Chopiec w pokoju do nauki w pewnym momencie po prostu wstał, rozłożył w kącie koc i bije pokłony Allahowi. Siedzę z boku, nałożyłam słuchawki na uszy, usiadłam bokiem. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Impreza w holu trwa w najlepsze. Jedna zgubiona marynarka, jeden rozerwany t-shirt, jeden Rosjanin, którego ego trzeba było trochę przytemperować, jedna płacząca w kącie dziewczynka, dwóch policjantów i tłum nawzajem uspokajających się pijanych ludzi, którzy na zmianę obejmują się i wszczynają kolejne bójki. Siedzę z boku, sączę resztkę znalezionego piwa. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Siedzisz na moim krześle i jesz śniadanie z monitorem swojego komputera. Ja siedzę na łóżku i jem swoje ze ścianą naprzeciwko. Zaraz wyjdziesz, a ja najchętniej położyłabym się z powrotem spać. I znów nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Ktoś zabrał mój fotel z kuchni, podobno przepisy przeciwpożarowe nie pozwalają trzymać foteli w kuchni. Siedzę więc na krześle, co jakiś czas spoglądając na zegarek. Kurczak dalej się piecze. M. krząta się po kuchni z ręcznikiem na głowie. "Wyglądasz na zmęczoną, co ci jest?". E. jak zwykle zostawiła garnek z ryżem na zbyt dużym ogniu, właśnie wykipiał i rozlał się po całej kuchence - kolejny garnek prawdopodobnie do wyrzucenia. Dziewczynka, której imienia nawet nie znam znowu zgubiła swoją kartę do pokoju i nagle jest dla nas znowu miła i znowu uśmiecha się, żebyśmy pomogły jej z drzwiami. Siedzę więc twardo na swoim krześle i nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Mam takie dni. Stoję jakby obok siebie. Niemy obserwator. Narrator trzeciorzędowy. Stoję i przyglądam się z bezpiecznej odległości temu, co wokół mnie. Potrzebuję perspektywy. Potrzebuję zebrać siły, by w odpowienim momencie wskoczyć z powrotem w siebie i zareagować.
***
Impreza w holu trwa w najlepsze. Jedna zgubiona marynarka, jeden rozerwany t-shirt, jeden Rosjanin, którego ego trzeba było trochę przytemperować, jedna płacząca w kącie dziewczynka, dwóch policjantów i tłum nawzajem uspokajających się pijanych ludzi, którzy na zmianę obejmują się i wszczynają kolejne bójki. Siedzę z boku, sączę resztkę znalezionego piwa. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Siedzisz na moim krześle i jesz śniadanie z monitorem swojego komputera. Ja siedzę na łóżku i jem swoje ze ścianą naprzeciwko. Zaraz wyjdziesz, a ja najchętniej położyłabym się z powrotem spać. I znów nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Ktoś zabrał mój fotel z kuchni, podobno przepisy przeciwpożarowe nie pozwalają trzymać foteli w kuchni. Siedzę więc na krześle, co jakiś czas spoglądając na zegarek. Kurczak dalej się piecze. M. krząta się po kuchni z ręcznikiem na głowie. "Wyglądasz na zmęczoną, co ci jest?". E. jak zwykle zostawiła garnek z ryżem na zbyt dużym ogniu, właśnie wykipiał i rozlał się po całej kuchence - kolejny garnek prawdopodobnie do wyrzucenia. Dziewczynka, której imienia nawet nie znam znowu zgubiła swoją kartę do pokoju i nagle jest dla nas znowu miła i znowu uśmiecha się, żebyśmy pomogły jej z drzwiami. Siedzę więc twardo na swoim krześle i nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić.
***
Mam takie dni. Stoję jakby obok siebie. Niemy obserwator. Narrator trzeciorzędowy. Stoję i przyglądam się z bezpiecznej odległości temu, co wokół mnie. Potrzebuję perspektywy. Potrzebuję zebrać siły, by w odpowienim momencie wskoczyć z powrotem w siebie i zareagować.
trzymaj się ;**
OdpowiedzUsuń