- I co? Będziemy tam codziennie jeździć po chleb? A co, jak w pobliżu nie będzie żadnego sklepu?
- Co ty! Wiesz ile tam chleb kosztuje? Chleb będzie tylko okazjonalnie!
- To co będziemy jedli na śniadanie?? Sam pasztet??!
- No tak.
- Łyżką prosto z puszki??!
- Co? Już nie chcesz jechać?
- Nie zjem samego pasztetu. Kupię sobie swój własny, prywatny słoik nutelli. Nutellę mogę jeść łyżką ze słoika.
- No ciekawe gdzie go zmieścisz.
- Ale jak to? Pasztet z puszki przez miesiąc?
- Dobra, żartuję, będziemy tam kupować jakiś chleb.
Kupiłam namiot. Miał się łatwo rozkładać i składać. Rozłożył się faktycznie łatwo. Przerosło mnie jednak złożenie go z powrotem. Po przestudiowaniu obrazkowej instrukcji i kilku tutoriali na youtube pt: "składanie namiotu quechua dla opornych idiotów" ostatecznie się poddałam i poszłam szukać pomocy u H. Jej zajeło to 20 sekund bez zaglądania do instrukcji. Wniosek? Albo jestem stworzona do wyższych celów niż składanie namiotu albo studia zrobiły ze mnie debila, który umie tylko znaleźć informację, sprawdzić jej wiarygodność w kilku innych źródłach, zakuć na pamięć, ale wciąż nie potrafi wykorzystać swojej wiedzy w życiu codziennym.
Tak.
OdpowiedzUsuńJedziesz na Łudstok?
OdpowiedzUsuńH. jedzie.
OdpowiedzUsuń