Tegoroczny Nobel z dziedziny medycyny i fizjologii przyznano odkrywcom tzw. wewnętrznego GPS-a czyli komórek mózgowych odpowiedzialnych za orientację w terenie. Przynajmniej wiem już, jak nazywają się komórki, które w moim przypadku są niedorozwinięte. "Mam słabo rozwinięty układ komórek siatki w hipokampie" brzmi nieco majestatyczniej niż "myli mi się prawa i lewa strona i potrafię zgubić za pierwszym lepszym zakrętem".
Ale wiesz, myślę, że odkryłam w sobie coś znacznie cenniejszego. Taki mój wewnętrzny kompas. Najprostszy, ze strzałką wiecznie skierowaną w jednym kierunku. Żadne tam skomplikowane GPS-y, układy komórek, aplikacje, mapy czy wskazówki. Mój kompas jest banalny i idioto-odporny, niewymagający ani baterii ani akumulatora, ani wifi, ani aktualizacji, ani zakupu licencji, ani dostępu do sieci telefonicznej, ani nawet światła słonecznego czy instrukcji obsługi. Nie psuje się, nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności czy doświadczenia. Wystarczy pamiętać, że ma się go przy sobie. Nawet w samym środku tak zwanej ciemnej dupy, nawet jeżeli pomyli mi się prawa z lewą stroną, nawet jeżeli zgubię się na dobre - zawsze mam przy sobie strzałkę wskazującą uparcie ten sam kierunek. I chociaż na linii strzałka-horyzont nie widzę aktualnie żadnego konkretnego punktu ani celu, przynajmniej wiem, że idę bez celu po linii prostej, zamiast kręcić się w kółko. A to już spory postęp. Mocno wierzę, że ta strzałka dobrze wie, co robi.
Ale wiesz, myślę, że odkryłam w sobie coś znacznie cenniejszego. Taki mój wewnętrzny kompas. Najprostszy, ze strzałką wiecznie skierowaną w jednym kierunku. Żadne tam skomplikowane GPS-y, układy komórek, aplikacje, mapy czy wskazówki. Mój kompas jest banalny i idioto-odporny, niewymagający ani baterii ani akumulatora, ani wifi, ani aktualizacji, ani zakupu licencji, ani dostępu do sieci telefonicznej, ani nawet światła słonecznego czy instrukcji obsługi. Nie psuje się, nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności czy doświadczenia. Wystarczy pamiętać, że ma się go przy sobie. Nawet w samym środku tak zwanej ciemnej dupy, nawet jeżeli pomyli mi się prawa z lewą stroną, nawet jeżeli zgubię się na dobre - zawsze mam przy sobie strzałkę wskazującą uparcie ten sam kierunek. I chociaż na linii strzałka-horyzont nie widzę aktualnie żadnego konkretnego punktu ani celu, przynajmniej wiem, że idę bez celu po linii prostej, zamiast kręcić się w kółko. A to już spory postęp. Mocno wierzę, że ta strzałka dobrze wie, co robi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz