Nigdy nie rozmawialiśmy rano. W czasach, kiedy jeszcze T. regularnie podrzucał mnie samochodem - najpierw na Nankiera - w drodze na Traugutta, potem na Kruczą - w drodze na Weigla. 20 minut milczenia z polityczno-gospodarczym bełkotem radia Tok FM w tle. Nie, nie przeszkadzało mi to milczenie. Tylko trochę żal mi było T. Myślami był już dawno w pracy i chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy, jego mimika i ręce odgrywały już mające dopiero nastąpić rozmowy, decyzje i sytuacje. Nie chciałam przeszkadzać w tym mentalnym przygotowaniu, udawałam, że nie widzę, jak marszczy brwi, sznuruje usta i bębni palcami w kierownicę.
I chociaż w studenckim życiu zaczyna doskwierać monotonia i bezsensowność niektórych zajęć, brak zaangażowania ze strony prowadzących i ciągły niedobór nowych wyzwań i możliwości zrobienia czegoś samodzielnie - pewnie zatęsknię za nim szybko, kiedy okaże się, że zamiast porannej porcji muzyki na cały regulator, potrzebuję ciszy, skupienia przed całym dniem podejmowania trudnych i odpowiedzialnych decyzji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz