niedziela, 14 lutego 2016

Chewbacca

Walentynkowy wieczór. A. wcina w kuchni kanapkę na stojąco. Przychodzę do niego - w jednej ręce dymiące żelazko, w drugiej moja najlepsza satynowa koszulka nocna z wypaloną pośrodku dziurą.
- O nie... ale po to co prasowałaś?
- Żeby ładnie wyglądać!
- Może tego się nie prasuje...
- Zawsze prasowałam! Ale porządnym żelazkiem! Zobacz jakie to jest podrapane i zardzewiałe! Musimy kupić nowe. I nową piżamkę dla mnie...
- Nie martw się. To żelazko i tak chciałem wyrzucić. Kosztowało jakieś 3 euro.
- A to spoko. Piżamka tylko 10 razy więcej... - dramatycznym gestem wrzucam ją do kosza na śmieci.
-Mhm... a tak przy okazji to ładnie pachniesz. - płynne zagranie. Nieźle.
- Dzięki. Ty pachniesz jak... szynka z jalapeño.
- No! Jak prawdziwy meksykanin w walentynki!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz