poniedziałek, 10 listopada 2014

Avanti!

Jeszcze dobrze nie usiadłam na kanapie, a kot już wpakował się na moje kolana ze swoim grubym, rozmruczanym, zimowym tyłkiem, wyraźnie zadowolony, że ktoś wreszcie wrócił do domu, napełnił miski i udostępnił swoje kolana do spania. Najwidoczniej wymiar poprzeczny kaloryfera okazał się niewystarczający w stosunku do wymiaru poprzecznego kota. Zasiedliśmy więc przed telewizorem szukając czegokolwiek sensownego i odprężającego w ofercie kilkuset kanałów. Serial, serial, reklama, reality show, znowu reklama, wiadomości, polityka, kolejne reality show, gotowanie, jeszcze jeden serial, telezakupy... ach, już sobie przypomniałam, dlaczego nie oglądam na co dzień telewizji!
Po kilku minutach intensywnych poszukiwań, stanęło na filmie przyrodniczym, który tylko potwierdził wcześniejsze podejrzenia mojej kompletnej destabilizacji psychicznej i nastrojowej w ostatnim czasie. Jeszcze nigdy widok pingwinów ślizgających się niezdarnie i upadających na lodzie, nie rozczulił mnie tak bardzo. Jeszcze nigdy nie miałam łez w oczach na widok taty pingwina, który wraca do swojego gniazda i po raz pierwszy spotyka swoje wyklute z jajka potomstwo. T, zawsze powtarzał, że za dużo telewizji robi dziury w mózgu. Najwyraźniej miał rację.

***

Wyjrzałam za okno, aby ponapawać się jeszcze efektem mojej kilkugodzinnej ciężkiej pracy z grabiami w ogrodzie. Po efekcie nie pozostało już ani śladu - liście jak leżały tak leżą, na drzewach pozostał jeszcze spory ich zapas. Czekają najwyraźniej, żeby spaść w kolejne turze na świeżo wysprzątany trawnik. Efektu brak, zakwasy pozostały, narodziła się nienawiść do ogrodnictwa. 

1 komentarz: