niedziela, 2 lutego 2014

Help me find it

Każdy kolejny semestr studiów, każda sesja wzbogacają mnie o nowe umiejętności i doświadczenia. I tak oto w tym semestrze opanowałam już do perfekcji docieranie z dwoma filiżankami kawy (lub wg D. - wiaderkami kawy) z naszej kuchni na czwartym piętrze, do pokoju do nauki znajdującego się na parterze, bez rozlewania połowy ich zawartości na schodach i korytarzach. Największą przeszkodę stanowiły jak do tej pory 4 pary ciężkich przeciwpożarowych drzwi - otwierające się na zmianę "do" i "od" siebie. Ale odkąd opanowałam technikę otwierania ich łokciami, kostkami i brodą - następnym krokiem będzie pewnie udział w jednym z tych japońskich teleturniejów, w których zawodnicy muszą pokonywac kretyńskie tory przeszkód na czas.

Moja siłownia z powrotem stała się koedukacyjna - odkąd salę "dla kobiet" zamieniono na salę z dziwną konstrukcją linek, rurek i ciężarków, połączonych w jedną całość. Jakas nowoczesna metoda ćwiczeń i strechingu, której nikt nie rozumie, więc sala stoi pusta. Musiałam przełamać się i zacząc ćwiczyć na dużej sali, ze wszystkimi.
Zaleta: niewątpliwie poprawiło to motywację i wydajność obu płci
Wada: za każdym razem muszę zmieniać wysokośc krzesełek i obiążenie. Z 50kg na 10kg - i wtedy czuję się conajmniej głupio.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz