Tak oto kończą się wakacje - o 5.00 nad ranem w ciszy i ciemności wyciągam z szafy zimowy płaszcz i szykuję sobie kawę na drogę. Wychodzę po cichu i szerokim łukiem obchodzę ciemny, pusty park. Tym razem nie pójdę na skróty. Metro, dworzec, autobus, deszcz. Gdy docieram do szpitala jest jeszcze ciemno. Gdy wracam - zaczyna ściemniać się z powrotem. Z nowym nabytkiem w postaci chirurgii niejakiego pana Müllera, wracam do pokoju wykończona i dumna z siebie. Tak, rozmawiałam z pacjentami. Tak, po niemiecku! Tak, na dzisiaj mam już dość. I... tak, muszę jeszcze zapoznać się z tym, co pan Müller napisał w swojej książce... po niemiecku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz