Wezwałam na dywanik Ministra ds Mojego Zdrowia i Samopoczucia.
- Zdaje pan sobie sprawę, jak wiele strat poniosłam przez pana niedopatrzenia? Chyba nie muszę tłumaczyć, jak ważny był dla mnie tamten wyjazd? Szykowałam się do niego tyle czasu... a teraz proszę - siedzę tu z panem pośród zasmarkanych chusteczek, pustych opakowań po lekach i nie mam nawet siły, żeby zabrać się za cokolwiek innego i wykorzystać ten stracony czas na coś choć odrobinę pożytecznego. Co ma pan na swoje usprawiedliwienie?
- Zapewniam panią, że nasze ministerstwo pracuje na najwyższych obrotach. Wciąż namierzamy i identyfikujemy wroga. Wygląda na to, że to profesjonalista, złamał naszą pierwszą linię obrony, a teraz jest niewidoczny dla przeciwciał, wciąż nie możemy odpowiednio uzbroić się przeciwko niemu.
- Proszę uruchomić wszystkie dostępne siły, to sprawa najwyższej wagi! Jutro chcę już czuć się lepiej i zabrać się w końcu za zaległości. A teraz przepraszam pana, pójdę się jeszcze zdrzemnąć... Ah, panie ministrze! Mam nadzieję, że zdaje pan sobie sprawę, że pana kolejna porażka nie wchodzi w grę? W przeciwnym razie będę nalegać na pana niezwłoczną dymisję. Zbyt dużo tracę na pana niekompetencji. To wszystko. Dobranoc panu.
Zwolnij gnoja. Wtrąć do lochu.
OdpowiedzUsuń