- Uśmiechnij się. Ale nie w ten sposób! Zawsze uśmiechasz się do zdjęć tak, jakbyś była zawstydzona, że się uśmiechasz. Tak też nie! Teraz masz minę pod tytułem: "długo jeszcze muszę się uśmiechać, to boli?".
Co poradzę? Nie przepadam za zdjęciami. Mam swoje własne sposoby zatrzymywania i kolekcjonowania wspomnień. Ty szukasz aparatem zieleni w moich oczach, ja szukam przymiotników trafnie opisujących świat wokół. Układam zdania, hasła, nazywam i nadaję tytuły, dzielę na rozdziały:
Ciemny, przemoczony, wietrzny Dortmund nocą. Cisza i pustka wokół mnie, kłębowisko myśli i emocji we mnie. I pijaczek, który kłaniał mi się nisko przez szybę. I duży zegar, który strasznie wolno odmierzał czas.
Kawa, którą wylałam sobie w całości na spodnie i rękę - nie zdążyłam jej nawet wcześniej spróbować.
"Wyglądasz jak duch" i "jak się masz, kochanie?"
Rozmowy dorosłych i gry... nie dla dzieci. Mięciutki pluszowy kot i kubek, w którym właśnie stygnie mi kawa. I książeczka o Zuzi, która rysuje obrazek.
Włosy poklejone lodami i kolejny beznadziejny film.
Pierogi z keczupem - profanacja! I zgubiona w lesie karta, za którą biegaliśmy w deszczu.
A potem twoja czarna koszula i białe skarpetki. I mój czarny but, który zgubiłam gdzieś po drodze do domu. Prawie jak w "Kopciuszku". Tylko dobrej wróżki i wspólnego tańca zabrakło. No i pantofelek też się nie znalazł.
Z. z kawałkiem zamrożonej kiełbasy przy łuku brwiowym i tosty o czwartej nad ranem, które najpierw lądowały po kolei na podłodze, a potem dopiero na talerzu.
Lodowe spaghetti w przeszklonej kawiarni w czasie ulewy, setka zdjęć i film o stulatku w malutkiej, klimatycznej sali kinowej.
Noc na podłodze i autobus, który przepadł. "Düsseldorf airport" i "Don't cry E.".
Wracałam zatłoczonym pociągiem do domu i miałam wrażenie, że zaraz utoniemy w tej ulewie za oknem. Wiatr zepsuł mi parasol, potargał włosy, deszcz przemoczył papierową torbę, w której niosłam letnią, plażową sukienkę - o ironio!
Ot, kolejny rozdział wspomnień, moja prywatna mapa myśli. Pamięciowe "snapshots" i "selfies". Zlajkujesz?
Co poradzę? Nie przepadam za zdjęciami. Mam swoje własne sposoby zatrzymywania i kolekcjonowania wspomnień. Ty szukasz aparatem zieleni w moich oczach, ja szukam przymiotników trafnie opisujących świat wokół. Układam zdania, hasła, nazywam i nadaję tytuły, dzielę na rozdziały:
Ciemny, przemoczony, wietrzny Dortmund nocą. Cisza i pustka wokół mnie, kłębowisko myśli i emocji we mnie. I pijaczek, który kłaniał mi się nisko przez szybę. I duży zegar, który strasznie wolno odmierzał czas.
Kawa, którą wylałam sobie w całości na spodnie i rękę - nie zdążyłam jej nawet wcześniej spróbować.
"Wyglądasz jak duch" i "jak się masz, kochanie?"
Rozmowy dorosłych i gry... nie dla dzieci. Mięciutki pluszowy kot i kubek, w którym właśnie stygnie mi kawa. I książeczka o Zuzi, która rysuje obrazek.
Włosy poklejone lodami i kolejny beznadziejny film.
Pierogi z keczupem - profanacja! I zgubiona w lesie karta, za którą biegaliśmy w deszczu.
A potem twoja czarna koszula i białe skarpetki. I mój czarny but, który zgubiłam gdzieś po drodze do domu. Prawie jak w "Kopciuszku". Tylko dobrej wróżki i wspólnego tańca zabrakło. No i pantofelek też się nie znalazł.
Z. z kawałkiem zamrożonej kiełbasy przy łuku brwiowym i tosty o czwartej nad ranem, które najpierw lądowały po kolei na podłodze, a potem dopiero na talerzu.
Lodowe spaghetti w przeszklonej kawiarni w czasie ulewy, setka zdjęć i film o stulatku w malutkiej, klimatycznej sali kinowej.
Noc na podłodze i autobus, który przepadł. "Düsseldorf airport" i "Don't cry E.".
Wracałam zatłoczonym pociągiem do domu i miałam wrażenie, że zaraz utoniemy w tej ulewie za oknem. Wiatr zepsuł mi parasol, potargał włosy, deszcz przemoczył papierową torbę, w której niosłam letnią, plażową sukienkę - o ironio!
Ot, kolejny rozdział wspomnień, moja prywatna mapa myśli. Pamięciowe "snapshots" i "selfies". Zlajkujesz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz