Wielkie pomysły, postanowienia i inspiracje są jak owsiki. Potrzebują ciepła i ciemności, żeby wyleźć uchem na świat gdzieś z otchłani mojego mózgu. Czyli właśnie tego momentu, kiedy z ulgą gaszę światło i wskakuję pod kołdrę po ciężkim dniu. A kiedy już wylezą - gryzą, swędzą i przeszkadzają na tyle, że nie można spokojnie pójść spać. 21. stycznia. Godzina 02.12. Perfekcyjny moment, żeby zacząć. I od razu wielka plama z atramentu na palcu wskazującym. Do tej pory nie zeszła całkowicie. Dawno nie pisałam piórem. Mimo wszystko mam dobre przeczucia. Wrażenie, że coś tam głęboko w środku zmienia się na lepsze. Jakiś uśpiony owsik w moim układzie limbicznym pomału budzi się do życia.
Nie wierzę. Śnieg za oknem! Nieśmiało, pomału, pojedynczymi płatkami. Chyba specjalnie, żeby nie wystraszyć erasmusów z drugiego końca świata, którzy tak na niego czekają. Cóż. Lepsze to niż wczorajszy deszcz.
Nie wierzę. Śnieg za oknem! Nieśmiało, pomału, pojedynczymi płatkami. Chyba specjalnie, żeby nie wystraszyć erasmusów z drugiego końca świata, którzy tak na niego czekają. Cóż. Lepsze to niż wczorajszy deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz