niedziela, 18 maja 2014

O gołębiu, który miał w życiu dużo szczęścia

Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem, dlaczego akurat drzwi i ściany publicznych toalet są miejscem uwieczniania tak wielu miłosnych wyznań i deklaracji. Nie wiem, czy chcę, by kogokolwiek kiedykolwiek naszła myśl, że mnie kocha, właśnie podczas wizyty w publicznej toalecie - myśl tak silna i nieodparta, że aż wymagająca uwiecznienia jej na ścianie bądź drzwiach przy pomocy markera/ scyzoryku.

Nie wiem też, dlaczego akurat dziecięcy plac zabaw i dwie huśtawki stały się najlepszym miejscem na nasze poważne rozmowy - o życiu, przyjaźni, odnajdywaniu wewnętrznej siły i poznawaniu samego siebie.

To się chyba nazywa paradoksem. Albo antynomią. A może już paralogizmem?

Najlepszym przykładem z dzisiejszego poranka jest pan płynący łódką tył na przód i wiosłujący przy tym złą stroną wioseł. Widocznie tak mu było wygodniej, bo pływał nam przed nosem dobrą godzinę. Paradoksy. Nie zrozumiem, ale czasem po prostu ułatwiają życie.

1 komentarz:

  1. Ewa zna mądre słowa. Możesz grać w słowotok, albo scrabble.
    Kocham nasze poważne rozmowy, jeszcze raz Ci dziękuję. ;*

    Ale sie refleksyjna zrobiłaś ostatnio...

    OdpowiedzUsuń