czwartek, 2 października 2014

kawa z automatu

Dialogi prawdziwe:

- Zrobisz coś dla mnie? Kliknij na ten link, który ci wysłałam i "polub" marzenie z wielorybem.
- Co mam zrobić??
- To jest taki konkurs. Trzeba było opisać swoje marzenie z dzieciństwa i można wygrać gotówkę. Więc napisałam, że zawsze chciałam zobaczyć na własne oczy prawdziwego wieloryba. Klikniesz? Potrzebuję "lajków".
- E., ale to jest po polsku...
- No i co z tego? Wszystko ci napisałam, musisz tylko kliknąć. Nie niszcz mi moich marzeń tylko dlatego, że są po polsku!

***

- H., chodź, obejrzysz coś z nami!
- Co mam oglądać?
- Znaleźliśmy film, jak E. miała roczek! Chodź zobacz!
- Ale mnie wtedy jeszcze nie było na świecie.
- No dobrze, ale zobaczysz, jaka E. była malutka i jacy rodzice byli młodzi.
- Dramatów z kiepską obsadą nie oglądam.
badum-tsss!

***

Robienie sobie herbaty albo kawy w małym kubku zupełnie się nie opłaca. Przydałoby mi się "wiaderko" o pojemności co najmniej 400ml.  Zwłaszcza, że na wypadek jesiennej chandry, zaopatrzyłam się w waniliową kawę i cały zestaw herbat pachnących owocami, kwiatami, przyprawami - "samą chemią", jak mawia T., krzywiąc się na te nowe zapachy w domu. Zresztą jesienna chandra nadciąga nieubłaganie. Miasto z dnia na dzień szarzeje i coraz szczelniej opatula się szalikami i kołnierzami płaszczy. Kot z dnia na dzień coraz nachalniej domaga się moich kolan i coraz bardziej przypomina kształtem puchatą kulkę. Ogród znów jest pełen liści, a w parku i nad rzeką bombardują mnie spadające z drzew żołędzie. Tylko w radiu wciąż słychać jeszcze wakacyjne latynoskie hity. Dziwnie komponują się z szumem moich wycieraczek o poranku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz