piątek, 28 lutego 2014

Pierogi

Puste, wysprzątane pokoje wyglądają jakoś tak obco, bezpłciowo i smutno. Walizki na korytarzach, pożegnalna krzątanina. Wielka emigracja tych jednosemestralnych. Siedzimy wieczorami z M. w naszej pustej kuchni i obserwujemy pojedyncze osoby krzątające się po kuchniach w wieży obok. Po azjatkach została na półkach masa przypraw i produktów, których i tak nie użyjemy, bo nawet nie wiemy do czego służą. Pachną i wyglądają zbyt obco i orientalnie. Argentyńczycy pożegnali się jak zwykle oryginalnie i po swojemu, wyrzucając z trzeciego piętra przez okno zepsuty telewizor i kilka foteli.
Ostatnie kawy, ostatnie obiady, ostatnie imprezy, ostatnie uściski.
- Mogę zadać ci nietypowe pytanie?
- Możesz.
- Golisz nogi czy używasz wosku?
- Słucham??!
- No bo została mi całe opakowanie pianki do golenia, nie mogę wziąć jej do samolotu. Nie chcesz? 

wtorek, 18 lutego 2014

Dummkopf

Jestem.
Introwertykiem. Oddaję energię. A potem potrzebuję chwili spokoju i samotności, żeby zregenerować się z powrotem.
Chciałabym.
Mieć w sobie więcej energii. Wydajniejsze akumulatory. Krótszy czas regeneracji.
Jestem. 
Mniej skomplikowana, niż mógłbyś przypuszczać. Za dobro odpłacam dobrem, za życzliwość - przyjaźnią, za pomoc służę pomocą, przed postawionym murem zbuduję swój własny - jeszcze wyższy i mocniejszy. 
Chciałabym.
Nie stawiać kolejnego muru. Kryzys w branży budowlanej sprawia, że każdy mur kosztuje mnie coraz więcej wysiłku, energii i emocji. 
Jestem.
Kamieniem, który wpadł do rzeki i próbuje toczyć się razem z nią. 
Chciałabym.
Wiedzieć, że wpadłam do właściwiej rzeki. Dać się ponieść razem z nurtem, przybrać opływowy kształt i nabrać w końcu prędkości. 


niedziela, 16 lutego 2014

Jungle speed

Z kilkutygodniowej męczącej książkowej rutyny w jednej chwili przeskoczyłam w wir spontanicznych decyzji i spotkań, zatartych granic pomiędzy dniem i nocą, leniwych poranków, intensywnych wieczorów i resztek makijażu rozmazanych na poduszce.
Medio tutissimus ibis - najbezpieczniej jest chodzić środkiem. Trzeba tylko jeszcze odszukać z powrotem ten środek drogi. Bo środek wbrew pozorom nie zawsze leży po środku. W tym wypadku środek jest pojęciem względnym i indywidualnym. Na dodatek przesuwalnym i zmiennym, zależnie od pory roku, wilgotności powietrza, nastroju i wielu różnych dodatkowych czynników. Mimo to nie tak trudno będzie mi odnaleźć go z powrotem. Środek drogi jest bowiem w nieodgadniony sposób połączony ze środkiem ciężkości mnie samej. Kiedy te dwa punkty zbliżają się do siebie, czuję jak przyspieszam. Kroki stają się lżejsze i pewniejsze. Poprawia się samopoczucie, stan mojej cery a także stan mojego pokoju - zadziwiająca kaskada z pozoru niepowiązanych ze sobą zjawisk. Czuję, że czas wrócić już do środka. Dawno mnie tam nie było.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Waniliowo-jagodowa herbata

Chopiec w pokoju do nauki w pewnym momencie po prostu wstał, rozłożył w kącie koc i bije pokłony Allahowi. Siedzę z boku, nałożyłam słuchawki na uszy, usiadłam bokiem. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.

***

Impreza w holu trwa w najlepsze. Jedna zgubiona marynarka, jeden rozerwany t-shirt, jeden Rosjanin, którego ego trzeba było trochę przytemperować, jedna płacząca w kącie dziewczynka, dwóch policjantów i tłum nawzajem uspokajających się pijanych ludzi, którzy na zmianę obejmują się i wszczynają kolejne bójki. Siedzę z boku, sączę resztkę znalezionego piwa. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.

***

Siedzisz na moim krześle i jesz śniadanie z monitorem swojego komputera. Ja siedzę na łóżku i jem swoje ze ścianą naprzeciwko. Zaraz wyjdziesz, a ja najchętniej położyłabym się z powrotem spać. I znów nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.

***

Ktoś zabrał mój fotel z kuchni, podobno przepisy przeciwpożarowe nie pozwalają trzymać foteli w kuchni. Siedzę więc na krześle, co jakiś czas spoglądając na zegarek. Kurczak dalej się piecze. M. krząta się po kuchni z ręcznikiem na głowie. "Wyglądasz na zmęczoną, co ci jest?". E. jak zwykle zostawiła garnek z ryżem na zbyt dużym ogniu, właśnie wykipiał i rozlał się po całej kuchence - kolejny garnek prawdopodobnie do wyrzucenia. Dziewczynka, której imienia nawet nie znam znowu zgubiła swoją kartę do pokoju i nagle jest dla nas znowu miła i znowu uśmiecha się, żebyśmy pomogły jej z drzwiami. Siedzę więc twardo na swoim krześle i nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.

***

Mam takie dni. Stoję jakby obok siebie. Niemy obserwator. Narrator trzeciorzędowy. Stoję i przyglądam się z bezpiecznej odległości temu, co wokół mnie. Potrzebuję perspektywy. Potrzebuję zebrać siły, by w odpowienim momencie wskoczyć z powrotem w siebie i zareagować.  

czwartek, 6 lutego 2014

11.00 - T. pewnie właśnie zaczyna, a ja mam jeszcze 1,5 km

Wiesz, to jest trochę tak jak z budową domu - temat ostatnio popularny, więc i porównanie na czasie. Spacerujesz sobie ulicą i niespodziewanie wpadasz na dom swoich marzeń - idealny, perfekcyjny i taki, o jakim zawsze marzyłeś, tylko że wcześniej o tym nie wiedziałeś. I w tym przypływie euforii bierzesz kredyt, inwestujesz wszystkie oszczędności, kupujesz działkę obok i zaczynasz budowę takiego samego domu. A kiedy już masz fundamenty i kilka ścianek - tamten dom nagle znika. Nie pytaj mnie jak. Nie mam pojęcia jak z pozoru solidna konstrukcja może po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Grunt, że zostajesz z tymi fundamentami i tymi kilkoma ścianami i zdajesz sobie sprawę, że twoja inspiracja zniknęła. A ty właściwie nie masz pojęcia o budowaniu domów. Nie wiesz, jak skończyć i nie wiesz, co zrobić z tym, co do tej pory powstało. Wiesz tylko tyle, że nie chcesz żadnego innego domu. Odkąd zobaczyłeś tamten, nie interesują Cię żadne podróbki ani podobne projekty. Chciałeś tamten dom. I już nigdy nie będziesz tą samą osobą. Pewna część ciebie zmieniła się na dobre i już zawsze będzie szukać tamtego wzoru. I jedyne, o czym teraz myślisz, to że mogłeś wcale nie wychodzić na ten spacer...

niedziela, 2 lutego 2014

Help me find it

Każdy kolejny semestr studiów, każda sesja wzbogacają mnie o nowe umiejętności i doświadczenia. I tak oto w tym semestrze opanowałam już do perfekcji docieranie z dwoma filiżankami kawy (lub wg D. - wiaderkami kawy) z naszej kuchni na czwartym piętrze, do pokoju do nauki znajdującego się na parterze, bez rozlewania połowy ich zawartości na schodach i korytarzach. Największą przeszkodę stanowiły jak do tej pory 4 pary ciężkich przeciwpożarowych drzwi - otwierające się na zmianę "do" i "od" siebie. Ale odkąd opanowałam technikę otwierania ich łokciami, kostkami i brodą - następnym krokiem będzie pewnie udział w jednym z tych japońskich teleturniejów, w których zawodnicy muszą pokonywac kretyńskie tory przeszkód na czas.

Moja siłownia z powrotem stała się koedukacyjna - odkąd salę "dla kobiet" zamieniono na salę z dziwną konstrukcją linek, rurek i ciężarków, połączonych w jedną całość. Jakas nowoczesna metoda ćwiczeń i strechingu, której nikt nie rozumie, więc sala stoi pusta. Musiałam przełamać się i zacząc ćwiczyć na dużej sali, ze wszystkimi.
Zaleta: niewątpliwie poprawiło to motywację i wydajność obu płci
Wada: za każdym razem muszę zmieniać wysokośc krzesełek i obiążenie. Z 50kg na 10kg - i wtedy czuję się conajmniej głupio.