środa, 2 kwietnia 2014

Niespodzianka!

Gilles: Tak, tak. Wolisz historie, które można kontrolować: nie możesz ścierpieć swobody.  
Lisa: Swobody?
Gilles: Tego, że sprawy wymykają ci się z rąk. Że sytuacje cię przerastają. Że uczucia są dla ciebie zbyt silne. Jeśli chce się być pewnym wszystkiego, trzeba się zadowolić krótkimi historiami. Związkami, w których wszystko jest dokładnie wytyczone, które są jasne, przejrzyste, mają początek, środek i koniec, których przebieg znaczą konkretne etapy: pierwszy uśmiech, pierwszy napad szalonego śmiechu, pierwsza noc, pierwsza kłótnia, pierwsze pojednanie, pierwsza nuda, pierwsze nieporozumienie, pierwsze nieudane wakacje, pierwsze rozstanie, drugie, trzecie, i w końcu to prawdziwe. Potem wszystko od nowa. Tak samo, tyle że z kim innym. Nazywa się to życiem pełnym przygód, a jest życiem bez przygód, życiem w odcinkach. Nie jest rozsądne długo kochać, kochać bez przerwy to czyste szaleństwo. Rozum nakazuje kochać tak długo, jak jest to przyjemne. Oto miłosny racjonalizm: kochajmy się, dopóki mamy złudzenia, kiedy je stracimy, lepiej się rozstańmy. Gdy tylko ujrzymy przed sobą kogoś rzeczywistego, a nie kogoś, kogo sobie wyobrażamy, rozejdźmy się.
(...)
Gilles: Więc żeby uczucie trwało, trzeba zgodzić się na niepewność, wypłynąć na niebezpieczne wody, tam gdzie posuwa się do przodu tylko ten, kto ufa. Odpoczywać, unosząc się na zmiennych falach zwątpienia, znużenia, spokoju, ale nigdy nie zbaczać z kursu.

Małe Zbrodnie Małżeńskie 
Eric Emmanuel Schmitt

***

Z kursu na prawo jazdy pamiętałam tylko najprostszy komunikat: jak pojawi się czerwona kontrolka - trzeba natychmiast się zatrzymać. A ponieważ pojawiły się dwie czerwone na raz - z czego jedna z desperackim napisem: "stop", a druga w kształcie silnika czy czegoś podobnego - zatrzymałam się na pierwszym lepszym dziurawym poboczu w środku jakiegoś zadupia. Dobrze, że są tatusiowie i dobrze, że tatusiowie orientują się w mieście na tyle dobrze, że znajdują swoje córki w środku jakiegoś zadupia na podstawie chaotycznych opisów pt: "pamiętasz, takie rondo, które dopiero co wyremontowali? to na tym rondzie skręciłam na taki wiadukt... i on potem tak zakręcił... i jak się zjeżdża z tego wiaduktu to pojechałam główną i stoje tu zaraz za tym wiaduktem". 
"...Ok, już jadę". 
Wracaliśmy z warsztatu ("Chodź, dziecko, przejedziesz się dobrym samochodem"), słuchając "Mistrza i Małgorzaty".
- Czytałaś?
- Czytałam, ale nie zrozumiałam.
- Piękna książka. Ja przeczytałem kilka razy, a teraz kupiłem sobie na audiobooku. To lepsze niż informacje w radiu. Człowiek stoi sobie w korku, nie denerwuje się, słucha sobie jak mu czytają.
- Ale o co w tym chodzi? Małgorzata naciera się jakąś maścią i lata na miotle po nocy, gada z kotem i z diabłem...
- No jak to: o co? To było pisane za czasów Stalina, to nawiązanie i krytyka ówczesnej Moskwy, absurdów sytuacji politycznej.
- Czemu ty wszystko wiesz?
- Bo dużo jem. 
Może też powinnam zacząć? Chociaż podejrzewam, że u mnie skutek byłby zupełnie inny...

1 komentarz: