A. zapytała mnie, czy uważam, że jesteśmy już stare. Że pewne rzeczy już nie wrócą, że przegapiłyśmy jakiś etap. I gdyby nie fakt, że akurat płynęłyśmy żabką przez środek jeziora, pewnie postukałabym ją palcem w czoło. Nigdy wcześniej nie bawiłam się tak dobrze, nie spałam tak spokojnie, nie trzymałam pleców tak prosto i nie śmiałam się tak głośno.
Weekend u K. przerósł moje najśmielsze oczekiwania. 3 dni pełne wrażeń. Atrakcje, które mogę z dumą wpisać na listę "done" z pominięciem listy "must do":
Prowadziłam wóz strażacki! Całe trzy metry w przód i trzy metry na wstecznym, ale mniejsza o szczegóły. Liczy się sam fakt odpalenia silnika, dosięgnięcia nogą sprzęgła i wbicia pierwszego biegu. No i pisk G. z tylnego siedzenia. Bezcenne.
Zapakowałam się w pełny strój strażaka - wielki, ciężki przesiąknięty potem i dymem. "No teraz to was tylko po sandałach rozpoznaję"
Bawiłam się na prawdziwym śląskim Polterabend - na zbitym z desek parkiecie udało mi się rozkleić obie podeszwy, podlać wódką pobliski żywopłot i nie zgubić strażackiej czapki.
Skakałam na trampolinie, która nocą stała się naszym obserwatorium spadających gwiazd. "Jak myślisz, powinnam patrzeć się stale w jeden punkt, czy obserwować całe niebo, żeby było większe prawdopodobieństwo?"
Tańczyłam do muzyki z telefonu G., wracając nocą z kręgielni przez puste, wiejskie ulice. "Ej, A. wstawaj z asfaltu. Tu moja ciocia mieszka".
Pobiłam rekord w najszybszym powrocie do brzegu rowerkiem wodnym. Dopingowane przez stado końskich much, pedałowałyśmy, jakbyśmy walczyły o żółtą koszulkę w tour de france.
Dzięki, K.!
Weekend u K. przerósł moje najśmielsze oczekiwania. 3 dni pełne wrażeń. Atrakcje, które mogę z dumą wpisać na listę "done" z pominięciem listy "must do":
Prowadziłam wóz strażacki! Całe trzy metry w przód i trzy metry na wstecznym, ale mniejsza o szczegóły. Liczy się sam fakt odpalenia silnika, dosięgnięcia nogą sprzęgła i wbicia pierwszego biegu. No i pisk G. z tylnego siedzenia. Bezcenne.
Zapakowałam się w pełny strój strażaka - wielki, ciężki przesiąknięty potem i dymem. "No teraz to was tylko po sandałach rozpoznaję"
Bawiłam się na prawdziwym śląskim Polterabend - na zbitym z desek parkiecie udało mi się rozkleić obie podeszwy, podlać wódką pobliski żywopłot i nie zgubić strażackiej czapki.
Skakałam na trampolinie, która nocą stała się naszym obserwatorium spadających gwiazd. "Jak myślisz, powinnam patrzeć się stale w jeden punkt, czy obserwować całe niebo, żeby było większe prawdopodobieństwo?"
Tańczyłam do muzyki z telefonu G., wracając nocą z kręgielni przez puste, wiejskie ulice. "Ej, A. wstawaj z asfaltu. Tu moja ciocia mieszka".
Pobiłam rekord w najszybszym powrocie do brzegu rowerkiem wodnym. Dopingowane przez stado końskich much, pedałowałyśmy, jakbyśmy walczyły o żółtą koszulkę w tour de france.
Dzięki, K.!
Normalnie nie wiem co powiedzieć, tak bardzo mi zależało żeby ten weekend sprawił wam duuużo radości, zabawy i niezapomnianych wspomnień i chyba się udało, nawet nie wiesz jak bardzo cieszą mnie wasze słowa, w takim razie weekend trzeba powtórzyć bezwzględnie! Dodam tylko że udany wypad zawdzięczamy w 90% uczestnikom!
OdpowiedzUsuń"dringo" brzmi jak DRINO :D
UsuńHaha! Nice one!
Usuń