środa, 28 maja 2014

Wach. Wahr? Wahn?

9 kg na moich rękach. I ogromne błękitne, nieufne oczy. Uśmiech, na który trzeba sobie zasłużyć.
"Przyzwyczajaj się".

***

- Panie doktorze, to jak to jest z tymi lekami? Jaka jest standardowa dawka? I do ilu można ją zwiększyć?
- Kolego, medycyna jest jak gotowanie zupy. Niby masz jakiś przepis, że trzeba dodać szczyptę soli. Więc dodajesz i próbujesz. I najwyżej dodajesz jeszcze trochę. A potem trochę pieprzu. A potem wpadasz na pomysł, żeby dodac coś jeszcze. I za którymś razem wyjdzie ci idealna zupa.

***

"Zapiszę sobie tą datę w kalendarzu. 23.05.2014 o godzinie 12:37 siedziałem z tobą w kawiarni i rozmawialiśmy, a potem poszlismy uczyć się do biblioteki". Za 5 lat dokładnie 23.05.2019 o tej samej godzinie zadzwonie do ciebie, zapytam co teraz robisz i przypomnę ci co robiłaś wtedy."

"Bo wie pan, moja pierwsza żona była z Rosji, a drugą poznałem na deptaku - przyjechała tutaj z Havany. Widzi pan podobieństwo? Sytuacji politycznej, historii? Wie pan, ja dużo podróżuję, moje życie składa się z punktów, które w pewien sposób łączą się ze sobą. Ja tworzę sieć. Taki trochę facebook, wie pan."

***

Wiesz, lubię te moje prywatne koncerty, twój podkład muzyczny do moich notatek i książek porozkładanych po całym biurku. Lubię tak zasypiać. Może kiedyś Ci to powiem. Może kiedyś się nauczę.


środa, 21 maja 2014

Z gitarą w tle

Kupiłam sobie męskie spodenki do biegania. Bo były tańsze niż damskie. I miały śliczny, dziewczęcy, różowy kolor. I króciutki, dziewczęcy krój. Tylko jakby trochę za dużo materiału z przodu - w sumie nie wiem po co.

Quo vadis Mundi?

niedziela, 18 maja 2014

O gołębiu, który miał w życiu dużo szczęścia

Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem, dlaczego akurat drzwi i ściany publicznych toalet są miejscem uwieczniania tak wielu miłosnych wyznań i deklaracji. Nie wiem, czy chcę, by kogokolwiek kiedykolwiek naszła myśl, że mnie kocha, właśnie podczas wizyty w publicznej toalecie - myśl tak silna i nieodparta, że aż wymagająca uwiecznienia jej na ścianie bądź drzwiach przy pomocy markera/ scyzoryku.

Nie wiem też, dlaczego akurat dziecięcy plac zabaw i dwie huśtawki stały się najlepszym miejscem na nasze poważne rozmowy - o życiu, przyjaźni, odnajdywaniu wewnętrznej siły i poznawaniu samego siebie.

To się chyba nazywa paradoksem. Albo antynomią. A może już paralogizmem?

Najlepszym przykładem z dzisiejszego poranka jest pan płynący łódką tył na przód i wiosłujący przy tym złą stroną wioseł. Widocznie tak mu było wygodniej, bo pływał nam przed nosem dobrą godzinę. Paradoksy. Nie zrozumiem, ale czasem po prostu ułatwiają życie.

wtorek, 13 maja 2014

Kolega z pracy

- Uśmiechnij się. Ale nie w ten sposób! Zawsze uśmiechasz się do zdjęć tak, jakbyś była zawstydzona, że się uśmiechasz. Tak też nie! Teraz masz minę pod tytułem: "długo jeszcze muszę się uśmiechać, to boli?".
Co poradzę? Nie przepadam za zdjęciami. Mam swoje własne sposoby zatrzymywania i kolekcjonowania wspomnień. Ty szukasz aparatem zieleni w moich oczach, ja szukam przymiotników trafnie opisujących świat wokół. Układam zdania, hasła, nazywam i nadaję tytuły, dzielę na rozdziały:

Ciemny, przemoczony, wietrzny Dortmund nocą. Cisza i pustka wokół mnie, kłębowisko myśli i emocji we mnie. I pijaczek, który kłaniał mi się nisko przez szybę. I duży zegar, który strasznie wolno odmierzał czas.
Kawa, którą wylałam sobie w całości na spodnie i rękę - nie zdążyłam jej nawet wcześniej spróbować.
"Wyglądasz jak duch" i "jak się masz, kochanie?"
Rozmowy dorosłych i gry... nie dla dzieci. Mięciutki pluszowy kot i kubek, w którym właśnie stygnie mi kawa. I książeczka o Zuzi, która rysuje obrazek.
Włosy poklejone lodami i kolejny beznadziejny film.
Pierogi z keczupem - profanacja! I zgubiona w lesie karta, za którą biegaliśmy w deszczu.
A potem twoja czarna koszula i białe skarpetki. I mój czarny but, który zgubiłam gdzieś po drodze do domu. Prawie jak w "Kopciuszku". Tylko dobrej wróżki i wspólnego tańca zabrakło. No i pantofelek też się nie znalazł.
Z. z kawałkiem zamrożonej kiełbasy przy łuku brwiowym i tosty o czwartej nad ranem, które najpierw lądowały po kolei na podłodze, a potem dopiero na talerzu.
Lodowe spaghetti w przeszklonej kawiarni w czasie ulewy, setka zdjęć i film o stulatku w malutkiej, klimatycznej sali kinowej.
Noc na podłodze i autobus, który przepadł. "Düsseldorf airport" i "Don't cry E.".
Wracałam zatłoczonym pociągiem do domu i miałam wrażenie, że zaraz utoniemy w tej ulewie za oknem. Wiatr zepsuł mi parasol, potargał włosy, deszcz przemoczył papierową torbę, w której niosłam letnią, plażową sukienkę - o ironio!
Ot, kolejny rozdział wspomnień, moja prywatna mapa myśli. Pamięciowe "snapshots" i "selfies". Zlajkujesz? 

czwartek, 8 maja 2014

DJ Akwarium

Najlepszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam:

"Wiesz, czasem czuję się jak taki mały robot - który pracuje, pracuje i po pewnym czasie kończą mu się siły. I wtedy ty jesteś... nie obraź się za określenie...takim moim akumulatorem. Zawsze mówisz coś takiego, co daje mi z powrotem energię i motywację." 

środa, 7 maja 2014

2 dni

Znalazłam Z. siedzącą samą w kuchni, nad nadgryzioną kanapką z serem, z miną zbitego psa i z telefonem przy uchu. Nawet na mnie nie spojrzała, ze wzrokiem wbitym w kanapkę wyszeptała tylko parę pełnych żalu słów do telefonu. Nie musiałam nawet pytać, kto jest po drugiej stronie. W tej deszczowej, mokrej, szarej kuchennej scenerii wyglądała naprawdę przygnębiająco. Postawiłam jej kilka truskawek koło nadgryzionej kanapki i wróciłam z powrotem do pokoju. 
Tęsknota to takie podłe, zdradliwe i niewdzięczne stworzenie. Bardzo szybko przeradza się w rozgoryczenie i żal. Niby nic wielkiego. Żadnych poważnych, konkretnych dolegliwości. Konkretne dolegliwości są lepsze - jak wiadomo gdzie boli to z reguły wiadomo co z tym zrobić. Gorzej, gdy mamy do czynienia z bliżej nieokreślonym, przewlekłym choć niezbyt nasilonym uczuciem dyskomfortu. Ani to właściwie opisać, ani zdiagnozować, ani wyleczyć. Nic nie boli, ale coś przeszkadza. Niby wszystko w porządku, ale czegoś brakuje. A my przyzwyczailiśmy się przecież, że nawet problem łamliwych paznokci można rozwiązać, połykając magiczną tabletkę.  Niewłaściwie potraktowana tęsknota zaczyna więc produkować złe emocje, skutkuje utratą nastroju i depresją. Błędne koło mające swój początek gdzieś nad nadgryzioną kanapką z serem. 
I tak sobie myślę, że jedynym sposobem jest potraktować tęsknotę nie względem teraźniejszości, ale przeszłości i przyszłości. Nie skupiać się na dolegliwościach. Ale na przyczynach. Bo skoro tęsknota pojawiła się teraz, to znaczy, że w przeszłości wydarzyło się coś pozytywnego, za czym teraz tęsknimy. I że w przyszłości pewnie znów wydarzy się coś dobrego, tęsknota nie trwa przecież wiecznie. Wiadomo, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Mam tylko nadzieję, że te truskawki koło kanapki z serem natchną Z. do podobnych przemyśleń. Tym bardziej, że za oknem znowu świeci już słońce. 

sobota, 3 maja 2014

Puppa

Wróćmy więc do punktu wyjścia: Jestem introwertykiem. Oddaję energię. A w ramach bycia "ecofriendly", odnalazłam dzisiaj nowe, potężne, przyjazne dla środowiska i 100% odnawialne źródło tej mojej wewnętrznej energii. Ktoś kiedyś był na tyle sprytny i przyszłościowy, że wyposażył mnie w dodatkowy, bardzo nowoczesny akumulator. A ja... jak to ja - zgubiłam gdzieś instrukcję, pewnie nawet do niej nie zajrzałam, nie cierpię czytać instrukcji. I jakoś radziłam sobie przez tyle lat, używając tylko kilku podstawowych funkci, bojąc się wypróbować tych bardziej zaawansowanych.  Aż do dzisiaj nie miałam pojęcia o moich możliwościach tak łatwego i szybkiego wytwarzania i magazynowania ogromnych pokładów energii. Energii cieplnej. Elektrostatyka i elektrodynamika zawsze były dla mnie czarną magią. Z termodynamiki jeszcze co nieco rozumiałam. Więc niech będzie cieplna. Mam nadzieję, że uda mi się poradzić sobie z jej właściwym magazynowaniem i rozdysponowaniem. W razie problemów, bądź proszę gdzieś w zasięgu ręki. Lepiej niż ja znasz się na elektrotechnice, bateriach, akumulatorach i energii.