Byłam niezwykle irytującym dzieckiem. Przemądrzałym, popisującym się i szukającym nieustannie uwagi dorosłych. A na dodatek lubiłam dużo śpiewać. Nikt mi wtedy jeszcze nie powiedział, że nie powinnam. Powinni mi zabronić. Oszczędziliby tylu traumatycznych doznań sobie samym i mnie, oglądającej po latach stare rodzinne filmy. Oglądającej siebie "przez palce".
Jak wiele jest w stanie zapamiętać dwulatek? Trzylatek? Pięciolatek? Jak przepastna jest nasza pamięć, jak głęboko możemy schować nasze wspomnienia i czy damy radę kiedyś jeszcze odnaleźć je w nienaruszonym stanie? Ile obrazów i uczuć mogą przywołać stare filmy? Pamiętam moje zabawki, rysunki, meble i ubranka. Pamiętam, choć bez tych nagrań pewnie już nigdy nie przywołałabym ich z otchłani wspomnień. Pamiętam sytuacje, sceny, dialogi. Przeżywam na nowo uczucia, które im towarzyszyły. Jak w deja vu. Z rozbawieniem śledzę mimikę twarzy i zachowanie M. i T. - dobrze mi znane gesty, powiedzonka, mrugnięcia okiem - tak jakby czas w tym wypadku zatrzymał się w miejscu. Ze wzruszeniem słucham wierszyków z dzieciństwa i piosenek z przedszkola. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniły, pewne przetrwały w mojej pamięci uśpione przez lata, pewne odkrywam jako zupełnie nowe i...jakby nie moje. Pamiętam dobrze niski głos pana z kaset magnetofonowych, który czytał nam bajki na dobranoc. Nie pamiętałam głosu D.
Jak wiele jest w stanie zapamiętać dwulatek? Trzylatek? Pięciolatek? Jak przepastna jest nasza pamięć, jak głęboko możemy schować nasze wspomnienia i czy damy radę kiedyś jeszcze odnaleźć je w nienaruszonym stanie? Ile obrazów i uczuć mogą przywołać stare filmy? Pamiętam moje zabawki, rysunki, meble i ubranka. Pamiętam, choć bez tych nagrań pewnie już nigdy nie przywołałabym ich z otchłani wspomnień. Pamiętam sytuacje, sceny, dialogi. Przeżywam na nowo uczucia, które im towarzyszyły. Jak w deja vu. Z rozbawieniem śledzę mimikę twarzy i zachowanie M. i T. - dobrze mi znane gesty, powiedzonka, mrugnięcia okiem - tak jakby czas w tym wypadku zatrzymał się w miejscu. Ze wzruszeniem słucham wierszyków z dzieciństwa i piosenek z przedszkola. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniły, pewne przetrwały w mojej pamięci uśpione przez lata, pewne odkrywam jako zupełnie nowe i...jakby nie moje. Pamiętam dobrze niski głos pana z kaset magnetofonowych, który czytał nam bajki na dobranoc. Nie pamiętałam głosu D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz