poniedziałek, 24 marca 2014

Watermark

Mam sentyment do poddaszy i starych domów. Nigdy nie widziałam takiego domu. Ogromne, wilgotne piwnice pełne najróżniejszych skarbów; potężne drewniane skrzypiące schody; wysokie sufity i stare żyrandole; inkrustowane meble; sala barowa z prawdziwym dystrybutorem do piwa; stół do billarda; ogromne obrazy i stare fotografie; strych z wyjściem na dach i zapierajacym dech w piersiach widokiem na góry i ogrody; wreszcie Twój pokój - z dużym oknem, o które właśnie tłucze grad; z wazonem moich pomarańczowych kwiatów, których już pewnie nie uda mi sie uratować - za długo stały bez wody; z drewnianymi belkami, przepastnym fotelem i gitarą czekajacą na twoj powrót.  Zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia.

***

"Jeszcze cię takiej nie słyszalam".
Pamiętasz? Obiecałyśmy sobie, że wyjedziemy i będziemy odkrywać, przeżywać i doswiadczać. I chociaż wtedy chodziło mi o coś zupełnie innego - idea pozostała ta sama. Przeżywam. Doświadczam. Odkrywam. Inaczej niz planowalam. Już nie tylko dla samego zaspokojenia ciekawości. Znalazłam głębszy sens -silniejszy od samej ciekawości. Inaczej niż w pierwotnym zamyśle, ale z moich planów i postanowień i tak z reguły nie pozostaje zbyt wiele. Nazwijmy to więc postawą elastyczną i otwartą wobec świata - żaden plan nie jest od poczatku idealny. 

niedziela, 16 marca 2014

Tief Luft holen!

Otworzyłam okno na oścież - intrygująca mieszanka chłodnego wiosennego powietrza z resztkami Twojego dezodorantu. Nawet pomimo lekkiego kataru. Zastanawiam się nad definicją zbiegu okoliczności. A konkretnie - ile przypadkowych sytuacji i zbiegów okoliczności musi wydarzyć się danego dnia, by można było jeszcze wciąż nazwać je przypadkowymi sytuacjami i zbiegami okoliczności. I może właśnie w tym tkwi sedno sprawy - przypadki przestają być tylko przypadkami, kiedy nachodzą mnie wątpliwości co do ich trafnej definicji. Przestałam wierzyć w przypadki.

***

"Bo widzisz, przyjechałam tutaj zaledwie kilka tygodni temu i zdałam sobie sprawę, że poruszam z obcymi ludźmi tematy, których nigdy nie poruszałam z najbliższymi mi osobami". 
Nawet nie wiesz, jak bardzo trafiłaś w sedno. Uzależniłam się od tych rozmów. Wieczorami, po południu, nocą, przy kawie, winie, porcji lodów waniliowych, w naszej kuchni, w moim pokoju, w wieży naprzeciwko. Rozmowy luźne i swobodne, wśród śmiechu i żartów, albo poważne i wzruszające, po których nie mogę zasnąć w nocy. Dziwimy się sobie nawzajem. Odkrywamy nowe punkty widzenia. Inspirująca mieszanka kultur, poglądów, wyznań, zainteresowań i temperamentów. Czy naprawdę byłam do tej pory tak monotematyczna? A może po prostu nareszcie mam odrobinę czasu na nowe przemyślenia. 

***

Beamerraum znaczy dosłownie "pokój z rzutnikiem" - w którym męska część akademika przeżywa każdy ważniejszy mecz piłki nożnej, damska część ćwiczy jogę, męsko-damska wspólnie pije piwo i kołysze się w rytm latynoamerykańskiej muzyki na cotygodniowych imprezach... a ja jeżdżę tam po ciemku na rolkach, o cztery rozmiary większych niż rozmiar mojej stopy. A potem po holu głównym i wokół akademika. Ze zdumieniem odkryłam też, że właśnie tutaj została zesłana na wygnanie nasza nieszczęsna sofa z kuchni. Cóż, przynajmniej wiem, że zamiast porannej kawy mogę pić na niej piątkowe piwo.  

niedziela, 9 marca 2014

Frauenzigaretten

Weszłam i przylepiłam się do podłogi. Po drugiej stronie S. bez przekonania zamiatał miotłą resztki konfetti i papieru toaletowego, które niestety też przylepiły się do podłogi. Zasiedliśmy z miskami płatków na dwóch najczystszych krzesłach - S. z rękami popisanymi czarnym markerem, ja w piżamie założonej na lewą stronę - i w milczeniu analizowaliśmy obraz nędzy i rozpaczy, który jeszcze wczoraj po południu był naszą kuchnią. M. pojawiła się kilka minut później - jedno krótkie spojrzenie i zrozumiałam, że nie rozpoznaje jeszcze ani kuchni ani nas siedzących na krzesłach.
Przeszklone kuchnie są romantyczne o zachodach słońca i klimatyczne przy wschodach słońca. Niestety w piękne, słoneczne dni około południa stają się istną sauną, terrarium wyposażonym w lodówkę i zmywarkę, gdzie obiady jada się w okularach przeciwsłonecznych. W takich oto warunkach przyszło nam doprowadzić kuchnię do stanu względnie akceptowalnego. Itunes najwyraźniej poczuł nastrój tego niedzielnego poranka, uraczywszy nas utworem "Kein Alkohol ist auch keine Lösung", przy którym ze zdumieniem odkryliśmy właściwy kolor podłogi w kuchni oraz kilka innych niespodzianek w lodówce, na szafkach i za stołami. 

"Zapomnij wszystkie złe i żenujące rzeczy, a resztę zatrzymaj". Zatrzymam. Pijackie rozmowy bywają ważniejsze i bardziej szczere niż te "trzeźwe". I dobrze jest przebiec się z nimi na trzeźwo następnego dnia.  

poniedziałek, 3 marca 2014

ordenador

Mały człowiek przyszedł na świat. Nie było to najbardziej efektowne przyjście - najpierw zobaczyliśmy jego pupę, potem dopiero wprawnym ruchem wyciągnięto nóżki, rączki i na końcu główkę. Profesjonalnie chłodny i beznamiętny komitet powitalny w maseczkach i gumowych rękawiczkach szybko, sprawnie, w wyćwiczonych ruchach przywitał go w sterylnej, wykafelkowanej sali. Może i dobrze, że maluch nic jeszcze wtedy nie widział. Myślę, że nie spodobałby mu się ten widok.
I dobrze, że ja też miałam maseczkę na twarzy. Nikt nie zauważył, że stoję od kilku minut z rodziawionymi ustami. Zorientowałam się dopiero, kiedy zaschło mi w gardle. Ale wtedy było już dawno po wszystkim.