wtorek, 3 września 2013

Jaron znaczy szczęśliwy

Zaszyłam się w najgłębszym kącie cofeeheaven. W. wciąż tkwiła w budynku naprzeciwko, wysyłając do mnie rozpaczliwe smsy. Pięciominutowe spotkanie przeciągnęło się do 1,5 godziny. Co zrobić? Zaszyta w przepastnym fotelu, z kubkiem najsłodszej kawy, jaką mieli, wyszłam samotnie na spotkanie nadciągającego kaca. Poranny kac jest jak przygodny kochanek. Nie pamiętasz jak, gdzie i kiedy położyłeś się spać, budzisz się rano i okazuje się, że nie jesteś w łóżku sam. Ale gorszy od porannego kaca, jest kac popołudniowy. To jakbyś obudził się rano dumny, że udało ci się uniknąć niezręcznego poranka z przygodnym kochankiem, a po południu znajdujesz swoje kompromitujące imprezowe zdjęcia w sieci - tak wygląda popołudniowy kac. Czułam, jak nadciąga. Wiedziałam, że w miękkim fotelu, z kubkiem słodkiej kawy jestem w stanie stawić mu czoła. Sms od A. dodatkowo podniósł moje morale przed ostatecznym starciem: "Ależ u Ciebie na tych babskich wieczorach jest fajnie". Aut vincere, aut mori.

1 komentarz: