- Zawsze jak ona
rozmawia przez telefon, to mam wrażenie, że jest na coś wkurzona.
- A ja mam
wrażenie, że gada po turecku, a nie po grecku.
Nasza kuchnia
stała się miejscem uniwersalnym i wielofunkcyjnym. Naszym punktem zbiórek,
pokojem do nauki, salą kinową, gabinetem terapeutycznym, balkonem widokowym i
centrum rozrywkowym. Tylko azjatki przemykają tędy jak duchy, żeby zostawić coś
w lodówce albo podgrzać wodę w czajniku i szybko uciec z powrotem do pokoju.
D. jak zwykle
rozmawiała przez telefon w trakcie gotowania. Patrzyłam z podziwem, jak z
telefonem przyciśniętym uchem do ramienia krząta się po kuchni, kroi, miesza,
schyla się i sięga po przedmioty z półki. Na całej lewej ręce widniał rysunek
kości i nerwów – efekt wielogodzinnej nauki anatomii.
Przyszedł czas na
kolację więc uprzejmie zgarnęłyśmy z M. wszystkie książki, kartki, notatki i
laptopy na dwa stoły, udostępniając reszcie pozostałe dwa. K. kucnęła z
telefonem w „hot spocie” czyli jedynym miejscu w kuchni, gdzie można korzystać z wifi i odrabiała swoją pracę domową z niemieckiego, konsultując się
co jakiś czas z Ch. A Ch. co jakiś czas dziwiła się, dlaczego każą nam układac
takie dziwne zdania, skoro żadne niemiec tak nie mówi. Bardzo budujące.
Z. najwyraźniej
znudziła się siedzeniem sama w pokoju, ale tutaj też nie wiedziała co ze sobą
zrobić, wałęsała się tylko pomiędzy stołem a kuchennym blatem, zagadując do
nas, podrygując w rytm muzyki i mrucząc coś do siebie. Zatrudniłam ją więc w
charakterze osobistego modelu do badań naukowych i przećwiczyłam na niej
wyzwalanie wszystkich odruchów głębokich przy pomocy stetoskopu. Zadziałało.
Wnioski? Z. będzie żyć, a ja nie potrzebuję młoteczka neurologicznego tak
bardzo, jak mi się wydawało.
Przy okazji
pojawienie się mojego stetoskopu w kuchni wzbudziło ogólne zainteresowanie i K.
pozwoliła osłuchać się w celu potwierdzenia zdiagnozowanej dawno temu drobnej
wady serca. Nie potwierdziłam. Ale to raczej kwiestia mojej głuchoty i braku
wprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz