środa, 20 listopada 2013

Poproszę mleko poplamione kawą.

Razem z W. oglądałyśmy wczoraj mecz:
Ja: online, bardziej przysłuchiwałam się relacji komentatorów w trakcie przeglądania prezentacji na zajęcia
W: w pubie, z Irlandczykami, jednocześnie pisząc do mnie wiadomości przez telefon

Razem z M. obserwowałyśmy huragan na Sardynii:
M: z okna swojego pokoju
Ja: biegnąc na bieżni, śledząc niemieckie wiadomości ze świata
 
 Razem, tylko z trochę innej perspektywy...

***

W centrum trwają przygotowania do Świąt. I byłoby całkiem przytulnie i świątecznie, gdyby nie wielkie, upiorne figury świętego Mikołaja, które ustawiono wzdłuż trasy mojego autobusu. Szczególnie mało przytulnie wyglądają nad ranem, po ciemku, kiedy jadę na zajęcia w autobusowym letargu.
W ramach rekompensaty po tym mikołajowym szoku kupiłam więc całą torbę mandarynek. Może pomogą.

***

"Zawsze jak masz u mnie nocować myślę sobie: ale super, zaśniemy sobie przytuleni i będzie tak romantycznie. A potem budzę się - zepchnięty z materaca, bez kołdry, na skrawku swojej poduszki. I jak tu nie myśleć stereotypowo o narodowościach?"



wtorek, 12 listopada 2013

"Ich möchte polaco lernen!"

Odwiedziłam bloga A. Napisała, że zbiera emocje, bojąc się, że nie wystarczą na długo. Ja odkryłam, że dźwięki przerabiane własnoręcznie na emocje mają dłuższy termin przydatności. Odkrywam więc na nowo muzykę i różne jej oblicza - wieczorami siedzę w małych, klimatycznych salkach, popijając glühwein i zachwycając się innym brzmieniem muzyki na żywo. Muzyka na żywo zawsze brzmi lepiej. Łatwiej przerobić ją na emocje, które nie tracą potem tak szybko swojego aromatu.

Tańczyłam na ulicach Kolonii, jakbym znalazła się w samym sercu Rio de Janeiro. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś podobnego - wokół mnie tłum ludzi w najróżniejszych kostiumach, na każdym rogu orkiestra, bębny i zabawa. Tańczyliśmy więc ze wszystkimi - na ulicach, murkach, deptakach. Z twarzami wymalowanymi kolorowymi farbkami, świętowaliśmy w pociągu początek niemieckiego karnawału. Wróciłam do domu - cała w farbie, rozczochrana, posiniaczona, wytańczona i wybawiona za wszystkie czasy!

niedziela, 10 listopada 2013

A Ty w jakim języku śnisz?

Minął miesiąc studiów - i jak dotąd chyba najbardziej brakuje mi tych naukowych posiadówek z M. - hektolitrów kawy, burz mózgów, wzajemnego pilnowania się przed wchodzeniem na fejsa, szybkich przerw na przesłuchanie nowej piosenki i  grafiku pt:"nie ma opcji, nie wyrobimy się".
Znalazłam pokój do nauki - mały, obskurny, przeszklony od strony ulicy. Cztery stoły, pięć osób, wifi i kompletna cisza. Przechodnie obserwują nas jak wystawę sklepową. Przynajmniej widok uczących się osób trochę bardziej motywuje mnie do zabrania się do roboty. I do kuchni też za daleko. Trzeba siedzieć na dupie.
Za oknem szaleje więc burza, chmury przewalają się po niebie, kolejne podmuchy wiatru zmieniają kierunek deszczu, który tłucze o naszą "sklepową wystawę", a ja siedzę ze słownikiem i kawą podgrzewaną na zasilaczu do laptopa nad "Reanimation im Kindesalter". Chłopcy wracają pomału ze stadionu - wygraliśmy! Pukają w szybę, zdziwieni, że ktoś uczy się tutaj w niedzielny wieczór. "a no tak, medycyna!" Jedna przerwa, druga przerwa, szybki przegląd wczorajszej imprezy przy fajce i resztkach wieczornej burzy. I nie ma nikogo, kto zagoniłby mnie z powrotem do nauki. 

piątek, 1 listopada 2013

W6 1832

Pęk różowych róż w litrowym kuflu od piwa na moim parapecie. Mam nadzieję, że przetrwają moją chwilową nieobecność tutaj. Aż żal tak je tu zostawiać. Tak bardzo mnie ostatnio zadziwiasz.