niedziela, 6 lipca 2014

Chińskie ciasteczka

Zwariowałam. Znów leje deszcz. Nie pada. Leje! Nie kroplami. Strugami! Usiadłam na parapecie, wystawiłam nogi za okno, puściłam muzykę na pełny regulator, patrzę jak mokną moje jak zwykle krzywo pomalowane paznokcie u stóp i śmieję się do siebie. Fajne uczucie. Do zapamiętania: zainwestować kiedyś w deszczownicę.
Zwariowałam. Kupiłam na ebayu zieloną farbę do włosów. I rozjaśniacz. Będziemy czarować! Śmiałe posunięcie jak na kogoś, kto desperacko i histerycznie trzyma się tej samej fryzury od jakichś... <nieśmiałym szeptem> 10 lat.
Zwariowałam. Rozmawiałam w pociągu z obcymi ludźmi. Bo mi się nudziło. Bo uśmiechnęli się do mnie. Bo tutaj od razu przechodzi się na "ty" bez zbędnego nadęcia. Bo tutaj nikogo to nie dziwi, nie budzi podejrzeń. Bo skoro lekko wstawiona panna młoda z grupą poprzebieranych koleżanek  może wyłudzać od ludzi forsę na wieczór panieński w zamian za cukierki albo dowcipy, to ja mogę sobie rozmawiać z kim chcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz