Aż trudno uwierzyć, że kończymy studia. 6 lat wydawało się być wiecznością. 6 lat minęło jak kilka chwil. Młodzi, piękni, pełni entuzjazmu i zapału. Tacy powinniśmy być. Tak zawsze nas sobie wyobrażałam. Powinniśmy czuć się jak władcy wszechświata, jak kibice po wygranym meczu. Dumni . Niepokonani. Euforyczni. My natomiast zamykamy się w sobie, wpadamy w depresję lub w panice przewracamy swoje życie do góry nogami. W popłochu szukamy partnera na resztę życia, planu awaryjnego albo drogi ucieczki za granicę. Zrywamy kontakty, niszczymy przyjaźnie, dziwaczejemy. Z niepokojem zerkamy na kartki kalendarza, z niepokojem patrzymy w przyszłość. Tyle planów i oczekiwań do spełnienia, Tyle priorytetów do pogodzenia. Tyle niewiadomych i zmiennych. Szukamy znaków na Niebie i Ziemi. Nowych systemów wartości. Właściwych dróg.Wskazówek i podpowiedzi. Może 6 lat trwało jednak za długo i po drodze utraciliśmy zdolność ewolucji i przystosowywania się do nowego systemu. Innego niż ten uczelniany.
środa, 28 stycznia 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
złamania, zwichnięcia, podwichnięcia, skręcenia
Dni ciągną się w nieskończoność. Noce zawsze są za krótkie.
Tygodnie i miesiące kurczą się gwałtownie i wypadają z kalendarza przez szparę pomiędzy
kartkami. Zastygłam w nieodpartym przeczuciu, że powinnam być gdzie indziej. Że
jestem w niewłaściwym miejscu.
Po polu przed moim domem jeździ wielka pomarańczowa
ciężarówka, rozsypując cos podczas jazdy. Nie przypuszczałam, że ciężarówki
mogą jeździć po polu tak szybko i driftować przy tym na zakrętach. Po
drugiej stronie panowie rozpoczęli najwyraźniej budowę fosy obronnej przed
bramą wjazdową a w kuchni elektrycy od samego rana dłubią śrubokrętami we wtyczkach
i bawią się kablami.
„Byłabyś świetnym kierownikiem budowy”. Cóż, jeżeli rola
kierownika polega na codziennym przygotowaniu 5-10 kaw i herbat (Z mlekiem? Cukier?
Czarna? To może woda?) i bieganiu po
domu z pękiem kluczy i odkurzaczem – tak, mogę zastanowić się jeszcze nad rzuceniem
studiów i przejęciem mojej chwilowej posady na stałe.
A skoro już mowa o przedsiębiorczości i własnym biznesie -
codziennie rano schodzę do kuchni z nadzieją, że świeżo zasadzona pestka
awokado zaczęła już kiełkować. Pestka jak na złość ani drgnie. Słońce zresztą
również jak na złość nie chce przebić się przez warstwę chmur i wspomóc mnie
trochę i przekonywaniu pestki, żeby wykiełkowała. A marzyła mi się prawdziwa
hodowla awokado.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Reentry
Potrafię sama zgubić się w jednej chwili. Zadać milion pytań, nie znaleźć na nie odpowiedzi. Szybko
stracić oddech, motywację i siły. Potrafię też sama całkiem łatwo przestraszyć
się i zrezygnować. Zrobić samodzielne trzy kroki naprzód i cztery w tył.
Dobrze więc, że nie muszę robić tego wszystkiego całkiem sama.
niedziela, 18 stycznia 2015
Do the right thing.
Wczorajszy
wieczór jak zwykle skończył się na nieruchomym wgapianiu się w ogień tańczący i
strzelający za szybą kominka. A miałam uczyć się ortopedii. Zamiast tego
skupiłam się na maltretowaniu kota kilkoma wyświechtanymi utworami zapętlonymi
i powtórzonymi po tylekroć, że w końcu zlały się w jedną całość z otoczeniem,
chemicznie połączyły z cząsteczkami powietrza w pokoju, wrosły w ściany, osiadły
na dnie kominka razem z popiołem. Kot pozostał natomiast niewzruszony i
niewrażliwy na ich silne przyciąganie. Zdecydowanie bardziej przyciągało go
ciepło kominkowej szyby i moje kolana.
Dzisiejszy
poranek jest tak szary, że mógłby bez problemu być wczorajszym wieczorem. W
kominku spiętrzyła się warstwa popiołu. Zmieniłam jedynie kąt siedzenia na
kanapie i z resztką stygnącej kawy wgapiam się tym razem w pustą przestrzeń za
oknem. Czekam na grom z jasnego nieba. Chyba. Czekam na jakiś znak, gest,
błyskawicę, wielki przewrót, zielone światło. Czekam na coś, co przerwie tę
ciszę, nieruchomy krajobraz. Nie wiem właściwie do końca, na co czekam. Może
wcale nie czekam? Może po prostu monotonia porannego widoku przez okno i ciepło
wieczornego kominka są czymś w rodzaju stabilnego i statycznego wzoru, według
którego powinnam poukładać wreszcie wnętrze mojej głowy? Może przydałoby mi się
bardziej niż ten grom z jasnego nieba? A może tylko dorabiam sobie skomplikowane
teorie do mojej niechęci względem ortopedii?
sobota, 10 stycznia 2015
Dublin, Basel, Dortmund, Stuttgart
Wozimy się po nowym osiedlu z kotem na smyczy. Pod osłoną
nocy, żeby wstydu kotu na dzielnicy nie robić. Tym bardziej, że kot na smyczy
chodzi tyłem. My natomiast na drugim
końcu smyczy chodzimy bokiem, starając się omijać największe błoto, stosy
cegieł, kontenery pełne resztek materiałów budowlanych i hałdy piasku. W tych
ubłoconych butach, ubłoconym samochodem, wracamy do miasta tylko w razie konieczności,
robiąc zakupy z wyprzedzeniem na kilka kolejnych dni.
Nowe domy pachną dziwnie i wydają w nocy dziwne odgłosy. W
połączeniu z odgłosami wyjącego kota, który tęskni chyba za życiem bez błota,
stosów cegieł i smyczy, oznacza to tylko kolejne nieprzespane noce i kolejne
nocne dochodzenia i przeszpiegi. Wiatr wieje tu inaczej. Inaczej kapie woda pod
prysznicem. inaczej brzmią nocne pielgrzymki do łazienki, inaczej pracuje
lodówka.
Uwielbiam wieczory przy kominku, rozpalanym na razie z
czystej ciekawości i dla zabawy.
Uwielbiam poranną kawę z widokiem na szczere pole i te góry
błota, które podobno są naszym ogrodem.
Uwielbiam tą ciszę, pustkę i spokój. Nawet chwilowy brak Internetu
okazał się być źródłem zbawiennego dystansu i narodzin kilku nowych, ważnych
wniosków i perspektyw.
H. puściła właśnie z dymem całą paczkę chusteczek
higienicznych i pół opakowania zapałek rozpalając kolejną porcję drewna z
garażu. Do odznaki dzielnego skauta jeszcze długa droga.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Kominek
Technicznie rzecz ujmując, każdy zmysł ma swoją konkretną drogę przewodzenia i bardzo konkretny obszar w mózgu, który odpowiada w konkretny sposób na docierające do niego bodźce. Czysty, racjonalny, prosty schemat. O ile prostszy byłby świat, gdyby ludzki umysł i ciało funkcjonowały w sposób racjonalny i standardowy. Gdybyśmy, biorąc przykład z Kartezjusza, podążali drogą aksjomatów od konkretnego bodźca do konkretnej reakcji na ten bodziec.
Miałeś tak kiedyś? Jedna melodia, bodziec dźwiękowy w najczystszej postaci, wywołał niespodziewanie kaskadę uczuć, wspomnień i reakcji ze wszystkich pozostałych obszarów mózgu, które teoretycznie rzecz biorąc powinny chwilowo siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Dodatkowo odkryłam szósty obszar reakcji na bodźce zewnętrzne, zlokalizowany gdzieś głęboko za mostkiem. Wystarczyło zamknąć oczy, by poczuć z powrotem wszystko tak realnie, że aż zabolało. Zapachy, dźwięki, obrazy i dotyk zmieszały się w jedną realną całość. Tak jakby ten perfekcyjnie uporządkowany układ połączeń w moim mózgu nagle poplątał się i pogubił gdzieś po drodze impulsy, które zabłądziły i dotarły nie tam gdzie trzeba.
To się chyba nazywa empiryzm. Poznanie przez doświadczenie. Synchronizacja zmysłów i tworzenie skomplikowanych i rozbudowanych idei na podstawie docierających bodźców. Jednym słowem chaos. Bezkrólewie i anarchia, nad którymi nie panuję. Dobrze, że bodźce nie trwają wiecznie. Dobrze, że melodie mają swój początek i koniec. Dobrze, że po nich zapada cisza, podczas której testuję na sobie leczenie ucisku za mostkiem metodą hipnozy przed ekranem kominka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)