- Ok, z mojej strony to wszystko. Mają państwo jakieś pytania? Nie? W takim razie proszę poczekać na pielęgniarkę, zaraz zaprowadzi państwa na oddział. - mówię i wychodzę na korytarz przez automatyczne drzwi. Jest 5:20 nad ranem. Trzecia noc z rzędu. Podchodzę do E. która przygotowuje opaskę na rękę dla dziecka i dokumenty do podpisania dla rodziców.
- Użalam się nad sobą czy moje dyżury rzeczywiście zawsze są gorsze od innych? J. swoje cztery nocki spokojnie przespała.
- No. Bo ty same nieszczęścia przyciągasz. Dobrze, że to twój ostatni dyżur. Trochę spokoju będę miała.
***
Siedzę na ławce na publicznym kąpielisku. 32 stopnie. Godzina do zamknięcia. Gdzieś na horyzoncie zbierają się już złowrogo ciemne, ciężkie od deszczu chmury. Za kilka godzin zaczną pomrukiwać ostrzegawczo, około północy rozpętają jedną ze straszniejszych burz, jakie widziałam. Siedzę na ławce i obserwuję z oddali tłum ludzi - dorosłych spacerujących z kubeczkami piwa, pary całujące się gdzieś w kątach basenu, dzieci bawiące się z wrzaskiem w wodzie, rodziny leżące na kocach na trawie. Trochę tak, jakbym przyglądała się simsom z gry komputerowej. Przewidywalne ruchy, gesty, mimika, schematy zachowań i interakcji. Tylko drabinki z basenu nie można wyjąć.