" Czemu nic nie piszesz? Nic się nie dzieje?".
Wręcz przeciwnie. Dzieje się. I to dużo. Zdecydowanie za dużo by relacjonować na bieżąco. Potrzeba mi było odrobiny dystansu czasowego, rozmowy z M. przy niskobudżetowej opcji kawy i wreszcie ciszy mojego mieszkanka, żeby nazwać i uporządkować wszystkie symptomy, oddzielić je od skutków ubocznych i poszukać patogenezy całego procesu. Prostej, banalnej zależności. Im więcej nowych wrażeń, doznań, emocji i doświadczeń kumulujesz w sobie; im bardziej otwierasz się na świat i różne jego warianty, tym bardziej czujesz się w tym procesie osamotniony. Tym mniej osób, które słuchają ze zrozumieniem. Które chcą słuchać. Twoich przemyśleń. Twojego zachwytu i zdumienia.
Czy mi z tym źle? Nie! Wręcz przeciwnie. Tym razem obejdzie się bez leczenia. Chłonę łapczywie nowe, nieznane i niezdefiniowane barwy, eksperymentuję i mieszam je w sobie. A im więcej tych barw i kombinacji jest we mnie, tym bledszy wydaje się wszystko dookoła. Brutalnie logiczne. H. twierdzi, że wreszcie, jak upośledzone względem rówieśników dziecko, wkroczyłam w fazę buntu. A ja czuję, że to raczej faza samodzielności i samookreślenia. Tak czy siak dobrze mi w niej. Ciekawiej niż zwykle.
Wręcz przeciwnie. Dzieje się. I to dużo. Zdecydowanie za dużo by relacjonować na bieżąco. Potrzeba mi było odrobiny dystansu czasowego, rozmowy z M. przy niskobudżetowej opcji kawy i wreszcie ciszy mojego mieszkanka, żeby nazwać i uporządkować wszystkie symptomy, oddzielić je od skutków ubocznych i poszukać patogenezy całego procesu. Prostej, banalnej zależności. Im więcej nowych wrażeń, doznań, emocji i doświadczeń kumulujesz w sobie; im bardziej otwierasz się na świat i różne jego warianty, tym bardziej czujesz się w tym procesie osamotniony. Tym mniej osób, które słuchają ze zrozumieniem. Które chcą słuchać. Twoich przemyśleń. Twojego zachwytu i zdumienia.
Czy mi z tym źle? Nie! Wręcz przeciwnie. Tym razem obejdzie się bez leczenia. Chłonę łapczywie nowe, nieznane i niezdefiniowane barwy, eksperymentuję i mieszam je w sobie. A im więcej tych barw i kombinacji jest we mnie, tym bledszy wydaje się wszystko dookoła. Brutalnie logiczne. H. twierdzi, że wreszcie, jak upośledzone względem rówieśników dziecko, wkroczyłam w fazę buntu. A ja czuję, że to raczej faza samodzielności i samookreślenia. Tak czy siak dobrze mi w niej. Ciekawiej niż zwykle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz