wtorek, 7 listopada 2017

Doppeldecke

Zamówiłam opony zimowe... no dobra, M. mi zamówił. Ja się tam nie znam, żeby to jeszcze same opony były, a tu potrzebne były czary mary opony z sensorami, które same ciśnienie w kołach regulują czy coś. No więc zamówił, w piątek przyjechał kurier i rozpakował. Trzy. Opony.
M.: - Trzy?
Kurier: - Trzy.
M.: - Ale jak to trzy?
Kurier: - No trzy - i spojrzenie pt:" czego ty ode mnie chcesz, człowieku. Miałem przywieźć trzy opony, przywiozłem trzy opony, co się czepiasz?"
M: - ale ja zamówiłem cztery. Gdzie ta czwarta?
Kurier wzruszył ramionami: - Może w poniedziałek.

Czwarta opona rzeczywiście przyszła w poniedziałek. Ewidentnie zabradziażyła gdzieś przez weekend.   

niedziela, 8 października 2017

Umzugskarton

M. zrobił się jakiś taki markotny po południu. Ubrał się w najcieplejszy dres i przenosi się z kanapy na fotel, z fotela znowu na kanapę, z kanapy do kuchni.
- Co ci jest?
- A nie wiem. Zmęczony jestem. I oczy mnie pieką.
- Może ci temperatura rośnie.
- Tak myślisz? Hm... widzisz, to miałem nosa robiąc sobie whisky z lodem zamiast ciepłej herbatki. 


środa, 13 września 2017

Ich verstehe nur Bahnhof

Herr M. wszedł do dyżurki pielęgnierskiej.
- Pani jest zmęczona - zapytał jak zwykle bez znaku zapytania. A może tym razem było to pewne stwierdzenie.
-... tak. Miałam ciężki dyżur.
- Tak to wygląda na intensywnej terapii. Teraz to zupełnie inny poziom. Zupełnie inna medycyna. Wy ratujecie ludzkie życie.
Nabrałam powietrza żeby powiedzieć mu, że wcale nie ratujemy życia. Ratujemy oddech w płucach, bicie serca i krążenie krwi. Ratujemy funkcję poszczególnych organów. Wielu z nich nie udaje nam się uratować. Wielu procesom nie jestesmy w stanie zapobiegać. A z tym życiem, z tym co pozostało po wielomiesięcznym pobycie u nas, pacjent będzie musiał poradzić sobie sam. On i jego rodzina. Bo sam pacjent jeszcze za dużo nie rozumie. I możliwe, że nigdy nie będzie za dużo rozumiał. Nabralam powietrza i wypusciłam je nosem.  Pomyślałam, że Herr M. pracuje na intensywnej terapii dłużej niż ja żyję. I skoro do tej pory nie tupnął nogą i nie opuścił oddziału, to dyskusja na ten temat nie ma sensu.
- Pójdę już do domu, muszę się przespać. Miłego dnia - powiedziałąm i opuściłam oddział. Po raz kolejny bez tupnięcia nogą.

niedziela, 16 lipca 2017

Is there a doctor on board?

I tak sobie kursujemy. Pięć kilometrów i sześćset metrów . Osiem minut na północ lub południe.  Dwa klucze w torebce. Mój kwiatek na Twoim parapecie. I Twoje skarpetki w mojej szufladzie. I zestaw do krótkometrażowej przeprowadzki w bagażniku - z suszarką, kremem do twarzy i kilkoma koszulkami w zielonym koszyku. Już nawet przestałam go rozpakowywać, kiedy wracam z powrotem do domu. I tak sobie kursujemy. Między Twoim balkonem a moją kuchnią. Między weekendem, nocą, porankiem. Twoim i moim sklepem. Moją i twoją trasą do biegania. Przelotnym pocałunkiem i całym światem.

   

poniedziałek, 8 maja 2017

Nóżki śmierdziuszki

Wiem, że czekasz, aż powiem, że tęskniłam. Że czas bez Ciebie dłużył się niemiłosiernie. Że tak mi było smutno i źle bez Ciebie.
Wiesz, że bez Ciebie lubię myśleć o Tobie? O tym, że jesteś teraz gdzieś indziej. W perfekcyjnie wyprasowanej koszuli i eleganckich butach, na ważnym spotkaniu. Albo że pijesz teraz kawę z laptopem na kolanach. Albo rozmawiasz przez telefon, krążąc po pokoju i śmiejąc się głośno. Albo że biegniesz gdzieś ze słuchawkami na uszach. O tym, że chwilowo nie masz czasu myśleć o mnie. .

Wiesz, Ty też możesz myśleć o mnie. O tym, że chwilowo nie mam czasu myśleć o Tobie. W biegu pomiędzy łóżeczkami moich małych pacjentów. W biegu przez las. Albo wieczorem, zaczytana w mojej nowej książce, kiedy bezwiednie marszczę brwi. Albo kiedy wracam piechotą przez miasto, oglądając ludzi dookoła i sklepowe witryny. I kiedy krążę po sklepie spożywczym w śmiertelnym skupieniu, nie zauważając nikogo dookoła.  

Wiesz, tak jest dobrze. Z Tobą blisko i daleko. W myślach i we własnej osobie.


  

wtorek, 4 kwietnia 2017

Ist das Kunst oder kann das weg?

Na neonatologii są pokoje bliższe i dalsze. Te bliższe znajdują się zaledwie parę kroków od dyżurki pielęgniarskiej.  Ciszę przerywa tam tylko alarm monitora albo kończącej się kroplówki. Po tych pokojach rodzice poruszają się ostrożnie i jeszcze bardzo niepewnie. Uchylają  odrobinę leżący na inkubatorze ręcznik, szukając swojej pociechy w plątaninie kabli i rurek. Siadają w ciszy obok inkubatora i godzinami obserwują ruchy maleńkiej klatki piersiowej.
Pokoje dalsze zawsze są pełne wrzawy. Mali pacjenci leżą tam już poubierani w śpioszki, w otwartych łóżeczkach albo przytulają się do mamy na bujanym fotelu. Baloniki wiszące tam od czasu do czasu informują rodziców o małych sukcesach ich pociech - osiągnięciu wagi 2kg albo samodzielnie wypitej całej porcji pokarmu. Rodzice poruszają się po oddziale swobodnie, znają personel po imieniu, ucinają pogawędki z innymi odwiedzającymi. Ci rodzice mają już za sobą ciszę i niepewność bliższych pokoi. A następnym przystankiem będzie dziecięcy pokój w ich własnym domu.


czwartek, 23 marca 2017

Renault Megane Intens

O tym, że czuję, jak rozszerzają mi się źrenice.
I jak serce bije w zupełnie innym rytmie.
Jak napinają się mięśnie brzucha.
I jak ciarki łaskoczą skórę na dekolcie.
O tej mieszance spokoju i ekscytacji.
I o tym, że świat wypada mi z rąk. I ląduje miękko i bezpiecznie tam gdzie trzeba.

Przecież Ci o tym nie powiem. Nie wiedziałabym jak.