Obierałam pomarańcze na sałatkę owocową. Sok lał mi się po rękach, pryskał na kuchenny blat i podłogę. Obok A. kroił kiwi, siejąc przy tym znacznie mniejsze spustoszenie.
- Podzielę się z tobą moim postanowieniem noworocznym. Będę pracować nad swoimi emocjami. Żeby one nie pracowały nade mną. Rozumiesz? Żebym to ja trzymała kontrolę a nie one. Żeby nie popadać w skrajności i nie być tak labilną. Żeby mieć w sobie więcej spokoju i radości. Niezależnie od tego, jak mi minął dzień. Mówię ci to po to, żebyś kopnął mnie w tyłek, kiedy zobaczysz, że idę w dokładnie odwrotnym kierunku.
Nie kopnął. Nie wrócił jeszcze z pracy. Wróci pewnie późno, zmęczony. Z głową pełną swoich problemów i zmartwień. W zasadzie wystarczy, że się przytuli na dobranoc. Od jutra będę silna.
- Podzielę się z tobą moim postanowieniem noworocznym. Będę pracować nad swoimi emocjami. Żeby one nie pracowały nade mną. Rozumiesz? Żebym to ja trzymała kontrolę a nie one. Żeby nie popadać w skrajności i nie być tak labilną. Żeby mieć w sobie więcej spokoju i radości. Niezależnie od tego, jak mi minął dzień. Mówię ci to po to, żebyś kopnął mnie w tyłek, kiedy zobaczysz, że idę w dokładnie odwrotnym kierunku.
Nie kopnął. Nie wrócił jeszcze z pracy. Wróci pewnie późno, zmęczony. Z głową pełną swoich problemów i zmartwień. W zasadzie wystarczy, że się przytuli na dobranoc. Od jutra będę silna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz