Skończyłam książkę. Zamknęłam i położyłam na kolanach. I zapadła cisza. Podniosłam wzrok, rozejrzałam się po pokoju. Cisza, białe ściany, milcząca gitara w kącie, milczący A. przy komputerze. Podniosłam książkę z kolan. Otworzyłam jeszcze raz na ostatniej stronie. I co? I już? Naprawdę koniec? Wszystkie literki przeczytane? I co teraz? Co zrobić z tą ciszą?
niedziela, 20 marca 2016
czwartek, 17 marca 2016
Trashroom
Siedzieliśmy w super-bio-vega-organicznym-barze chłepcząc bio-fit-vega-organiczną zupę z pieczonej marchewki z dodatkiem kokosa, imbiru, czerwonego pieprzu i czegoś jeszcze. Cokolwiek to było, na pewno było zdrowe-fit-bio-cud-miód-malina. Najlepszą reklamą owej zupy byli zresztą sami właściciele baru - radosna, energiczna parka pod sześćdziesiątkę w trampkach i plecionych bransoletkach na nadgarstkach. Na pewno jedli taką zupę codziennie!
Ku naszemu zdumieniu słońce wciąż trzymało się kurczowo nieba, obdarowując nas jeszcze odrobiną różowego światła. Miło z jego strony. Dzięki temu miałam wrażenie jakbym wyszła z pracy wyjątkowo wcześnie i miała jeszcze przed sobą całe popołudnie.
W nagłym przypływie romantyzmu (który również przypisuję działaniu tej szamańskiej zupy), pomyślałam sobie jak dobrze mieć Cię u boku, jak wiele energii i siły mi dodajesz. Grunt to umieć spożytkować tą energię właściwie. Nie latać jak ćma wokół zapalonej żarówki, tracąc tylko siły na latanie w kółko. Podlecieć, ogrzać się i z błyskiem w oczach odlecieć by być silną i odważną ćmą. Drogę do żarówki znajdę przecież zawsze z powrotem, jej światło widać dobrze nawet z daleka. Gdy wrócę mogę opowiedzieć o wszystkich moich przygodach i sukcesach. Po to dajesz mi przecież siłę. Żebym mogła być silna. Nie zależna. Rozumiesz? Nie? To zjedz jeszcze trochę zupy...
Ku naszemu zdumieniu słońce wciąż trzymało się kurczowo nieba, obdarowując nas jeszcze odrobiną różowego światła. Miło z jego strony. Dzięki temu miałam wrażenie jakbym wyszła z pracy wyjątkowo wcześnie i miała jeszcze przed sobą całe popołudnie.
W nagłym przypływie romantyzmu (który również przypisuję działaniu tej szamańskiej zupy), pomyślałam sobie jak dobrze mieć Cię u boku, jak wiele energii i siły mi dodajesz. Grunt to umieć spożytkować tą energię właściwie. Nie latać jak ćma wokół zapalonej żarówki, tracąc tylko siły na latanie w kółko. Podlecieć, ogrzać się i z błyskiem w oczach odlecieć by być silną i odważną ćmą. Drogę do żarówki znajdę przecież zawsze z powrotem, jej światło widać dobrze nawet z daleka. Gdy wrócę mogę opowiedzieć o wszystkich moich przygodach i sukcesach. Po to dajesz mi przecież siłę. Żebym mogła być silna. Nie zależna. Rozumiesz? Nie? To zjedz jeszcze trochę zupy...
piątek, 11 marca 2016
Kreditkartenautorisierungsformular
- Jak to się właściwie nazywa po angielsku? Po polsku mówimy "łamańce językowe"
- Po angielsku i po hiszpańsku "wykręcacze językowe". Tylko na polskim możesz złamać sobie język.
***
- Skąd masz tego kwiatka?
- Dostałam w szpitalu.
- Czemu? Od kogo?
-... Dzisiaj jest Dzień Kobiet!
- Tak? A to jakaś nowa moda?
- Nie... to międzynarodowe święto... jak Dzień Dziecka.
Kilka minut w gęstej ciszy. A. po namyśle wstaje, podchodzi i daje mi buziaka w czoło.
- Hm... no to gratulacje... że jesteś kobietą...
<kurtyna>
Subskrybuj:
Posty (Atom)