czwartek, 21 lutego 2013

Runny nose

Zgubiłam czapkę. A w sklepach nie uświadczysz już zimowych ciuchów. Na dworze -5 stopni, w galeriach  wiszą już szorty i wiosenne sukieneczki. Wybrałam sobie najgorszy moment na zgubienie czapki. Zarzuciłam na głowę jedną pętlę szalika. Prowizorka, ale niech będzie. Chwilę później wyminął mnie chłopiec w białym fartuchu i szpitalnych butach. "zimno?" uśmiechnął się. "zimno mi jak na ciebie patrzę".

Spektakl? Dobry. Nie rewelacyjny. Ale dobry. Może faktycznie jesteśmy jeszcze "za młodzi". Może i dobrze. 70 minut tuż pod sceną, z ciepłem Twojej ręki na moim kolanie. I chociaż drażniła mnie mimika "Lisy" i chociaż pani obok ciągle chichotała w najmniej oczekiwanych momentach, kilkakrotnie coś ukłuło  głęboko na dźwięk wypowiedzianych kwestii. Ktoś wreszcie nazwał trafnie to, co w mojej głowie jest tylko garścią myśli zaczynających się od "a z drugiej strony...". Wypowiedział na głos najskrytsze obawy a zarazem podbudował i uspokoił.

(...)"   Nie chcesz już ze mną żyć, ponieważ ze mną żyjesz. Nie jestem już twoją ucieczką, jestem twoim więzieniem, obijasz się o mnie, znosisz mnie."

(...)" „Mieć” zaufanie. Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem. Chciałabyś, żeby miłość do­wiodła ci, że is­tnieje. Nie tędy dro­ga. To ty masz do­wieść, że istnieje."

(...)" Kochać to znaczy mieć tę wyt­rzy­małość, która poz­wa­la przechodzić przez wszys­tkie sta­ny, od cier­pienia do ra­dości, z tą samą intensywnością."

1 komentarz:

  1. O, to ten spektakl brzmi w sumie nieźle, czemu mówisz, że taki sobie?

    OdpowiedzUsuń