się na świat i różne jego warianty, tym bardziej czujesz się w tym procesie osamotniony. Tym mniej osób, które słuchają ze zrozumieniem. Które chcą słuchać. Twoich przemyśleń. Twojego zachwytu i zdumienia.
Czy mi z tym źle? Nie! Wręcz przeciwnie. Tym razem obejdzie się bez leczenia. Chłonę łapczywie nowe, nieznane i niezdefiniowane barwy, eksperymentuję i mieszam je w sobie. A im więcej tych barw i kombinacji jest we mnie, tym bledszy wydaje się wszystko dookoła. Brutalnie logiczne. H. twierdzi, że wreszcie, jak upośledzone względem rówieśników dziecko, wkroczyłam w fazę buntu. A ja czuję, że to raczej faza samodzielności i samookreślenia. Tak czy siak dobrze mi w niej. Ciekawiej niż zwykle.