Byłam niezwykle dumna z mojego talentu ogrodniczego, kiedy okazało się, że pestka od awokado, którą dawno spisałam już na straty, nagle spuchła i popękała w kilku miejscach. W zasadzie powodem, dla którego trzymałam ją jeszcze na parapecie, było moje czyste lenistwo. A tu nagle wracam po kilku dniach i pestka wreszcie postanowiła dać mi powód do dumy! Już miałam zabrać się za pisanie pełnej optymizmu notki o tym, jak cierpliwość popłaca i jak czasem warto dać szansę zupełnie nierokującej pestce awokado i zupełnie nierokującej, początkującej ogrodniczce... aż do pokoju weszła H. i uświadomiła mnie, że pod moją nieobecność, zasadziła w szklance nową pestkę awokado, bo poprzednia już dawno zgniła... cóż... najważniejsze, że nowa pestka jak dotąd ma się dobrze. Czekam, aż wykiełkuje pod czujnym okiem H., która odwiedza ją codziennie w moim pokoju. Ja pozostanę natomiast przy tym, co potrafię robić czyli pieczeniu szarlotek i przygotowywaniu sałatek z awokado. Takiego ze sklepu. Tego z własnej hodowli pewnie nigdy się nie doczekam.
Hahahhaha!
OdpowiedzUsuńJa sie spodiewałam notki,w której napiszesz o tym, że "najbliźsi są po to, żeby pomóc" o "dawaniu drugiej szansy", "nie zniechęcaniu się po pierwszej estce tylko sadzeniu nowej z taką samą nadzieją" a tu proszę. hahahaha
Ale że awokado sprowokuje Cie do napisania wiedziałam. Nie wiedziałam tylko, że tak szybko :P