piątek, 31 stycznia 2014

375E

Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem obudziłam się w ten sposób. Sama. Nie za sprawą natrętnego budzika. Chyba bardziej za sprawą ptaków szalejących za oknem i słońca, które zdażyło nagrzać już pokój i świeciło mi teraz prosto w oczy. Na stole butelka z resztką wczorajszego wina. Otwieranie wina bez użycia korkociągu trzeba będzie jeszcze potrenować. 
31. stycznia. Niebo jest kiczowato niebieskie. Spacerujemy brzegiem jeziorka i kołyszemy się na pomoście, obserwując kaczki i łabędzie przepływające nieopodal. Nie dostały nic do jedzenia, nasyczały na nas i popłynęły dalej. Siedzę w cieniutkim sweterku i mrużę oczy w słońcu. Mogłabym siedzieć tu cały dzień. Wpadłam do innej bajki. Zostaję. Proszę mnie nie szukać, nie przeszkadzać. Nie wrócę zbyt szybko.

Wiesz, jeszcze nigdy nie przygotowywałam śniadania z gitarowym podkładem w tle. 
 

środa, 29 stycznia 2014

Chocolate milk knocks the door

Na miejsca! Gotowi? Start! Zajmujemy pozycję!
Radosna samowolka. Weszłam na egzamin bez dokumentu, niezauważona przez nikogo, równie dobrze mogłabym nie przyjść, albo wysłać kogoś za mnie. Każdy pisze jak chce, czym chce, w jakim kolorze chce. Siada gdzie chce. I ubiera się jak chce. Na przykład w bluzę i trampki. Zasada okazywania profesorowi szacunku eleganckim strojem nie istnieje. Profesor też przychodzi w bluzie. I wszyscy są szczęśliwi. 30 pytań, 45 minut - ot cała ginekologia. Nie zdążyłam nawet poczuć się jak na egzaminie, a egzamin już się skończył.

***

Wiesz, kocham nasze rozmowy:

Ja: Znalazłam algorytm, którym najprawdopodobniej podświadomie kieruję się, jeśli chodzi o facetów. Wszyscy mają taką samą grupę krwi co ja! Myslę, że ta głębsza świadomość szuka kogoś tak, żeby w przyszłości nie było problemu z konfliktem serologicznym. Albo jak wampir szukam tej lepszej, rzadszej, "czystej" krwi 0rh-

M: Masz za małą grupę badawczą. I nie przeszkadzaj. Ja tu czytam o wprowadzaniu genu beta do komórek macierzystych przy użyciu wirusa hiv.

Ja: Oj tam, nie pytałam tych "chwilowych" o grupę krwi. I co ty za herezje czytasz??

M: Przyszłość, kochana! A twój wniosek dalej mnie nie przekonuje. To tak jakbym powiedziała, że umawiam się z debilami, żeby moje przyszłe dziecko też było głupie i nie wyróżniało się w tym debilnym świecie.

Ja: Akurat debili masz wszędzie pod dostatkiem, żaden fenomen.

M: Ciekawe, kazdy facet, z którym się spotykałam był "Rh-". Myślę, że to się wyczuwa, jak feromony, żeby uniknąć konfliktu.

Ja: Ja tu widzę naprawdę ciekawy temat do badań naukowych.

M: A wiesz, że łańcuch beta hemoglobiny ma 146 aminokwasów?

Ja: Fascynujące. A wiesz, że numer mojej szafki z szatni to dzisiaj 236?

M: Ej, przestań! Wiesz, że zapamiętuję wszystkie takie pierdoły! Teraz będę myśleć o twojej szafce zamiast o hemoglobinie!



sobota, 25 stycznia 2014

aneinander


"Rozmowa z Tobą jak brodzenie w śniegu,
Niewydeptane ścieżki gubią mnie
Tak łatwo utknąć w zaspie aż po szyję
Na śliskich słowach wywracamy się"


Monika Brodka - Krzyżówka dnia


Pozwól, że opowiem Ci jak to jest - wpakować się w świeżą zaspę i utknąć w niej na dłużej. Nie przez przypadek - z premedytacją. Z silną potrzebą wpakowania się w zaspę bez większej, racjonalnej przyczyny. Śnieg jest zaskakująco mokry i ciężki. Każdy ruch wymaga sporego wysiłku. Szybko przemakają Ci spodnie i buty. Szybko robi się zimno. Wchodzisz więc z zaspy spocony, przemoczony i zmęczony, ale z pewnego rodzaju satysfakcją i poczuciem własnej wartości. Najcięższe bitwy stacza się we własnej głowie, nie ze śniegiem dookoła.   


środa, 22 stycznia 2014

Einschreibebrief

Wspaniale, znów zostałam sama na polu bitwy - w pustym pokoju do nauki, z kubkiem nieopatrznie zaparzonej lukrecjowej herbaty (następnym razem będę wąchać torebki przed zaparzeniem). Chłopiec, który siedział tu ze mną jeszcze przed chwilą, wymazał gumką zawartość chyba całego swojego zeszytu - grunt to oczyścić umysł przed sesją. I zostawić te bezużyteczne resztki wiedzy wymieszane z resztkami gumki na całym stole i całej podłodze. Może przydadzą się komuś innemu. Na przykład pani sprzątaczce rano. Swoją drogą dobrze, że jest M. i możliwość wegetowania na skajpie bądź fejsbukowym czacie 24/7 - w przeciwnym razie po kilku godzinach zaczęłabym pewnie gadać do ścian.

Z ciekawostek na dziś - kolibry mają tak szybką przemianę materii, że właściwie przez całe swoje życie balansują na granicy śmierci głodowej. Dlaczego nie mogłam urodzić się kolibrem i poświęcić całego swojego życia na wyrównywanie niedoborów glikemii słodyczami? 

wtorek, 21 stycznia 2014

Duérmete niño

Wielkie pomysły, postanowienia i inspiracje są jak owsiki. Potrzebują ciepła i ciemności, żeby wyleźć uchem na świat gdzieś z otchłani mojego mózgu. Czyli właśnie tego momentu, kiedy z ulgą gaszę światło i wskakuję pod kołdrę po ciężkim dniu. A kiedy już wylezą - gryzą, swędzą i przeszkadzają na tyle, że nie można spokojnie pójść spać. 21. stycznia. Godzina 02.12. Perfekcyjny moment, żeby zacząć. I od razu wielka plama z atramentu na palcu wskazującym. Do tej pory nie zeszła całkowicie. Dawno nie pisałam piórem. Mimo wszystko mam dobre przeczucia. Wrażenie, że coś tam głęboko w środku zmienia się na lepsze. Jakiś uśpiony owsik w moim układzie limbicznym pomału budzi się do życia.

Nie wierzę. Śnieg za oknem! Nieśmiało, pomału, pojedynczymi płatkami. Chyba specjalnie, żeby nie wystraszyć erasmusów z drugiego końca świata, którzy tak na niego czekają. Cóż. Lepsze to niż wczorajszy deszcz. 

czwartek, 16 stycznia 2014

Phillips

Doszłam do wniosku, że naukę ginekologii najlepiej zostawić sobie na ciche, prywatne wieczory w moim pokoju. W przeciwnym razie muszę być gotowa na zmierzenie się z przerażonymi albo zniesmaczonymi spojrzeniami innych studentów/ przechodniów/ klientów kawiarni. Postawa pt: "Nie chcę, ale patrzę" - i nawet najciemniejszy kąt owej kawiarni i dyskretne przysłonięcie co ciekawszych zdjęć nie pomogło.


Co więcej - przygotowując się jednocześnie do egzaminu z ginekologii i pediatrii - na myśl przychodzi mi tylko jedno spostrzeżenie: Nie ma opcji, żeby urodzić zdrowe dziecko bez żadnych powikłań i komplikacji. Nie. Ma. Takiej. Opcji. Nie przez przypadek obie książki mają po dwa tomy  (z których każdy waży chyba ze 2 kg). Cóż, kiepskie połączenie przedmiotów.


Odkryłam w sobie talent tłumaczenia i nauczania. Niestety jak na razie entuzjazm nie odwzajemniony. Po moim długim wywodzie na temat faz snu i ich znaczenia usłyszałam tylko:
- Wiesz, że w średniowieczu spaliliby cię na stosie za uprawianie magii? A Twoje włosy i kolor oczy jeszcze tylko pogorszyłyby sprawę.
Tak, czuję się jak czarownica, adeptka wyższej szkoły magii i szarlataństwa, widząc Twoją reakcję na podstawowe fakty z życia człowieka. Tak, dziecko tak po prostu zaczyna samo oddychać po narodzinach. I tak, ma na początku dziurę między przedsionkami serca. I dodatkowy przewód łączący duże naczynia wychodzące z serca. Alohomora! Dobranoc!  

wtorek, 14 stycznia 2014

Z dedykacją dla M. Ku czci naszych przedsesyjnych kawowych libacji

Teatrzyk Zielona Gęś
ma zaszczyt przedstawić
dramat z życia pt.

"W szponach kofeiny" 
czyli
"Straszne skutki niedozwolonej operacji"

Występują:
Robert, Robertowa, Szarlatan Jamayka Scena I i III przedstawiają willę nad przepaścią.
Scena II w gabinecie szarlatana.I Jamayki. 

Scena I

Robert:
I love coffee. I love coffee. Kocham kawę. Pić. 
Robertowa:
Robercie, przestań żłopać tę ohydną kawę. Przecież wiesz, jak kawa okropnie szkodzi ci na serce. 
Robert:
(z piekielnym błyskiem w oczach) Na co? 

Scena II

Robert:
Czy pan jest szarlatanem Jamayką? 
Szarlatan Jamayka:
Tak jest. Zmieniam płeć i wzrost. Uwłosiam. Odmładzam. Wykonuję cudy. Na życzenie unoszę się w powietrzu jako miss Ofelia w postaci metamorfozy. Specjalność zęby i serce. 
Robert:
Niech pan rypie. 
Szarlatan Jamayka:
Co? Ząb? 
Robert:
Nie. Serce. 
Szarlatan Jamayka:
Kto nie chce kochać, kto chce pić kawę,
niech wie, choć to brzmi jak bajka,
że leczy każdą sercową sprawę
sławny szarlatan Jamayka.

800 złotych proszę do skrzynki.
Dziękuję. Nóżki na łóżko.
Nożykiem ko-ko. Kozikiem ki-ki;
hopla, kochane serduszko!
(usuwa serce Robertowi. Robert natychmiast idzie na kawę) 

Scena III

Robertowa:
Nareszcie wróciłeś, ukochany. Jest doskonała grochówka w stołówce. 
Robert:
Nigdy. I love coffee. Kawa. Teraz już kawa wyłącznie. 
Robertowa:
Znowu kawa. Ty sobie do reszty zniszczysz serce, Robercie. 
Robert:
O, teraz już nie. 
Robertowa:
(zauważa czarna czeluść w miejscu, gdzie Robert normalnie nosił wieczne pióro) Wielkie nieba, jak ty dziwnie wyglądasz! Przysuń się do mnie. Pocałuj. Na Jowisza, zupełnie nie słyszę bicia twojego serca. 
Robert:
I nie usłyszysz więcej. Za skromne 800 złotych kazałem sobie serce usunąć. I teraz bez obawy o apopleksję będę dniem i nocą pił kawę. I love coffee. Pić. Pić. 
Robertowa:
(podaje mu wiadro z kawą) 
Robert:
(rozczarowany*) Kawa mi nie smakuje. Pocałunki odpycham. Okazuje się, że we wszystko trzeba wkładać serce. A teraz już serca nie mam. I dlatego też nie mogę kochać ani kawy, ani ciebie, Robertowo. Czymże jest życie? (rzuca się w przepaść) 
K U R T Y N A

Konstanty Ildefons Gałczyński
1946

piątek, 10 stycznia 2014

Debilator

Parada chmur leniwie przetacza się po niebie. Muszę przyznać, że widok jest imponujący - tutaj z drugiego piętra mogę sięgnąć wzrokiem aż po horyzont, obserwować ruch tych białych olbrzymów względem budynków uniwersytetu; patrzeć jak zmieniają kształty, kotłują się między sobą, co jakiś czas przecinane promieniami zachodzącego słońca.
Mój laptop szumi i buczy bardziej niż zwykle, wyraźnie poirytowany tym, że buszuję teraz po innych stronach niż Wikipedia czy tłumacz google. Tym buczeniem próbuje najwyraźniej wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia i zmusić do zabrania się z powrotem do nauki. Nieustanna inwigilacja.
Przesiadywanie godzinami w bibliotece może mieć swój urok, powolutku wdrażam się w tutejsze zwyczaje i reguły:
1. Po godzinie 12.00 nie ma już wolnych szafek w szatni ani koszyków na książki
2. Kanapy i fotele na pierwszy piętrze zarezerwowane są dla rannych ptaszków... albo najwytrwalszych, którzy zostają tutaj do samego końca -głównie azjatów.
3. W sektorze 1.4 jest cholernie zimno, a w sektorze 3.1 brakuje wtyczek do podpięcia laptopa, w sektorach 1.1, 2.1 i 3.1 do południa słońce razi po oczach i uniemożliwia naukę
4. W sektorze 1.4 lampy zapalają się na fotokomórkę - trzeba pomachać im co kilka minut, żeby zechciały dalej świecić
5. Kawa w kafejce kosztuje 2 razy więcej niż w innych częściach uniwersytetu
6. Warto na chwilę oderwać wzrok od książki i poczytać życiowe mądrości pozostawione przez studentów na ławkach i stołach - mieszanka dobrego humoru, artystycznych wizji i czystej desperacji... w najróżniejszych językach świata - fascynujące


sobota, 4 stycznia 2014

Say: aburrido. Say: arriva!

"Zdałam sobie sprawę, że tęsknię. I to mnie martwi. Nie taki był plan.". A może właśnie to jest ten właściwy plan. Nie mój. Ale ten właściwy. Wiesz, co mam na myśli? Inspirujesz mnie, fascynujesz, zadziwiasz. I chociaż rozjeżdżamy się na najbardziej podstawowych płaszczyznach komunikacji, to czasem mam wrażenie, że rozumiesz mnie lepiej niż ja sama. Dwa końce świata, dwa zupełnie różne temperamenty i coś, co sprawia, że uczę się Ciebie z narastającą ciekawością. "Może to wcale nie jest takie szalone i nierealne, jakby się wydawało".

***

-To trochę tak, że przyjeżdżam tutaj i tak jakby tamten świat, tamto życie nie istniało. A potem wracam tam z powrotem i płynnie wdrażam się w tamten rytm. Jakby nie było tego, co tutaj. Rozumiesz?
- Rozumiem. To się nazywa schizofrenia.