Zgubiłam czapkę. A w sklepach nie uświadczysz już zimowych ciuchów. Na dworze -5 stopni, w galeriach wiszą już szorty i wiosenne sukieneczki. Wybrałam sobie najgorszy moment na zgubienie czapki. Zarzuciłam na głowę jedną pętlę szalika. Prowizorka, ale niech będzie. Chwilę później wyminął mnie chłopiec w białym fartuchu i szpitalnych butach. "zimno?" uśmiechnął się. "zimno mi jak na ciebie patrzę".
Spektakl? Dobry. Nie rewelacyjny. Ale dobry. Może faktycznie jesteśmy jeszcze "za młodzi". Może i dobrze. 70 minut tuż pod sceną, z ciepłem Twojej ręki na moim kolanie. I chociaż drażniła mnie mimika "Lisy" i chociaż pani obok ciągle chichotała w najmniej oczekiwanych momentach, kilkakrotnie coś ukłuło głęboko na dźwięk wypowiedzianych kwestii. Ktoś wreszcie nazwał trafnie to, co w mojej głowie jest tylko garścią myśli zaczynających się od "a z drugiej strony...". Wypowiedział na głos najskrytsze obawy a zarazem podbudował i uspokoił.
(...)" Nie chcesz już ze mną żyć, ponieważ ze mną żyjesz. Nie jestem już twoją
ucieczką, jestem twoim więzieniem, obijasz się o mnie, znosisz mnie."
(...)" „Mieć” zaufanie. Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś,
co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem. Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje."
(...)" Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić
przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą
intensywnością."
O, to ten spektakl brzmi w sumie nieźle, czemu mówisz, że taki sobie?
OdpowiedzUsuń