Nad naszymi głowami zaświeciła się kontrolka "zapiąć pasy" i samolot zanurzył się płynnie w warstwę szaro-fioletowych chmur. Zawsze dziwi mnie, jak nieprzyjemne, głośne i szorstkie jest przebijanie się przez te z pozoru delikatne, miękkie obłoczki. Na kilka długich minut straciłam zupełnie z oczy skrzydło samolotu i nagle z mgły wyłonił się szary, zmarznięty i wietrzny Wrocław. Tam na górze było tak słonecznie, pusto i cicho.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz