wtorek, 4 grudnia 2012

A mój miś na miód w uchu. I pewnie ma tam pszczoły.

Wychodząc rano, odsłoniłam rolety. Dopiero weszłam, i już muszę zasłonić je z powrotem. Ktokolwiek podbiera moją porcję światła i dnia, proszony jest o jej natychmiastowe zwrócenie!
Pakuję prezenty w przerwach między dermatologią a farmakologią. Słucham "Last Christmas" w drodze na zajęcia. Dzieci kichają i smarkają na mnie, kiedy bandażuje łapki ich chorym misiom. Ilekroć schodzę wieczorem do piwnicy, podchodzę do stojącej w kącie deski snowboardowej. Podnoszę, oglądam, odstawiam z powrotem. Codziennie rano z niepokojem spoglądam na jezdnię przez okno w sypialni. Uff... jeszcze nas nie zasypało. Mogę jechać spokojnie. Codziennie wieczorem pytam Cię, co przyniesie mi 6. grudnia święty Mikołaj. Codziennie zasypiam, zastanawiając się, co może być "większe od Myszy, bardzo użyteczne, częściowo plastikowe"...  

1 komentarz: