Siedząc sama w salonie, czuję się jak krokodyl z bajki o Piotrusiu Panie. Biedny gad połknął kiedyś budzik, który nieprzerwanie tykał mu w brzuchu. W moim salonie tykają równocześnie 3 zegary. Każdy w innym tempie, każdy na inną nutę. Każdy bije też co pół godziny swoją własną melodię - jeden po drugim, jakby przedrzeźniały się nawzajem. To równomierne tykanie z trzech stron salonu monotonnie i uparcie wierci trzy małe dziurki z trzech stron mojej głowy. W efekcie świeżo przyswojona wiedza wpada do głowy jedną dziurką i natychmiast znajduje ujście dwoma pozostałymi. Uwielbiam produktywne sobotnie popołudnia w moim salonie.
***
K. maltretowała widelcem resztkę tarty na swoim talerzu, zerkając na mnie z niedowierzaniem, pomieszanym z odrobiną niepokoju, szczodrze doprawionym dezaprobatą.
- ... bo z drugiej strony, myśląc czysto logicznie, analitycznie i ze zdrowym rozsądkiem...
- No nareszcie wróciłaś! - zachichotała i odłożyła wreszcie widelec z powrotem na talerz.
Przytuliła mnie mocno na pożegnanie i pomaszerowała w swoją stronę. Domyślam się, co siedziało jej w głowie. Znacznie bardziej skomplikowana i poplątana okazała się zawartość mojej własnej.
***
K. maltretowała widelcem resztkę tarty na swoim talerzu, zerkając na mnie z niedowierzaniem, pomieszanym z odrobiną niepokoju, szczodrze doprawionym dezaprobatą.
- ... bo z drugiej strony, myśląc czysto logicznie, analitycznie i ze zdrowym rozsądkiem...
- No nareszcie wróciłaś! - zachichotała i odłożyła wreszcie widelec z powrotem na talerz.
Przytuliła mnie mocno na pożegnanie i pomaszerowała w swoją stronę. Domyślam się, co siedziało jej w głowie. Znacznie bardziej skomplikowana i poplątana okazała się zawartość mojej własnej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz