Znam miejsca, które mimo upływu lat wciąż są dla mnie obce i niekomfortowe. Są też takie, w które wkomponowuję się płynnie i bezboleśnie - niemalże od razu. Otwieram rano oczy i nie dziwi mnie ani widok za oknem ani wnętrze mojego pokoju. Wszystko jest na swoim miejscu. Wszystko jest nowe, ale jakby znajome. Moje rzeczy perfekcyjnie wtopiły się w nowe otoczenie a ja siedząc z kubkiem porannej kawy w przeszklonej kuchni z widokiem na park, poczułam, że pasuję tu jak ulał.
Dobrze, że wciąż są wakacje. Siedzę więc z kawą i obserwuję z czwartego piętra ludzi spacerujących po parku z psami. Jadę metrem, nie spoglądając na zegarek. Włóczę się po centrum miasta, wchodząc do sklepu tylko dlatego, że spodobała mi się jego witryna. Piję wino i rozmawiam do późnej nocy, nie martwiąc się o to, że jutro muszę wcześnie wstać. Stopniowo, bez pośpiechu wdrażam się w nowe otoczenie i nowe zasady. A kiedy już zaaklimatyzuję się na dobre, mogę z powrotem brać się do roboty.
Dobrze, że wciąż są wakacje. Siedzę więc z kawą i obserwuję z czwartego piętra ludzi spacerujących po parku z psami. Jadę metrem, nie spoglądając na zegarek. Włóczę się po centrum miasta, wchodząc do sklepu tylko dlatego, że spodobała mi się jego witryna. Piję wino i rozmawiam do późnej nocy, nie martwiąc się o to, że jutro muszę wcześnie wstać. Stopniowo, bez pośpiechu wdrażam się w nowe otoczenie i nowe zasady. A kiedy już zaaklimatyzuję się na dobre, mogę z powrotem brać się do roboty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz