czwartek, 26 września 2013

Słówko na dziś: Hochschulzugangsberechtigung

W niemieckim akademiku:
- A ty skąd jesteś?
- Z Niemiec.
- Naaaprawdę! Nareszcie poznałam jakiegoś Niemca!

Bo w niemieckim akademiku wszyscy mówią po hiszpańsku. Na lekcjach niemieckiego również. I na korytarzu. I w stołówce. I w metrze. He empezado a aprender español!

 ***

Zakochałam się w salsie. I w tango. I w południowoamerykańskich chłopakach. W ich ruchach, poczuciu rytmu, sposobie prowadzenia partnerki, naturalnej bezpośredniości i przełamywaniu barier. W ich komplementach i gestach. W ich południowoamerykańskim temperamencie. 

- Tacy już jesteśmy. Uwielbiamy prawić kobietom komplementy. Uwielbiamy zachowywać się jak prawidziwi gentlemani.
- A gdzie prawdziwi macho?
- Prawdziwi macho powinni być jednocześnie prawdziwymi gentlemanami.

niedziela, 22 września 2013

Can you repeat your name again?

Polsko-włosko-chińskie rozmowy przy butelce wina i talii kart.
Francuskie tiramisu na kolację.
Polskie naleśniki na śniadanie.
Meksykańska salsa, tequila i bransoletki z muliny.
Niemieckie piwo, hiszpańskie drinki i argentyńska yerba mate.
Polskie przebieżki przez park i międzynarodowe imprezy do rana.
Czeska przewodniczka spod Śnieżki i polska nauczycielka niemieckiego. 
"Azoto" i "a co to?"Onomatopeja, serpentyna i bluza.
Imiona, których nie jestem w stanie wymówić. 
Meksykanie, którzy nie widzieli śniegu, widzieli za to czynny wulkan, a zamiast miejskich gołębi - mają miejskie papugi. I dżunglę.
Tydzień pełen wrażeń i nowości. Zapowiada się ciekawie :)

wtorek, 17 września 2013

Kali ukraść krowa, Kali mieć krowa.

Znam miejsca, które mimo upływu lat wciąż są dla mnie obce i niekomfortowe. Są też takie, w które wkomponowuję się płynnie i bezboleśnie - niemalże od razu. Otwieram rano oczy i nie dziwi mnie ani widok za oknem ani wnętrze mojego pokoju. Wszystko jest na swoim miejscu. Wszystko jest nowe, ale jakby znajome. Moje rzeczy perfekcyjnie wtopiły się w nowe otoczenie a ja siedząc z kubkiem porannej kawy w przeszklonej kuchni z widokiem na park, poczułam, że pasuję tu jak ulał.
Dobrze, że wciąż są wakacje. Siedzę więc z kawą i obserwuję z czwartego piętra ludzi spacerujących po parku z psami. Jadę metrem, nie spoglądając na zegarek. Włóczę się po centrum miasta, wchodząc do sklepu tylko dlatego, że spodobała mi się jego witryna. Piję wino i rozmawiam do późnej nocy, nie martwiąc się o to, że jutro muszę wcześnie wstać. Stopniowo, bez pośpiechu wdrażam się w nowe otoczenie i nowe zasady. A kiedy już zaaklimatyzuję się na dobre, mogę z powrotem brać się do roboty.

sobota, 14 września 2013

Reise fieber

Myślę, że to dobry znak - dzień przed wyjazdem spotkać Niemca, który zabłąkał się wczesnym rankiem w okolicy salonu kosmetycznego.

Myślę, że mogę być z siebie dumna - w ciągu ostatnich 48 godzin pobiłam rekord jednoczesnego pakowania, sprzątania, załatwiania spraw i żegnania się ze wszystkimi.

Myślę, że to najbardziej spontaniczny i nietypowy wieczór pożegnalny, w jakim uczestniczyłam. Myślę, że takie są najlepsze!

Myślę, że masz dobre pomysły. Będziemy zapisywać, przeżywać, kontemplować, korzystać. 

środa, 11 września 2013

Wygrywamy z San Marino!

Masowe pożegnania. Hurtowe ilości przytuleń i uścisków. Magazyny pękające w szwach od nadmiaru "powodzenia", "trzymaj się tam" i "na pewno przyjedziemy". Sprzedaż całusów na sztuki niedługo przestanie się opłacać - trzeba będzie pomyśleć o opakowaniach zbiorczych. Koniecznie z jakimś gratisem w zestawie. Może z kilkoma pożegnalnymi łzami? I pomyśleć, że za kilka dni trzeba będzie zwijać interes - akurat teraz, kiedy zaczyna być naprawdę dochodowy.

***

Poranki takie jak ten mają swój specyficzny urok. Dzień rozpoczęty takim porankiem można bez wyrzutów sumienia spisać od razu na straty. Wypić kolejną kawę i zaraz potem zapaść w kolejną drzemkę. Odłożyć sprzątanie na później, na rzecz wegetowania przed monitorem z nostalgiczną muzyką w tle.
Naprawdę rozmawialiśmy o systemach informatycznych w dynamicznej analizie decyzyjnej? Naprawdę o szóstej nad ranem??

wtorek, 3 września 2013

Jaron znaczy szczęśliwy

Zaszyłam się w najgłębszym kącie cofeeheaven. W. wciąż tkwiła w budynku naprzeciwko, wysyłając do mnie rozpaczliwe smsy. Pięciominutowe spotkanie przeciągnęło się do 1,5 godziny. Co zrobić? Zaszyta w przepastnym fotelu, z kubkiem najsłodszej kawy, jaką mieli, wyszłam samotnie na spotkanie nadciągającego kaca. Poranny kac jest jak przygodny kochanek. Nie pamiętasz jak, gdzie i kiedy położyłeś się spać, budzisz się rano i okazuje się, że nie jesteś w łóżku sam. Ale gorszy od porannego kaca, jest kac popołudniowy. To jakbyś obudził się rano dumny, że udało ci się uniknąć niezręcznego poranka z przygodnym kochankiem, a po południu znajdujesz swoje kompromitujące imprezowe zdjęcia w sieci - tak wygląda popołudniowy kac. Czułam, jak nadciąga. Wiedziałam, że w miękkim fotelu, z kubkiem słodkiej kawy jestem w stanie stawić mu czoła. Sms od A. dodatkowo podniósł moje morale przed ostatecznym starciem: "Ależ u Ciebie na tych babskich wieczorach jest fajnie". Aut vincere, aut mori.